Robert Potocki: Geopolityka Oceanii: Anglosfera?

Anglosphere_mapdr Robert Potocki

Wszystkie problemy przyszły zza Kanału, zaś wszelkie sposoby ich rozwiązania zza Atlantyku.

                        (Margaret Thatcher)

Czasami wydaje mi się, że Kanał jest szerszy niż Atlantyk.

                    (Timothy Garton Ash)

Wlatach 50-tych pewien Londyńczyk o angloamerykańskich korzeniach nazwiskiem Winston Churchill wydał czterotomową rozprawę: History of the English-Speaking Peoples, której motywem przewodnim było przeświadczenie o historycznie uwarunkowanej wspólnocie losów i celu niektórych państw zachodniej hemisfery oraz krajów imperium brytyjskiego. Nieco dalej poszedł znacznie wcześniej angielski geopolityk sir Halford Mackinder, który zauważył, że zarówno Brytania, jak i Stany Zjednoczone z uwagi na podobne tradycje historyczne oraz „wyspiarski charakter” ich państwowości posługują się podobną motywacją oraz logiką stosunków międzynarodowych[1].

Zasadnicza różnica polegała jednak na tym, że o ile po II wojnie światowej ta pierwsza była już tylko „zmęczonym imperium”, o tyle USA reprezentowały sobą zupełnie nową jakość w zdobywaniu własnej strefy wpływów oraz formowaniu postulatów dotyczących ładu globalnego[2]. Z innych geopolityków, zwolennikiem partnerstwa angloamerykańskiego, wyrosłego na bazie doświadczeń II wojny światowej był także Robert Strausz-Hupé[3]. Z kolei gen. Karl Haushofer jeszcze w 1931 roku brał pod uwagę upadek politycznego znaczenia imperium brytyjskiego i w konsekwencji możliwość powołania na bazie wspólnego dziedzictwa kulturowego Wyspy i Nowego Świata Pan-Idei anglosaskiej[4].

I. Pan-Idea Anglosfery

Upadek politycznego znaczenie Londynu oraz światowa hegemonia Waszyngtonu z jednej strony oraz specyfika integracyjna Unii Europejskiej z drugiej, doprowadziły do sytuacji, że w środowiskach politycznych odnoszących się nieufnie do tego ostatniego procesu pojawiły się pomysły zorganizowania, na zupełnie odmiennych zasadach, Imperium Atlantyckiego, w którym ocean odgrywałby podobną rolę, jak w starożytnym Rzymie Morze Śródziemne[5].

Tak narodziła się idea Aglosfery – wspólnoty ludów o korzeniach i tradycjach anglosaskich. Sam pomysł powstał z początkiem XXI wieku, kiedy to eurosceptyczna grupa brytyjskich konserwatystów oraz amerykańskich ultrakonserwatystów, przerażonych rozpadem Zachodu wysunęła postulat „dynamicznego sojuszu” krajów anglojęzycznych, skierowanego przeciw „socjalistycznej” Unii Europejskiej oraz odbudowującej swą pozycję geopolityczną Azji[6]. James Bennett nie ukrywa, że powstanie tej inicjatywy integracyjnej było też pewnego rodzaju reakcją intelektualną na prace anglojęzycznych euroentuzjastów takich jak: Charles Kupchan, Will Hutton, czy też Mark Leonard[7].

Termin ten (Anglosphere) pojawił się po raz pierwszy w noweli Neala Stephensona  The Diamond Age w 1995 roku, zaś jako pierwszy użył tej nazwy na określenie krajów anglosaskich wspomniany już James Bennett w artykule: Canada’s World Advantage[8]. Nawiązano w ten sposób do pomysłu wspomnianego na samym wstępie W. Churchilla, choć pierwotnie pojęcie to było synonimem imperium brytyjskiego. Oficjalnie ów projekt stawia sobie dwa podstawowe cele:

            Po pierwsze – w sferze społecznej traktuje kraje anglosferyczne jako obszar „innowacyjności technologicznych” oraz centrum cywilizacji technokratycznej;

            Po drugie – w wymiarze geopolitycznym stawia na wzajemne zbliżenie tych państw na obszarze ekonomii i w wymiarze ogólnoludzkim, bez potrzeby formowania jednolitego centrum decyzyjnego, jak to ma miejsce w przypadku Unii Europejskiej.

            Nieoficjalnie chodzi także o realizację trzeciego postulatu: wypracowanie podwalin geostrategicznych pod tzw. trzecie anglosferyczne stulecie, gdyż o ile wiek XIX był okresem Pax Britanica a XX – Pax Americana  to XXI stulecie w opiniach zwolenników tej koncepcji ma być czasem Pax Atlantica[9].

Na stworzenie tej koncepcji złożyły się jednak nie tylko uwarunkowania wewnątrz-amerykańskie, czy też wewnątrz-brytyjskie, lecz nade wszystko pewne okoliczności zewnętrzne:

            1. Formowanie się nowego ładu globalnego po 1991 roku i wyrosłe na tym gruncie przekonanie, że unilateralizm amerykański jest jedynie częścią międzyepoki, po której świat powróci do czasów rywalizacji kilku biegunów stabilizacji międzynarodowej;

            2. Z perspektywy ultrakonserwatystów Nowego Świata podstawowym problemem ładu planetarnego jest kwestia globalnego zaangażowania USA, co grozi „nadwyrężeniem imperialnym” porównywalnym z tym, które w latach 1989-1991 spotkało ZSRR. Zwolennikiem tezy „republika – nie imperium” jest przede wszystkim Patrick Buchanan[10]. Dariusz Serówka określa tę koncepcję mianem neoizolacjonizmu (Fortress America)[11];  

            3. Wpływu procesów globalizacji na stosunki międzynarodowe, gdzie istotą tej pierwszej „[…] jest bardziej jedność czasu niż przestrzeni”[12]

            4. Europejskiego przekonania, że Unia Europejska jest w zależności od interpretacji, albo tworem stagnacyjnym, albo też dążącym do stworzenia superpaństwa, w którym poszczególne kraje zostaną sprowadzone do roli prowincji. Stąd też poszukiwanie takich alternatyw geopolitycznych dla „projektu brukselskiego”, jak chociażby Imperium Europaeum, czy też tytułowa Pan-Idea Anglosfery[13].

Zdaniem Timothy Gartona Asha projekt ten wyrasta ze starej „wyspiarskiej” opowieści która głosi: „[…] Mamy wyjątkową historię; jesteśmy wolnym i niezależnym krajem dłużej niż ktokolwiek inny; wolność osobista i niezależność narodowa idą ze sobą w parze: nasze wolności i niezależność są obecnie zagrożone, głównie przez Europę; jak często w przeszłości, musimy walczyć w ich obronie”[14]. W sumie, jak zauważa cytowany autor, anglosferyści wypowiadają się przeciwko ograniczeniu brytyjskiej suwerenności na rzecz UE, jednakże są skłonni zaakceptować rolę „młodszego brata” w ramach Wspólnoty Anglosaskiej[15]

Z drugiej zaś strony – jak zauważa Anne-Marie Slaugter: Anglosfera to „Termin, który można zdefiniować, jako zespół państw anglojęzycznych z przewagą common law nad prawem ustawowym, oznacza o wiele więcej niż tylko wszystkie osoby posługujące się angielskim, jako pierwszym lub drugim językiem. Przynależność do Anglosfery wymaga przestrzegania podstawowych zwyczajów i wartości składających się na fundament kultur anglojęzycznych. Zalicza się do nich indywidualizm, rządy prawa, dotrzymywanie umów i przyrzeczeń oraz stawianie wolności w pierwszym rzędzie wartości politycznych i kulturowych. Państwa składające się na Anglosferę mają wspólną narrację historyczną, w której wybijają się takie elementy jak Wielka Karta Swobód, angielska i amerykańska Karta Praw oraz takie zasady common law, jak proces z udziałem ławy przysięgłych, domniemanie niewinności, nienaruszalność domostwa i wiążący charakter ustnej umowy. Anglosfera, jako sieć cywilizacyjna, której nie odpowiada żaden konkretny byt polityczny, nie posiada ściśle określonych granic. Jej twardym jądrem są USA i Wielka Brytania, anglofońskie regiony Kanady, Australia, Nowa Zelandia i Irlandia. RPA to jej mocny i ludny paś środkowy, a wykształcona anglojęzyczna ludność państw basenu karaibskiego, Oceanii, Afryki i Indii to jej pogranicze”[16]. Tym samym tropem, jeśli chodzi o definiowanie tytułowego projektu, podąża także Robert Conquest, który jest zdania, że jest to „Unia krajów anglosaskiego prawa zwyczajowego”[17]. Natomiast dla Jamesa Bennetta Pan-Idea to ucieleśnienie i zwieńczenie cywilizacji anglojęzycznej (English-speaking civilization)[18].

