Henryk Duran: Geopolitical fiction 1939-1945

fictionHenryk Duran

Trzeba znać fakty, zanim się je zniekształci

(Mark Twain)

Były kiedyś taki czasy, kiedy wolno było opisywać historię „taką, jaką była”, nieskażoną jeszcze wymogami uwzględniania w narracji naukowej tzw. „politycznej poprawności”, lub co gorsza prowadzenia jej w kierunku zgodnym z aktualnie obowiązującą „jedynie słuszną” ideologią polityczną. Wydaje się, że pierwszym (i ostatnim) historykiem, który w taki właśnie sposób opisywał dzieje był Tukidydes, autor: Wojny peloponeskiej. Były to doprawdy zamierzchłe czasy. W księdze pierwszej swej wiekopomnej rozprawy odnotował on , że „[…] zabrał się do dzieła zaraz z początkiem wojny, spodziewając się, że będzie ona wielka i ze wszystkich dotychczasowych wojen najbardziej godna pamięci”[1].

Wniosek ten oparł na tym, że „[…] obie strony [Peloponezyjczycy i Ateńczycy] ruszały na nią znajdując się u szczytu swej potęgi wojennej, a reszta Hellady bądź od razu, bądź z pewnym wahaniem przyłączyła się do jednej albo drugiej strony”[2]. Tukidydes postrzegał wojnę peloponeską, jako „[…] największy ruch, jaki wstrząsnął Hellenami i pewną częścią ludów barbarzyńskich, a można powiedzieć nawet, że przeważającą częścią ludzkości”[3].

Efekt końcowy tego „ruchu” okazał się jednak tragiczny dla całej greckiej oikumene, gdyż: „[…] wojna była długotrwała i tyle cierpień przypadło w udziale Helladzie, ile nigdy przedtem w równie długim okresie. Nigdy bowiem przedtem nie zdobyli i nie zamienili w pustynię tylu miast ani barbarzyńcy, ani sami Grecy walczący przeciw sobie. […] Nigdy przedtem nie było takiej fali wysiedleń ani takiego przelewu krwi wskutek działań wojennych i walk domowych”[4].

Czytając to wprowadzenie do dziejów wojny peloponeskiej można odnieść słuszne wrażenie, że w I. połowie XX wieku „[…] w cywilizacji zachodniej powtarza się historia samobójstwa świata greckiego. Czym dla Greków była wojna peloponeska (431-404 p.n.e.) tym dla Europejczyków miała stać się «nowa wojna 30-letnia» (1914-1945), w czasie której Europa stoczyła dwie bratobójcze wojny”[5].

Następstwa tych konfliktów, a zwłaszcza globalnego starcia znanego, jako II wojna światowa doprowadziły do tego, że Europa utraciła swe dawne znaczenie na rzecz nowych mocarstw – „bękartów”, które wyrosły na jej obrzeżach: Stanów Zjednoczonych i Związku Radzieckiego. Najcięższą klęskę poniosły wtedy dwa ośrodki siły stanowiące rdzeń europejskiego Heartlandu. Były nimi III Rzesza i II RP. Faktem jest, że przed wybuchem II wojny światowej państwa te znajdowały się w skomplikowanych relacjach amfoterycznych[6], które wynikały z głęboko zakorzenionych konfliktów ancestralnych[7], lecz w żaden sposób nie przekreślało to możliwości zawarcia między nimi aliansu. Do takowego zbliżenia jednak nie doszło, – co zdaniem reprezentanta młodego pokolenia badaczy – nastąpiło głównie z winy strony polskiej[8]. Mając to na uwadze chciałbym w niniejszym szkicu pójść zdecydowanie „pod prąd” wszystkim tezom i poglądom stanowiącym fundament, na którym jest zbudowana aktualnie obowiązująca wersja wydarzeń, jakie poprzedziły wybuch II wojny światowej. Przyjmuje ona niemalże z niewolniczym uporem, że przed Polską nie było żadnej innej alternatywy jak tylko trwać w bezrozumnym oporze wobec roszczeń zgłaszanych przez Berlin a następnie paść ofiarą połączonego ataku hitlerowskich Niemiec i stalinowskiego ZSRR[9].