Zdaniem Anatola Arciucha, tak zarysowana koncepcja integracyjna posiada trzech „ojców założycieli”. Są to John O’Sullivan – były dziennikarz „The Daily Telegraph”, doradca premier Margaret Thatcher i szef publicystyki kanadyjskiego dziennika „The National Post”; Conrad Black – anglo-kanadyjski magnat prasowy, właściciel wspomnianego wyżej czasopisma i „The Telegraph” oraz Robert Conquest – historyk od zbrodni komunistycznych i autor Reflections on a Ravaged Century (New York 1999), książki która uchodzi za rodzaj sztandarowego manifestu anglosferystów. Do propagatorów tej idei należą także: wielokrotny ultraprawicowy kandydat na prezydenta USA Patrick Buchanan oraz znany konserwatywny publicysta Robert Kaplan[19]. Z kolei do jej prekursorów zaliczamy takich myślicieli i polityków, jak: Alfred Milner, George Cattin, Cecil Rhodes i Theodore Roosevelt[20].

Anglosfera to także cyber-technokratyczny projekt wielkoprzestrzenny. Jak twierdzi James Bennett do zrozumienia jego istoty potrzebne jest sformułowanie odpowiedzi na trzy zasadnicze postulaty:

            1. Co oznacza „rewolucja singulariańska” dla państwa narodowego w okresie schyłkowym współczesnej formacji cywilizacyjnej?

            2. Jaki obszar jest źródłem nadchodzących zmian?

            3. Dlaczego Anglosfera jest liderem rewolucji naukowo-technologicznej, i jakie czynniki zadecydowały o zdobyciu przez nią tej pozycji?[21]

Kluczem do sformułowania odpowiedzi na te kluczowe, dla tytułowego zagadnienia, pytania jest przede wszystkim pojęcie „rewolucji singulariańskiej” (The Singularity Revolution). W języku polskim najbliższym znaczeniowo określeniem jest nazwa „rewolucja biotechnologiczna”. Pojęcie Singularity Era[22] do obiegu intelektualnego wprowadził Ray Kurzwel, który w 2005 roku opublikował głośną rozprawę: The Singularity Is Near. Autor ten już w latach 1980-tych w książce: The Age of Intelligent Machines sformułował zasadę, że ludzkość powoli zbliża się do punktu zwrotnego w swojej historii, określanego jako the Singularity, oznaczającego początek epoki techno-ewolucyjnej. Jej następstwem będą zarówno „duchowe maszyny”, jak i „e-ludzie”. W swym manifeście programowym The Singularity Is Near R. Kurzwel założył, że przyszłość wielkich formacji kulturowych to ewolucja technologiczna, podczas której ludzie staną się organizmami cyberbiologicznymi, zaś maszyny obdarzone sztuczną inteligencją staną się „duchowymi przedmiotami”. Początek tej szóstej epoki Wielkiego Uniwersalizmu (po fizyko-chemicznej, biologicznej, umysłowej, technologicznej i komputerowej) obwieścił na połowę XXI wieku: rok 2045[23]. Zwolennicy tego rodzaju pomysłów określili je mianem singulitarianizmu, lub też transhumanizmu[24]. Dla takich anglosferystów jak James Bennett jest to z kolei paradygmat, wokół którego budują oni swe podstawowe założenia dotyczące tytułowego zagadnienia. „Jaka jest [zatem] natura ery singulariańskiej? Jest to – pisze J. Bennett – nowy technologicznie, społecznie i ekonomicznie przełom porównywalny jedynie z rewolucją przemysłową, lecz o znacznie donioślejszych konsekwencjach”[25].

II. Sieciowa Wspólnota Narodów

„Anglosfera to coś znacznie więcej niż zbiorowisko wszystkich ludzi mówiących językiem angielskim” – tymi słowami rozpoczyna swe rozważania na temat wyjątkowości tego kręgu kultury James Bennett[26]. W jego opinii na tę wyjątkowość składają się trzy zasadnicze czynniki: tradycja wolna od despotyzmu i etatyzmu, liberalna idea imperialna o charakterze uniwersalistycznym oraz zaistnienie współcześnie społeczeństwa postindustrialnego[27]. James Bennett rozpoczynając swe rozważania na temat tytułowej Pan-Idei, zwraca uwagę na fakt pojawienia się Internetu, nie tylko jako podstawowego nośnika informacji, czy komunikacji, lecz także jako zaczynu nowej formy zorganizowanej wspólnoty geopolitycznej[28]. W rozmyślaniach tych widoczny jest wpływ koncepcji społeczno-kulturowych Francisa Fukuyamy[29] oraz Alvina i Heidi Tofflerów[30].

Zdaniem tego pierwszego myśliciela w przeciągu trzech ostatnich dekad świat anglojęzyczny wszedł w wiek informacji, który charakteryzuje epokę postindustrialną i przekształcił się we wspólnotę informacyjną. W konsekwencji ten nowy typ społeczeństwa będzie wytwarzał więcej podstawowych wartości demokratycznych, takich jak: wolność i poczucie równości. Temu zjawisku w okresie międzyepoki, wynikłemu z upadku gospodarki industrialnej i zmian na rynku pracy, będą towarzyszyły określone przemiany mentalno-społeczne, które określił on mianem „twórczego zniszczenia” (twórczej dekonstrukcji). Zanikowi racjonalności i praworządności ma bowiem towarzyszyć wzrost przestępczości, kryzys demokracji oraz zanik zaufania do instytucji społeczno-państwowych.  F. Fukuyama dowodzi jednak, że po czasie upadku nastąpi ponowny nawrót do wspólnotowości. Tylko, że tym razem podstawą ładu społecznego będzie kapitał społeczny[31], nowe formy zachowań kulturowych i religijnych oraz indywidualizacja rynku pracy. Podobnie jak w epoce rolniczej podstawą organizacji będzie rodzina, nie zaś społeczeństwo masowe. Wspomniany autor cały ten proces transformacji społeczno-cywilizacyjnej określa mianem Wielkiej Rekonstrukcji[32].

Z kolei zdaniem Alvina i Heidi Tofflerów „Na naszych oczach rodzi się nowa cywilizacja, choć ślepcy usiłują ją uśmiercić. Ta nowa cywilizacja niesie ze sobą nowy styl życia rodzinnego, zmiany w sposobie pracy, w odnoszeniu się do siebie, nowy kształt życia gospodarczego, nowe konflikty polityczne, a przede wszystkim nową świadomość”. W ich ujęciu głównym problemem nadchodzącej tzw. trzeciej fali cywilizacyjnej[33] jest konflikt między przedstawicielami dotychczasowego porządku kulturowo-społeczno-politycznego a rzecznikami zmian w kierunku społeczeństwa „odmasowionego” i opartego na wiedzy[34]. Parafrazując wspomnianych w tym akapicie autorów można powiedzieć, że celem zwolenników tytulowej koncepcji integracyjnej jest zbudowanie postindustralnej Anglosfery kosztem pasjonarnej idei „brukselskiej’ UE. James Bennett tą nową wizję organizacji społeczeństwa określa mianem Sieciowej Wspólnoty Narodów (Network Commonwealth)[35]. Z kolei w wymiarze geoekomomicznym tytułowa Pan-Idea to nic innego, jak cyberprzestrzenna Liga Hanzeatycka XXI wieku[36].

Projekt ten nie odwołuje się jednak wyłącznie do zasad postidustralizmu, lecz proponuje także swego rodzaju retradycjonalizację. Alvin Toffler w swojej Trzeciej fali zauważył bowiem, że narastaniu III fali cywilizacyjnej w sferze technologicznej towarzyszy równoległy powrót do organizacji społecznej znanej z czasów pierwszej fali (epoki rolniczej)[37]. Dla Jamesa Bennetta oznacza to wyeksponowanie faktu, że Anglosfera to nie tylko pewien projekt dotyczący przyszłości, lecz także spuścizna kulturowa[38]. W końcu świat zawdzięcza Anglosasom takie rzeczy jak: triumf kapitalizmu wolnorynkowego, jako najlepszej formy systemu ekonomicznego, anglicyzację Ameryki Północnej i Australazji, internacjonalizację języka angielskiego, trwały wpływ protestantyzmu na moralność publiczną, parlamentaryzm i nowoczesną demokrację liberalną, idee wolności zgromadzeń, wypowiedzi i poglądów, system bankowy i prawny, ograniczone państwo „nocnego stróża”, sport drużynowy oraz powstanie geopolityki[39].

Tabl. 1. Współczesne trendy globalne

Trendy globalne

Implikacje

Globalna współzależność

• Wykorzystywanie możliwości, które stanowią zagrożenia dla innych narodów

• Wykorzystywanie szans, które wynikają z poczynań innych narodów

• Podatność na wpływ tendencji zewnętrznych

• Stosowanie polityki liberalizacji importu

Protekcjonizm i rozwój bloków gospodarczych

• Zwiększanie konkurencyjności narodu poprzez układy gospodarcze

• Wzrost gospodarek regionalnych

Transnacjonalizacja korporacji wielonarodowych

• Zwiększenie międzynarodowego podziału pracy

• Rozwijanie pochodzących z danego kraju firm wielonarodowych

Konflikty polityczne i filozofia plemienna

• Przygotowanie do procesu zjednoczenia narodu

• Zmiana sojuszników narodu

Szybki rozwój technologiczny

• Postęp technologiczny dzięki kooperacji

• Odnajdywanie nisz technologicznych na rynku globalnym

• Działania podejmowane w przypadku odwrócenia przewagi komparatywnej

Wzrost niepokojów o charakterze ekologicznym

• Eksportowanie produktów przyjaznych i wspierających troskę o środowisko naturalne

Źródło: P. Kotler, S. Jatusripitak, S. Maesincee, Marketing narodów: Strategiczne podejście do budowania bogactwa narodowego, Kraków 1999, s. 175.

 

 

 

         

Fenomen dziejowy tej Pan-Idei wypływa z dwóch zasadniczych powodów:

Po pierwsze – motywem przewodnim anglosaskiego modelu życia była historycznie ukształtowana równowaga między wolnością polityczną a własnością prywatną, dzięki czemu wykształciła się demokracja, państwo minimum oraz praworządność oparta o normy zwyczajowe[40].

Po drugie – skoro „[…] język angielski stał się językiem światowym, a razem z nim rozpowszechniają się związane z tym językiem tradycje i instytucje; żywiołowość tego procesu każe podejrzewać, że powstaje uniwersalny model społeczny i to on zapanuje w przyszłości”[41].

Parafrazując zatem cytowanego przed chwilą Jeana Mathiexa można powiedzieć, że zarówno w XIX-XX, jak i XXI stuleciu znalazł się w „brytyjskiej szkole”[42]. To ostatnie stwierdzenie wynika głównie z faktu, że w historiografii powszechnej XIX wiek był okresem „łagodnej hegemonii” globalnej Wielkiej Brytanii, zaś w następstwie „europejskiej wojny domowej” (1914-1945)[43] pałeczkę po niej przejął jej młodszy kuzyn „zza sadzawki”, czyli Stany Zjednoczone[44]. W konsekwencji, jak pisze Niall Ferguson, Wielka Brytania zbudowała nowoczesny (industrialny) świat, ukształtowała geopolityczne oblicze całego globu oraz pokazała, że pokój imperialny jest dość skuteczną formą zarządzania międzynarodowego, nie tylko w interesie dominującego podmiotu[45]. Ponieważ Ameryka nie jest w stanie sama podołać globalnej hegemonii, z powodu ryzyka „nadmiernego rozciągnięcia sił imperialnych” Pan-Idea Anglosfery stawia sobie za cel maksymalne zmniejszenie kosztów tego panowania oraz taką przebudowę ładu globalnego, aby jej dominacja opierała się głównie na zasadach soft power[46].   

W ten oto sposób anglosferyści, nawiązując do idealizmu kulturowo-historycznego, dokonują swego rodzaju retradycjonalizacji społeczeństwa postnowoczesnego, tylko po to, aby ziściły się ich marzenia o Sieciowej Wspólnocie Narodów Anglojęzycznych. Dlatego też, idąc tropem rozważań Jamesa Bennetta, należy zauważyć, że w dobie formowania się III fali cywilizacyjnej zawiązanie e-wspólnoty o zasięgu globalnym wydaje się niezwykle atrakcyjnym rozwiązaniem społecznym. Trzeba jednak pamiętać, że sieć internetowa to nie archaiczna wioska o zasięgu planetarnym, lecz przeogromny i wszechobecny bazar idei i wirtualnych społeczności. Równocześnie Internet sam w sobie nie posiada zdolności kreatywnych; jest on zasadniczo ograniczony do posiadanych zasobów informacyjnych. W konsekwencji rozwój e-społeczności jest możliwy tylko w takim zakresie, w jakim zamieszczone tam źródła informacji są wiarygodne i prawdziwe. Ponadto trzeba zdać sobie sprawę, że postępująca komercjalizacja Sieci prowadzi i tak do budowy dwóch współzależnych od siebie modeli integracyjnych: obywatelskiego – o charakterze elitarnym, w którym uczestnicy będą brali udział w tworzeniu kultury i polityki oraz konsumpcyjnego – koncentrującego się na pasywnym odbiorze proponowanych dóbr, usług oraz rozwiązań społeczno-politycznych. Z drugiej jednak strony Internet wprowadza nowe formy działalności politycznej: politykę w Sieci, politykę, która dotyczy Sieci oraz polityczne zastosowanie Sieci[47].     

Tak zarysowana anglojęzyczna e-cywilizacja spotkała się z totalną krytyką, ze strony Jeana-Marie Guéhenno, który tak ją scharakteryzował: „Skutki wynalazku Internetu są równie doniosłe, ale dokładnie odwrotne: została przywrócona uniwersalność jednego języka, tyle, że na podstawie tym razem już nie religijnej, a funkcjonalnej […]. Jakie wspólnoty mogą powstać z takiej mieszanki? Jaka umowa społeczna zawiązuje się w kohabitacji uniwersalności funkcjonalnej i coraz bardziej defensywnego partykularyzmu z wyboru? Uniwersalna wspólnota anglojęzycznych kwerków jest wspólnotą «miękką», wszechobecną, a zarazem kruchą. Ponieważ jej logika jest przede wszystkim funkcjonalna, nie wymaga od swych członków przystąpienia do żadnej wartości i daje tylko częściową odpowiedź na potrzebę tożsamości, jaką odczuwa każda jednostka […]. Dzięki zorganizowaniu wspólnot ludzkich w sieci, dostępowi do ogromnej liczby wspólnot wirtualnych każda jednostka ma poczucie, że wszystkie wybory, wszystkie kontakty stoją przed nią otworem, że została wreszcie uwolniona od swych korzeni i że wreszcie spełni się jej wolność człowieka współczesnego […]. A jednocześnie brak wspólnej przestrzeni publicznej i niebywała konkurencja wynikająca z samego otwarcia pola możliwości skłaniają każdą z partykularnych wspólnot raczej do poszukiwania podobieństwa między jej członkami niż do komunikowania się z ludźmi z zewnątrz […]. Radość płynąca z masowego kontaktu może wówczas wziąć górę nad radością płynącą z debaty publicznej, która była wyrazem obywatelskiej wolności”[48]

Tym niemniej, jak zauważa James Bennett, pojawienie się III fali cywilizacyjnej prowadzi ponoć do zacieśnienia więzów kulturowych między krajami anglosferycznymi. Wynika to przede wszystkim z przekonania, że oto pierwsze pokolenie wychowane już w dobie Internetu wchodzi właśnie w dorosłe życie. W konsekwencji ludzie ci charakteryzują się nie tylko większą mobilnością, lecz także brakiem uprzedzeń wobec ludzi innych narodowości i ras oraz wyobcowaniem z określonej wspólnoty terytorialnej. W konsekwencji też, z powodu zakodowanych historycznie, kulturowo i językowo więzów społecznych, doprowadzi to właśnie do zjednoczenia wspólnoty anglosaskiej. Wówczas nastanie okres politycznej przebudowy ładu światowego[49].      