Tymczasem, zdaniem autora, warto zastanowić się jak wyglądałby rozwój wypadków, w sytuacji, gdyby władze RP podjęłyby decyzję o zawarciu przymierza z Niemcami[10]. Zanim to jednak uczynię muszę poczynić pewne zastrzeżenie o znaczeniu fundamentalnym. Abstrahując zupełnie od wyrażania jakichkolwiek opinii dotyczących całokształtu działalności kanclerza III Rzeszy, pragnę zwrócić uwagę, że w 1939 roku nie sposób było oceniać tego przeciętnego prowincjusza z Austrii wywodzącego swoje korzenie „z Brannau nad rzeką Inn”, przez pryzmat wiedzy, jaką historycy posiadają na temat jego straszliwych „dokonań”, 70 lat po zakończeniu II wojny światowej. W okresie poprzedzającym jej wybuch Führer „wielkiego narodu niemieckiego” był, co najwyżej średniej miary politykiem, który – wbrew panującym powszechnie opiniom – nie posiadając nawet żadnego preliminarza swoich „podbojów”, dążył do zasadniczej rewizji skrajnie niekorzystnych dla Niemiec decyzji powziętych na konferencji wersalskiej w 1919 roku.

Na ocenę postępowania tego „urodzonego w Wersalu” politycznego aktora w żaden sposób nie powinien wpływać fakt, iż cel swój osiągał środkami określanymi, jako „makiaweliczne”. Takim postępowaniem mogła się bowiem „poszczycić” zdecydowana większość ówczesnych europejskich mężów stanu (może za wyjątkiem Józefa Becka, który w pełni zasłużył sobie na miano politycznego „Don Kichota”). Należy o tym pamiętać zanim spotkam się z ahistorycznym zarzutem, iż „byłoby to zachowanie niehonorowe, aby Polska wiązała się sojuszem z takim szalonym zbrodniarzem, opętanym pragnieniem zdobycia władzy nad światem”. Jednocześnie zaznaczamy, że nie jest zamiarem autora usprawiedliwianie czynów A. Hitlera ani też „odbrązawianie” jego postaci zwłaszcza w świetle tragicznych okoliczności, jakie dotknęły Europę i zamieszkujące ją narody w latach 1939-1945: wydarzeń, na które człowiek ten miał istotny wpływ, (choć nie on jedyny, o czym nie chce się dzisiaj pamiętać), inspirował je i brał w nich czynny udział.

Niemniej jednak analiza przedwojennej linii postępowania kanclerza III Rzeszy skłania do wniosku, iż co najmniej do końca marca 1939 roku, jeśli nie dalej, nie planował on w ogóle ataku na Polskę. Wydaje się również, że przynajmniej na początku nie zamierzał czynić z niej swojego bezwolnego „wasala” w planowanym podboju Wschodu. Jego zabiegi świadczą o czymś wręcz przeciwnym, a mianowicie postrzeganiu II RP, jako jedynego naprawdę liczącego się partnera niezbędnego do rozegrania „finałowej partii” we wschodniej części „europejskiej szachownicy”. Wszelkie zaś umizgi, jakie do tego czasu czynił Adolf Hitler wobec Moskwy należy potraktować, jako środek wywierania dyplomatycznego nacisku na Polskę nie zaś autentyczne dążenie do zawarcia „historycznego” porozumienia z włodarzem Kremla. Inną sprawą jest, że Stalin potraktował awanse kanclerza Niemiec z nader życzliwym zainteresowaniem, co odpowiadało geopolitycznej strategii ZSRR wywołania „drugiej wojny imperialistycznej” w celu całkowitej sowietyzacji Europy.