III. Między Echelonią a Pax Atlantica

Anglosfera to jednak nie tylko wizja rozwoju cywilizacyjnego, lecz także zarysowana w wielu szczegółach koncepcja geopolityczna, której zasadniczym przesłaniem jest budowa transoceanicznego panregionu połączonego siecią zależności gospodarczej oraz poczuciem przynależności do pewnej uniwersalnej wspólnoty.  Dlatego też dla krajów anglosaskich oznacza ona przede wszystkim „powrót do domu”, zaś dla państw podzielających ich system wartości „powrót do źródeł/korzeni”[50]. Zdaniem Jamesa Bennetta projekt ten nie jest tworem zamkniętym, gdyż o przynależności do tak pojmowanej hemisfery decydują następujące uwarunkowania:

1. Członkowstwo nie ma charakteru wyłączającego – co oznacza, że jest ono otwarte dla wszystkich krajów anglojęzycznych, które akceptują anglosaski system wartości;

2. Członkowstwo nie ma charakteru wyłącznego – co sprawia, że państwa, które nie spełniają pierwszego warunku nie są automatycznie eliminowane z tego grona, dopóki jego obecność nie budzi sprzeciwu innych krajów oraz krajowej opinii publicznej;  

3. Członkowstwo nie ma charakteru sztywnego – poszczególne kraje nie obowiązuje zasada: wszystko albo nic, co sprawia, ze same określają one sektory współpracy w ramach tego projektu integracji.

W konsekwencji, w porównaniu z warunkami przynależności do Unii Europejskiej Anglosfera nie stawia warunków terytorialnych (położenie na Starym Kontynencie), lecz odwołuje się głównie do sfery wartości oraz przynależności do kręgu języka angielskiego (zresztą interpretowanego dość swobodnie i maksymalnie szeroko).  Członkowstwo to nie wyklucza przy tym zaangażowania poszczególnych krajów w innego rodzaju inicjatywach integracyjnych. Ponadto zakres i czas współpracy określa sam zainteresowany kraj. To zróżnicowanie sprawia też, że Anglosferę można podzielić na kilka „kręgów wtajemniczenia”:

1. Rdzeń (Innermost) – który stanowią państwa anglosaskie: USA, Wielka Brytania, Australia, Nowa Zelandia, anglojęzyczna część Kanady oraz Karaiby.  Quebeck, Puerto Rico i Walia są traktowane w tym przypadku jako specyficzne wyjątki. Warunkiem przynależności do tej struktury jest dominacja języka angielskiego jako narodowego, niezawisły system sądowniczy wywodzący się z anglosaskiego prawa zwyczajowego oraz system demokratyczny; 

2. Krąg wewnętrzny (Middle) – obejmuje kraje w których język angielski jest językiem ojczystym znacznego odsetka jego mieszkańców oraz posiada on status urzędowy, zaś system prawny wywodzi się z prawa rzymskiego. Sztandarowym przykładem takiego państwa jest RPA;

3. Krąg zewnętrzny (Outer) – to kraje, gdzie język angielski ma pozycję języka państwowego, zaś jego system prawny wywodzi się z innego kręgu kulturowego, jak np.: Pakistan, Indie, Malezja, czy byłe kolonie brytyjskie w Afryce Wschodniej;

4. Peryferie (Periphery) – stanowią państwa, w których język angielski może być środkiem komunikacji, choć nie posiada on statusu oficjalnego. W praktyce do tego kręgu może przynależeć każdy kraj, w którym angielski jest „rozpoznawalny”. Uwaga ta dotyczy praktycznie ocalej UE, Turcji, krajów dalekowschodnich oraz północnej części Iberoameryki[51].

Zdaniem Jamesa Bennetta projekt ten mógłby także objąć swym zasięgiem następujące wymiary:

1. Wspólną przestrzeń ekonomiczną, opartą o zasady wolnego e-rynku i prawa do swobodnego przemieszczania się;

2. Uwzględnienie kapitału społecznego jako swego rodzaju prowizji w rywalizacji geoekonomicznej;

3. Współpracę w zakresie wymiany naukowej i technologicznej;

4. Organizację bezpieczeństwa ograniczoną do zadań defensywnych oraz samoobrony[52].

Anglosfera to zatem inicjatywa integracyjna, która swym zasięgiem obejmuje poszczególne kraje anglosaskie, anglojęzyczne i anglofilskie. Jednym słowem Pan-Idea ta jest na tyle elastyczną konstrukcja geopolityczną, że jej wersja minimalistyczna zakłada powołanie stowarzyszenia narodów anglosaskich, nazwanego przez Timothy Gartona Asha  Echelonią[53], zaś wariant maksymalistyczny stworzenie podstaw nowego ładu planetarnego, opartego na wspólnocie krajów anglo-amerykanofilskich, Pax Atlantica. W tym pierwszym przypadku istnieje nawet idea powołania Wielkiej Unii Państw Anglo-Amerykańskich[54].

Zdaniem Johna O’Sullivana tytułowy projekt stanowi przyszłość całej zachodniej cywilizacji, gdyż w przeciwieństwie do Unii Europejskiej jest on perspektywiczny, prezentuje spójną wizję stosunków międzynarodowych, szanuje suwerenność państw narodowych oraz nie krępuje ducha ludzkiej przedsiębiorczości. Jej atutem jest nie tylko elastyczność instytucjonalno-normatywna, lecz także przekonanie, że jedynie kraje anglosferyczne dysponują wystarczającymi możliwościami fizycznymi oraz prestiżem moralnym, aby nie tylko zaproponować autentyczny model wspólnoty światowej, lecz również zaprowadzić pokój w skali planetarnej[55].

Z kolei, James Bennett zauważa, że w epoce globalizacji „[…] zmierzamy ku gospodarce bez granic. Ale nie oznacza to końca państw narodowych. Natomiast warunkiem ich istnienia i zachowania suwerenności w nowej rzeczywistości globalnej jest większy ciężar gatunkowy, kulturowy i polityczny. I to te właśnie czynniki zadecydują, czy łączenie się poszczególnych państw w większe całości przyniesie im widoczne korzyści. Bez wspólnoty kultury i tradycji nie ma wspólnoty celów. Bez niej zaś – wspólnoty działań. Takiej wspólnoty brakuje Unii Europejskiej, w której istnieją przeróżne odmienne lub sprzeczne tradycje polityczne – od absolutyzmu i centralizmu przez federalizm po komunizm – ideologiczne, religijne, gospodarcze, wreszcie kulturowe. Jest nią natomiast wspólnota Anglosasów”[56].  Podobnego zdania jest także Robert Conquest, który stwierdza z kolei: „Chodzi o poszukiwanie nowych powiązań bardziej odpowiadających wymogom dnia dzisiejszego i jutra niż więzy oparte na dziewiętnastowiecznych przesłankach sąsiedztwa geograficznego, które stają się anachronizmem w dzisiejszym globalnym świecie”[57]

Przy tej okazji anglosferyści już w 2002 roku krytycznie odnieśli się do inicjatywy rozszerzenia Unii Europejskiej na Wschód. Zdaniem Johna Hulsona: „To nie przypadek, że postkomunistyczne rządy Europy Wschodniej tak garną się do Unii Europejskiej. Osierocone przez upadek systemu sowieckiego widzą w Brukseli substytut Moskwy, a w UE substytut RWPG, ponadnarodowych ośrodków, które mówią im, co mają robić, zwalniając się w ten sposób od podejmowania samodzielnych trudnych decyzji, a zarazem pozwalając zrzucić odpowiedzialność wobec własnych społeczeństw na jakichś odległych decydentów, którzy «tak kazali». Ale ten medal ma też druga stronę. Nowe kraje członkowskie będą jeszcze bardziej ciągnąć Unię w kierunku socjalistyczno-etatystycznego modelu, bo taki tylko znają, a ich przedstawiciele, kiedy zasiądą w instytucjach europejskich, wniosą tam niewątpliwie ten sam sposób urzędowania, jaki obowiązuje w ich własnych krajach, oparty na nieefektywności i braku samodzielności zastępowanymi gąszczem przepisów oraz korupcji”[58].

Autor ten ma niewątpliwie sporo racji w twierdzeniu, że klasy polityczne poszczególnych, nowowstępujących dwa lata później, krajów niejednokrotnie traktowali UE jako swego rodzaju Związek Socjalistycznych Republik Europejskich. Jednakże myślenie to było charakterystyczne nie tylko dla tej kategorii państw, lecz także tych, które były już członkami tego podmiotu geopolitycznego. Z perspektywy pięciolecia trzeba też wyeksponować fakt, że takie kraje jak Estonia, Litwa, Czechy za prezydentury Vaclava Klausa oraz Polska za rządów PiS-u, wdrażały raczej anglosaski model kapitalizmu niż francusko-niemiecki model socjalnej gospodarki rynkowej. Wbrew eurosceptykom tzw. Nowej Europie jest znacznie bliżej do anglosferycznych rozwiązań instytucjonalnych, normatywnych i kulturowych, niż etatyzmu propagowanego z Brukseli. Jest to przede wszystkim rezultat określonych doświadczeń historycznych oraz ideologii, którą postrzegano, jako siłą narzuconą z zewnątrz.

Przynależność Europy Środkowo-Wschodniej do Unii Europejskiej – czego zdają się nie widzieć anglosferyści – wynika także z chęci wyrwania się z określonej próżni geopolitycznej, która powstała w wyniku upadku ZSRR, poczucia przynależności do zachodniego kręgu kulturowego oraz braku innej, atrakcyjniejszej alternatywy. O roli krajów Nowej Europy na „salonach brukselskich” najlepiej świadczy fakt, że w latach 2003-2008 nie zamierzały one wspierać francusko-niemieckiej opcji na rzecz zbudowania UE w opozycji do Stanów Zjednoczonych[59]. To właśnie ten fakt pozwala nie tylko na wygrywanie przez Stany Zjednoczone sprzeczności wewnątrzunijnych, lecz na patronowanie takim inicjatywom, jak chociażby oś Warszawa-Kijów-Tbilisi. Z perspektywy czasu może także okazać się, że Anglosfera jest znacznie bardziej atrakcyjniejszym konceptem integracji regionalnej w Europie Środkowo-Wschodniej, niż obecnie panujący pasionarny model Unii Europejskiej. Zresztą, jak pokazują to sami zwolennicy tytułowego projektu, przynależność do Europy nie musi wcale pozostawać w sprzeczności z obecnością w Anglosferze.

W wymiarze geopolitycznym o powodzeniu tego projektu przesądza jednak pięć podstawowych czynników:

1. Brytyjsko-amerykańskie partnerstwo strategiczne, wyrosłe na bazie wspólnych doświadczeń i zagrożeń XX wieku;

2. Relacje historyczne Londynu z Kanadą, Australią oraz Nową Zelandią;

3. Spuścizna globalna Pax Britanica z XIX i pierwszej połowy XX stulecia;

4. Rola USA na obszarze zachodniej hemisfery;

5. Planetarny i uniwersalny charakter współczesnego Imperium Americanum[60].

Przynależność oparta na pełnej dobrowolności, brak jednolitego ośrodka decyzyjnego – poza wirtualną Radą Sieciowej Wspólnoty Narodów[61] – oraz poczucie przynależności do określonej wspólnoty sprawia, że projekt ten ma być czymś na wzór „koalicji chętnych” (coalition of the willing)[62]. Ta swoista konstrukcja sprawia również, że projekt Anglosfery jest nie tylko propozycją integracji Zachodu, czy geopolityczną alternatywą wobec „brukselskiej” UE.  Zwolennicy tej koncepcji postrzegają bowiem współczesny ład globalny poprzez dwa zasadnicze uwarunkowania:

Po pierwsze – wraz z zakończeniem Zimnej Wojny mamy do czynienia z dewesternizacją systemu światowego, co w przypadku systemu zachodniego grozi „zderzeniem cywilizacji”, zdefiniowanym  pod koniec XX wieku przez Samuela Huntingtona. Ten konflikt nie dotyczy jednak już wyłącznie rywalizacji z Chinami  czy też islamem, lecz także stopniowo przenosi się już na terytorium Anglosfery, w tym USA;

Po drugie wreszcie – załamanie się systemu bipolarnego po 1991 roku oraz narastanie konfliktów o charakterze asymetrycznym sprawia, że „nadchodzi anarchia” opisana swego czasu przez Roberta Kaplana[63]

James Bennett pokusił się nawet o zaprezentowanie zasadniczych konturów nowego ładu globalnego z perspektywy anglosferystów. Jego zdaniem podstawę tego systemu miałyby stanowić analogiczne, jak tytułowa koncepcja sieciowe wspólnoty narodów: Hiszpanosfera, Frankofonia i Portugalosfera, jako związki międzypaństwowe, ukształtowane na bazie wspólnych doświadczeń historycznych, związkach krwi oraz języka. Oprócz tego nie wyklucza on powstania rosyjskiej strefy wpływów na bazie krajów Europy Wschodniej oraz „Wielkich Chin” w swych historycznych granicach. Ponadto postuluje wskrzeszenie dwóch zaprzeszłych „wspólnot wyobrażeniowych”: Arabii obejmującej swym zasięgiem obszar od Atlantyku po Zatokę Perską[64] oraz Turanu od Anatolii po Turkiestan Wschodni (Azję Środkową)[65].

W tym układzie geopolitycznym Europa nie stanowi bynajmniej zintegrowanego kontynentu, lecz składa się z kilku mniejszych podmiotów: Unii Skandynawskiej (obejmującej swym zasięgiem także Nadbałtykę), Republiki Reńskiej (Francji, Niemiec, Beneluksu)[66] oraz Wspólnoty Naddunajskiej (współczesny odpowiednik Austro-Węgier). Propozycje te odwołują się zatem głównie do geohistorii, postulują ponowoczesny „powrót do przeszłości” oraz naturalnie ukształtowanych panregionów, tak by w ich wyniku powstała wspólnota wspólnot, czyli sieciowy ład planetarny, o wzajemnie przenikających się i zazębiających  wpływach[67].     

Biorąc pod uwagę powyższe uwarunkowania Anglosfera jest także – jak zauważa Parag Khanna – próbą zdefiniowania globalnej roli USA w nowym porządku świata opartym na geoekonomicznej rywalizacji z dwoma innymi imperiami: chińskim i europejskim o poszczególne segmenty „rynku geopolitycznego” znajdujące się na obszarze Drugiego Świata[68].

Uznanie triady za podstawę nowego porządku światowego oznacza zatem, że anglosferyści zakładają stopniowe wycofanie militarne Waszyngtonu z obszaru Eurazji, przy założeniu, że nie spowoduje to automatycznie zerwania więzów ekonomicznych. To wycofanie się Ameryki z roli globalnego gwaranta, według zwolenników tej koncepcji, ma ograniczyć ryzyko uwikłania się w peryferyjne konflikty zbrojne na obszarze World Island oraz maksymalnie zredukować koszta panowania imperialnego we własnej strefie wpływów. Celem tak pomyślanej strategii jest przede wszystkim uzyskanie swobody decyzyjnej oraz podzielenie się kosztami odpowiedzialności za ład globalny z innymi wielkimi potęgami. Współczesny amerykański „pokój hegemoniczny” nie będzie bowiem trwał wiecznie, dlatego też Anglosfera jest, z tej perspektywy, próbą określenia roli Waszyngtonu w epoce Pax Post-Americana[69].                              

*   *   *

W podsumowaniu musimy stwierdzić, że Pan-Idea Anglosfery mieści się w kręgu paradygmatu „realistycznej utopii”. Utopii, gdyż jest swego rodzaju teoretyczną alternatywą wobec „brukselskiej” UE dla brytyjskich (i kontynentalnych) eurosceptyków; z kolei na gruncie amerykańskim jest to przede wszystkim ultrakonsewatywna odpowiedź na „koniec Zachodu”. Pod tym względem projekt ten nawiązuje także do amerykańskiego ekscepcjonizmu[70].

Dlatego też może on być postrzegany zarówno, jako jedna z koncepcji zjednoczenia Europy, z drugiej zaś jako projekt integracji Zachodu wokół określonych idei i wartości oraz gospodarki opartej na wiedzy (postindustrialnej). Natomiast realizm polega głównie na tym, że w praktyce stanowi on swego rodzaju zsumowanie istniejących już porozumień o charakterze kontynentalnym, jak i regionalnym. Najbardziej znanym istniejącym zamierzeniem tego typu jest NAFTA (North American Free Trade Agreement) – porozumienie o wolnym handlu między Kanadą, USA i Meksykiem[71]. Innym projektem tego typu znajdującym się w fazie konceptualizacji jest FTAA (Free Trade Area of Americas) – Międzyamerykańska Strefa Wolnego Handlu[72]. Do mniej znanych, o charakterze bilateralnym należą: kanadyjsko-amerykańska CUSEFTA (Canada-US Free Trade Agreement)[73], australijsko-amerykańska AUSFTA (Australia-US Free Trade Agreement)[74], australijsko-nowozelandzka oraz ANZCERTA (Australia-New Zeland Closer Economic Relations Trade Agreement)[75].

Ich immanentną cechą jest to, że zasadniczo są to umowy gospodarcze, do których dołączono klauzule dotyczące ochrony praw intelektualnych, liberalizacji handlu oraz niedyskryminacji partnera. Najdalej idący projekt NAFTA dodatkowo przewiduje wyłącznie koordynację polityk handlowych oraz podniesienie standardów zdrowotnych i ochrony środowiska. Jeśli jednak porównany podstawy wszystkich tych wzmiankowanych projektów integracji ekonomicznej i uwzględnimy fakt, że dotyczą one przede wszystkim krajów wywodzących się z anglosaskiego kręgu kulturowego to okaże się, że zasady te są zasadniczo zbieżne z koncepcją Anglosfery. Jedyna różnica sprowadza się jedynie do tego, że ta ostatnia jest także projektem cywilizacyjnym i geopolitycznym oraz posiada znacznie szerszą formułę stowarzyszenia (zasada multilateralizmu).

Zdaniem anglosferystów ich propozycja integracyjna jest z jednej strony konserwatywną reakcją na panującą w świecie zachodnim poprawność polityczną oraz liberalizm kulturowy, z drugiej zaś odpowiedzią na rewolucję technologiczną oraz niepewny ład globalny. Wychodząc z podstawowej przesłanki, jaką jest trwałość państwa narodowego, globalizacja wolnego rynku oraz internacjonalizacja i instytucjonalizacja stosunków międzynarodowych, proponują oni swoistą alternatywę cywilizacyjno-polityczno-ekonomiczną. Punktem wyjścia jest tu poszanowanie tradycji, tożsamości i odrębności z jednej strony, z drugiej zaś podjęcie wszelkiego rodzaju wyzwań, jakie niesie ze sobą rewolucja technologiczna, istniejące napięcia między geoekomonią a geostrategią oraz formowanie się wspólnot o charakterze wirtualnym. W przeciwieństwie do Unii Europejskiej, która proponuje ściśle zdefiniowaną organizację terytorialną opartą o jednolite standardy i polityki harmonizacji Anglosfera stawia na dużo mniej sformalizowaną wspólnotę wartości, celu i interesu oraz poczucie odrębności w ramach globalnej e-przestrzeni. Ten transkontynentalny i intermorski charakter sprawia też, że projekt ten jest w gruncie rzeczy nową liberalną wersją tego co, w powieści Rok 1984 George Orwell nazywa, z uwagi na swe położenie geograficzne, Oceanią, zaś J. Bennett Offshore Island[76].

Odwołując się jednak mackinderowskiego modelu regionalizacji globalnej, Pan-Idea Anglosfery jest w pierwszej kolejności próbą uporządkowania przestrzeni wokół Midland Ocean (Śródocean, Północny Atlantyk), podobnie jak to miało miejsce ze starożytnym Rzymem, który z Morza Śródziemnego uczynił Nostre Mare, tak by na terenie World Island poszczególne potęgi wzajemnie by się równoważyły na zasadzie koncertu mocarstw[77]. W dalszej kolejności zmierza ona do ogarnięcia swymi wpływami terytoriów przybrzeżnych tzw. półksiężyca wewnętrznego (Inner Crescent) oraz znacznych połaci obszaru półksiężyca zewnętrznego (Outer Crescent)[78]. W konsekwencji też tytułowy projekt integracji regionalnej to nic innego, jak ponowoczesna próba stworzenia Island World (Światowej Wyspy) w opozycji do World Island (Wyspy Świata)[79]

Niepokój jednak w tym projekcie budzi jego nadmiernie wyeksponowany cyber-technokratyczny charakter. „Może być tak, że naszym przeznaczeniem, w następnym etapie ewolucji – pisze Francis Fukuyama – jest skorzystanie z […] nowego rodzaju wolności […]. Jeśli jednak tak uczynimy, powinniśmy czynić to świadomie […]. Poczłowieczny świat może być jednak o wiele bardziej zhierarchizowany i nastawiony na rywalizację niż obecny – przez to pełen konfliktów społecznych […]. Może być światem, w którym […] nie będziemy już dokładnie wiedzieli, czym jest człowiek […]”[80]

Jednakże ostatecznie, który z projektów integracji okaże się lepszą odpowiedzią na wyzwania XXI wieku, pokaże dopiero czas. „Wiek XIX był stuleciem brytyjskim, wiek XX – wiekiem amerykańskim […]. Jeśli narody anglojęzyczne przezwyciężą zaszłości i wzajemne uprzedzenia to wiek XXI będzie stuleciem Anglosfery […]. Nie chodzi przy tym o wpływy czy dominację […]. Jak Pax Britanica był czasem zmagań z niewolnictwem i zniewoleniem człowieka, a Pax Americana okresem walki z totalitaryzmem we wszystkich jego formach i odmianach, tak wiek Anglosfery może być okresem przewodnictwa w formowaniu Nowego Ładu Światowego”[81]. Tym samym tytułowy projekt pokazuje, że geopolityka wkroczyła wraz z XXI wiekiem do cyberprzestrzeni.

 

Źródło: "Geopolityka" 2009, nr 2.

Ryc. Wikimedia Commons


[1] H. Mackinder, Democratic Ideals and Reality: A Study in the Politics of Reconstruction, New York 1942, s. 66-67. Przekonanie o wyspiarskim charakterze USA wynika po pierwsze z geografii, gdyż zachodnie i wschodnie granice tego państwa stanowią oceany. Z drugiej zaś strony sąsiedzi, zarówno na północy (Kanada), jak i na południu (Meksyk) dysponują tak nieznacznym w stosunku do możliwości Waszyngtonu potencjałem wojskowym, że praktycznie nie bierze się pod uwagę zagrożenia z tych kierunków. Historia pokazuje, że raczej było dokładnie odwrotnie: to sąsiedzi często stawali się przedmiotem ekspansji amerykańskiej w XIX wieku: kilka rozbiorów Meksyku, próby inkorporacji Kanady. Zagrożenie lądowe na kierunku północ-południe może pojawić się tylko w przypadku usadowienia się w Ameryce Północnej mocarstwa, które jest w stanie rywalizować ze Stanami Zjednoczonymi. Jednakże realizacja doktryny Monroe z 1823 roku oraz przykład wojny brytyjsko-amerykańskiej z 1812-1814 pokazują, że Waszyngton w praktyce likwiduje wszelkie próby pojawienia się takiego układu geostrategicznego, nie wykluczając użycia siły zbrojnej.  

[2] O tym, że USA stały się supermocarstwem zadecydowały w dużej mierze rezultaty II wojny światowej. W jej wyniku cała Europa nie tylko wyszła z niej geopolitycznie przegrana, lecz ponadto stała się polem rywalizacji dwóch potęg odwołujących się do jej dziedzictwa. Jednakże trzeba przy tym pamiętać, że o ile potęgi Starego Kontynentu reprezentowały sobą stary XIX-wieczny imperializm, którego zasadniczym celem była „misja białego człowieka”, o tyle Ameryka i Związek Sowiecki oficjalnie uznawały prawo do samostanowienia narodowego oraz przyznały obie prawo do dokonania dekolonizacji. Inna rzecz, że obie te potęgi inaczej interpretowały to pojęcie, zaś ich zasadniczym celem była budowa nowego ładu globalnego, gdzie wpływy europejskie zostaną zastąpione ich własnymi. W konsekwencji zarówno Świat Zachodni, jak i blok komunistyczny opierał się o zasady „pokoju hegemonicznego”, przy zastrzeżeniu, że relacje transatlantyckie przybrały mniej więcej charakter primus inter pares, zaś na Wschodzie miały charakter absolutnej dominacji ideologicznej, gospodarczej i wojskowej. Niemniej w czasie II wojny światowej właśnie tendencje zmierzające do ograniczenia potęgi Europy, legły u źródeł nieformalnego i niepisanego sojuszu amerykańsko-sowieckiego skierowanego przeciw Brytanii w ramach Wielkiej Trójki. Por.: L. Picknett, C. Prince, S. Prior, Od własnej kuli: Tajna wojna między aliantami, Warszawa 2007; J. Fenby, Alianci: Stalin, Roosevelt, Churchill – tajne rozgrywki zwycięzców II wojny światowej, Warszawa 2007.  

[3] R. Strausz-Hupé, The Balance of Tomorrow: A Reappraisal of Basic Trends in World Politics, Philadelphia 1945, s. 200-210, 260-261, 271-277.

[4] K. Haushofer, Geopolitik der Pan-Ideen, Berlin 1931, s. 51.

[5] C. Black, Britain’s Final Choice: Europa or America? London 1998, passim.

[6] F. Gołembski, Brytyjskie koncepcje Unii Europejskiej, [w:] Unia Europejska – nowy typ wspólnoty międzynarodowej, red. E. Haliżak, S. Parzymies, Warszawa 2002, s. 130-139.

[7] J. Bennett,  The Anglosphere Challenge: Why the English-Speaking Nations Will Lead the Way in the Twenty-First Century, New York 2007, s. 41. Por. także: Ch. Kupchan, The End of the American Era, New York 2004; W. Hutton, The World we’re in, London 2002; M. Leonard, Why Europe will run the 21st Century, London 2005.

[8] J. Bennett, Canada’s World Advantage, „The National Post” 4 I 2000, s. A16.

[9] Idem, The Third Anglosphere Century, passim.

[10] P. Buchanan, Republika, nie imperium, Warszawa 2002; Idem, Śmierć Zachodu, Wrocław 2005, Idem, Prawica na manowcach, Wrocław 2005. Idem, Dzień sądu, Wrocław 2008.

[11] D. Serówka, Wielka Piaskownica: Rola USA w europejskiej polityce bezpieczeństwa i obronności, Kraków 2003, s.  125-130.

[12] L. Moczulski, Europa Ojczyzn 2004: Geopolityka – gospodarka – cywilizacja, Warszawa 2003, s. 84.

[13] C. Black, op. cit., s. 26-28; R. Conquest, Toward on English-Speaking Union, „National Interest” 1999, nr 3, s. 64-70.

[14] T. G. Ash, Wolny Świat: Dlaczego kryzys Zachodu jest szansą naszych czasów, Kraków 2005, s. 43.

[15] Ibidem, s. 44-45.

      [16] A. M. Slaugter, Bez Europy będziemy słabi, <http://www.dziennik.pl/dziennik/europa/artic-le46866/Bez_Europy_bedziemy_slabsi.html> (4 V 2008).

[17] R. Conquest, The Anglosphere, „New York Review of Books” 2000, t. 47, nr 8.

[18] J. Bennet, The Emerging Anglosphere, „Orbis” winter 2002, t. 46, s. 112.

[19] A. Arciuch, Unia Anglosasów, <http://www.nowe-panstwo.pl/artykuły.php?AID=623&pag> (11 II 2009). Por. także: J. Bennett,  op. cit., s. 251-257.

[20] J. Bennet, op.cit., s. 113; Idem, The Anglosphere Primer (1), „Orbis” winter 2002, t. 46, s. 111-126.

[21] Idem, The Anglosphere Challenge, s. 2-8, szczególnie s. 2-3.

[22]  Ibidem, s. 12-14.

          [23] R. Kurzwel, The Singularity Is Near: When Humans Transcend Biology, New York 2005; Idem, The Age of Intelligent Machines: When Computers Exceed Human Inteligence, London 1999. Por. także: H. Moravec, Robot: Mere machine to Transcendent Mind, New York 1999.

[24] Trzeba w tym miejscu przyznać, że totalną krytykę tego rodzaju koncepcji techno-ewolucyjnych oraz płynące stąd niebezpieczeństwa związane z możliwościami manipulowania człowiekiem, nowych form rasizmu i segregacji rasowej, jakie ten projekt ze sobą niesie przeprowadził Francis Fukuyama. Jego zdaniem zamiast „końca historii” grozi nam początek historii postludzkiej. Por.: F. Fukuyama, Koniec człowieka: Konsekwencje rewolucji biotechnologicznej, Kraków 2004, passim. 

[25] J. Bennett, op. cit., s.12.

[26] Ibidem, s. 79.

[27] Ibidem, s. 67-225.

[28] Ibidem, s. 9-66, 109-179.

[29] F. Fukuyama, Wielki Wstrząs: Natura ludzka a odbudowa porządku społecznego, Warszawa 2000, passim.

[30] A. Toffler, H. Toffler, Budowa nowej cywilizacji: Polityka trzeciej fali, Poznań 2006, passim; A. Toffler, Trzecia fala, Poznań 2006, passim.

[31] Autor ten mianem kapitału społecznego określa zespół nieformalnych wartości i norm, które uznają członkowie danej społeczności i które umożliwiają im symbiozę. Por. F. Fukuyama, op. cit., s. 24.

[32] F. Fukuyama, op. cit., s. 13-19, 225-255.

[33] Według Heidi i Alvina Tofflerów historia Zachodu ewoluowała od społeczeństwa rolniczego (I fala), poprzez wspólnotę przemysłową (II fala) w kierunku społeczności postindustrialnej (III fala). Każdej z tych trzech fal towarzyszył inny rodzaj organizacji społecznej, więzów rodzinnych, religijności, uprawiania polityki i prowadzenia wojen. Jednakże z perspektywy całego systemu planetarnego wszystkie te trzy fale współistnieją współcześnie w różnych częściach globu, będąc w nieustannym konflikcie ze sobą.

[34] Zob. przyp. 30.

[35] J. Bennet, op. cit., s. 8.

[36] Ibidem, s. 132-135. Hanza, Liga Hanzeatycka, Związek Hanzeatycki – zrzeszenie miast handlowych z okresu średniowiecza i początków nowożytności. Pierwsze hanzy powstały w XII wieku w Niderlandach. Największe wpływy zdobyła jednak tzw. Hanza niemiecka, która w XIV i XV stuleciu praktycznie zmonopolizowała handel praktycznie we wszystkich miastach pobrzeża Bałtyckiego i Morza Północnego. Rozwojowi potęgi handlowej towarzyszył równoległy rozwój potęgi politycznej, zwłaszcza na terenie I Rzeszy oraz Skandynawii. U szczytu jej działalności liczyła ona około 160 miast pod przewodnictwem Lubeki, zaś wpływy tego związku rozciągały się od Nowogrodu po Wyspy Brytyjskie. 

[37] A. Toffler, op. cit., s. 155-480.

[38] J. Bennet, op. cit., s. 62-91, 181-225.

[39] Idem, The Anglosphere Primer (1I), <http://www.anglosphereinstitute.org/record.jsp?type-=pamphlet&ID=1> (1 III 2008).

[40] R. Pipes, Własność a wolność, Warszawa 2000, s. 190-229.

[41] J. Mathiex, Wielkie cywilizacje: Rozkwit i upadek imperiów, Warszawa 2008, s. 650.

[42] Ibidem, s. 647-715. Por. także: K. Phillips, The Cousins’ Wars: Religion, Politics, and the Triumph of Anglo-America, New York 2004, passim.

[43] P. Kennedy, Mocarstwa świata: Narodziny – rozkwit – upadek, Warszawa 1994, s. 84-145, 156-163, 181-184, 274-287, 315-327, 386-403, 495-514.

[44] A. Bacevich, American Empire: The Realities and Consequences of US Diplomacy, London 2002, s. 79-197.

[45] N. Ferguson, Imperium: Jak Wielka Brytania zbudowała nowoczesny świat, Warszawa 2007, s. 23-65, 327-341. Dość krytyczną analizę tego rodzaju imperializmu prezentują Giovanni Arrighi, Iftikhar Ahmad i Miin-wen Shih. Por.: Idem, Poza hegemoniami zachodnimi, „Lewą nogą” 2003, nr 15, s. 153-225.

[46] R. Potocki, Potęga a nieład światowy: Dylematy „siły miękkiej” w relacjach transatlantyckich, [w:] Euroatlantycka obronność na rozdrożu, red. G. Rdzanek, Wrocław 2004, s. 77-105.  

[47] A. Rothert, Demo-net: wirtualna projekcja rzeczywistości, Warszawa 2001, s. 15-22, 26-60.

[48] J. M.  Guéhenno, Przyszłość wolności: Demokracja w globalizacji, Kraków 2001, s. 94-98.

[49] J. Bennett, The Anglosphere Challenge, s. 75-79.

[50] What we believe, <http:/?anglosphereinstitute.org/record.jsp?type+page&ID=2> (10 II 2009); J. Bennett, op.cit., s. 100-108.

[51] J. Bennett, op. cit., s. 79-82, 257-287.

[52] Ibidem, s. 148-154.

[53] Autor ten pisze: „Anglo-Ameryka pozostaje sercem Echelonii. Kiedy stare angielsko-amerykańskie przymierze z 1941 roku zostało świadomie odnowione za sprawą wojny w Iraku w roku 2003, pewien stateczny brytyjski komentator określił Amerykę i Brytanię mianem «najbardziej wiarygodnej osi dobra na świecie od wielu lat»”. Por.: T. G. Ash, op. cit., s. 45. Echelon – największa na świecie sieć wywiadu elektronicznego, powstała przy współudziale USA, Wielkiej Brytanii, Australii i Nowej Zelandii. System ten gromadzi i przetwarza przekazy elektroniczne i telefoniczne z całego świata (ok. 3 mld/doba). Główną siedzibą Echelonu jest Fort Meade, zaś największa na świecie baza nasłuchowa znajduje się w Menwith Hill w Wielkiej Brytanii. Po 1991 roku, jego głównym zadaniem jest wywiad gospodarczy.

[55] J. Bennett, The Third Anglosphere Century, s. 71.

[56] Zob. przyp. 19.

[57] Ibidem.

[58] Ibidem.

[59] D. Eggert, Przewartościowania w stosunkach transatlantyckich w dziedzinie bezpieczeństwa w czasie prezydentury George’a W. Busha, „Stosunki Międzynarodowe” 2004, nr 3/4; R. Potocki, Relacje transatlantyckie w kontekście rozważań Roberta Kagana [w:] Demokracja – społeczeństwo – globalizacja: W kręgu problemów współczesnej demokracji, red. A. Jabłoński, Z. Nowak, Opole 2005, s. 99-135; A. Szeptycki, System zachodni wobec „kryzysu irackiego” (wrzesień 2001 – marzec 2003 r.), [w:] Od Starej do Nowej Europy: Kierunki integracji europejskiej, red. R. Bäcker i inni, Toruń 2005, s. 63-79.

[60] N. Ferguson, Colossus: The Price of America’s Empire, New York 2004, passim; K. Burk, Old World – New World: Great Britain and America from the Beginning, New York 2004, passim.

[61] J. Bennett, The Anglosphere Challange, s. 168.

[62] A. Zdrada, Pojęcie „coalition of the willing” w polityce Stanów Zjednoczonych, „Polski Przegląd Dyplomatyczny” 2004, nr 4, s. 64-67.

[63] J. Bennett, The Anglosphere Challenge, s. 40, 130-131, 175-176. Por. także: S. Huntington, Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego, Warszawa 1997; Idem, Kim jesteśmy? Wyzwania dla amerykańskiej tożsamości narodowej, Kraków 2007; R. Kaplan, The Coming Anarchy: Shattering the Dreams of the Post Cold War, New York 2000.

[64] A. Hourani, Historia Arabów, Gdańsk 1995, s. 35-49, 411-427.

[65] J. P. Roux, Historia Turków, Gdańsk 2003, s. 12-65, 230-267.

[66] Pojęcie Republiki Reńskiej na oznaczenie  obszaru  wzmiankowanego przez Jamesa Benetta wprowadził do obiegu francuski politolog Christian Saint-Étienne, który dość krytycznie wypowiedział się na temat rozszerzenia UE o kraje Nowej Europy, jako zbyt amerykanofilskich oraz osłabiających Europę jako potencjalne supermocarstwo. Por. Ch.  Saint-Étienne, Potęga albo śmierć: Europa wobec imperium amerykańskiego, Warszawa 2004, s. 159-246.

[67] J. Bennett, op. cit., s. 172-181.

[68] P. Khanna, The Second World: Empires and Influence in the New Global Order, New York 2008, s. XIII-XXVII, 321-341. 

[69] D. Serówka, op. cit., s. 125-130; J. Staniszkis, Władza globalizacji, Warszawa 2003, s. 120-186.

[70] Ekscepcjonizm – amerykańskie przekonanie o własnej wyjątkowości rozwoju historycznego i społecznego wyrastające z przekonania, że USA mogą stanowić wzór do naśladowania z racji odrzucenia etnocetrycznego postrzegnia rzeczywistości politycznej.

[71] North American Free Trade Agreement (NAFTA), <http://www.fas.usda.gov/itp/Policy/NAF-TA/nafta.asp> (20 XII 2008).

[72] M. F. Gawrycki, Strefa Wolnego handlu Ameryk (FTAA) – koncepcja integracji regionalnej, „Stosunki Międzynarodowe” 2004, nr 1/2.

[73] I. Zawiślińska, Gospodarka Kanady przełomu wieków: Międzynarodowa pozycja konkurencyjna, Warszawa 2003, s. 12-13.

[74] AUSFTA: Strefa wolnego handlu pomiędzy Australią a USA, <http://www.exporter.pl/bazy/Kra-je/146.php> (20 IX 2008);  Australia-US Free Trade Agreement (AUSFTA), <http://www.austra-de.gov.au/AUSFTA/default.aspx> (20 IX 2008).

[75] Australia-New Zealand Closer Economic Relations Trade Agreement, <http://www.fta.go-v.au/de-fault.aspx?FolderID=283&ArticleID=229> (20 IX 2008); Australia-New Zealand Closer Economic Relations Trade Agreement (ANZCERTA), <http://www.austra-de,gov.au/ANZCERTA/de-fault.aspx> (20 IX 2008).

[76] J. Bennett, The Anglosphere Challange, s. 285-287.

[77] H. Mackinder, The Round World and the Winning of the Peace, „Foreign Affairs” 1943, t. 21, nr 4, s. 595-605.

[78] Idem, The Geographical Pivot of History, London 1904, s. 26-29.

[79] Idem,  Democratic Ideals and Reality, s. 72-87.

[80] F. Fukuyama, Koniec czlowieka, s. 286.

[81] J. Bennet, op.cit., s. 289.

Komentarze

komentarze

stat4u