Z wzmiankowanego powyżej powodu, ale także mając świadomość niewyobrażalnego ogromu strat w zasobach ludzkich i dobrach materialnych, jakie poniosła Rzeczpospolita na skutek agresji a następnie okupacji niemiecko-sowieckiej uznałem, że warto byłoby rozpatrzeć „proniemiecki” scenariusz wydarzeń. Inspiracją dla jego sformułowania stał się dla mnie „kontrowersyjno-obrazoburczo-rewizjonistyczny” – według „zachowawczych” polskich badaczy – passus z klasycznej już (lub „kultowej”, jak zapewne napisaliby młodsi wiekiem entuzjaści historii) rozprawy Jerzego Łojka. Brzmi on tak: „Po Monachium było zapewne jedno tylko wyjście, mogące zapewnić Polsce los lepszy niż ten, jaki ja spotkał w latach 1939-1945: natychmiastowe przystąpienie do Paktu Anty­ko­minternowskiego i powolne, jak najbardziej opóźniane, ale realne wejście w przejściowy alians z Hitlerem, nawet za cenę korektur granicznych i pewnego ograniczenia na jakiś czas samodzielności polskiej polityki zagranicznej, przy jednoczesnym znacznym rozluźnieniu stosunków z Francją, a w sferze ideowej przy bardzo znacznym wzmocnieniu roli doktryny prometejskiej”[11]. Ze swej strony uznaję jednak, że byłby to alians długotrwały, nie zaś „przejściowy” oraz, że nie uwzględniałby on żadnych „korektur granicznych” – wszak Adolf Hitler miał w planach za­gwa­rantowanie nienaruszalności granicy polsko-niemieckiej w nowym pakcie o nieagresji, jaki Rzeczpospolita Polska miała podpisać z Rzeszą Niemiecką na 25 lat, a więc aż do… 1964 roku (!). A zatem …

Najpóźniej w styczniu 1939 roku Rzeczpospolita Polska staje się oficjalnie aliantem Rzeszy Niemieckiej. Daje to A. Hitlerowi możliwość błyskawicznego zaatakowania Francji, via Belgia i Holandia, co ma miejsce w pierwszej połowie tegoż roku. Równocześnie Wehrmacht wspierany przez Kriegsmarine i Luftwaffe dokonuje inwazji na Danię i Norwegię, gdzie w walkach o Narvik, walcząc skutecznie ramię w ramię z Niemcami przeciw Brytyjczykom, wsławia się Brygada Strzelców Podhalańskich, z kolei na morzu nieocenioną pomoc dla sojuszniczych oddziałów polsko-niemieckich niosą transportowce „Chrobry” oraz „Batory” chronione m.in. przez działa pokładowe niszczyciela „Grom”. Tymczasem na Wschodzie pod auspicjami Polski wspieranej siłą i autorytetem Berlina powstaje szeroka koalicja antysowiecka złożona z Finlandii, Estonii, Łotwy, Litwy, Rumunii, Węgier, Bułgarii i Jugosławii[12] zdolna skutecznie powstrzymywać ewentualne sowieckie działania zbrojne w rejonie Międzymorza. Wiosną 1940 roku kanclerz A. Hitler decyduje się wysłać do Londynu swojego zaufanego partyjnego towarzysza Rudolfa Hessa z planem mediacji niemiecko-brytyjskiej, który zawiera postulat gwarancji „nienaruszalności” kolonii brytyjskich przez Niemcy i „lojalne” ostrzeżenie dla Wielkiej Brytanii przed planami Józefa Stalina dążącego do wywołania w nich „fermentu rewolucyjnego”.

W tym samym czasie nie czekając na wynik rozmów niemiecko-brytyjskich „Wielka Armia” europejska, składająca się z połączonych sił niemiecko-polsko-rumuńskich, wspieranych przez korpusy fińskie i wę­gierskie, kierując się szczerym pragnieniem „ochrony ludności ukraińskiej i białoruskiej” przed działaniami funkcjonariuszy zbrodniczego systemu komunistycznego dokonuje inwazji na ZSRR. Operacja o kryptonimie „Ostatnia Dymitriada” kończy się całkowitym sukcesem, dzięki dos­konałemu wręcz skoordynowaniu z europejskim atakiem, działań militarnych, jakie przeciw ZSRR podejmuje także Japonia. Podczas gdy siły zbrojne państw osi przełamują linie sowieckie broniące dostępu do Moskwy, na Kremlu grono najbliższych współpracowników Stalina „pomaga” mu popełnić samobójstwo. Zwłoki „Koby” zostają oblane benzyną i podpalone przez jego „towarzyszy”, którzy następnie podejmują próbę ucieczki z Moskwy w przebraniu „ludzi pracy”. Zostaje ona jednak udaremniona przez patrole polskie, które przekazują zbiegów w ręce niemieckie. Schwytani przywódcy sowieccy zostają odesłani do Berlina i osadzeni w więzieniu Spandau, gdzie po wojnie czeka ich sprawiedliwy proces (odbędzie się on w Norymberdze w latach 1945-46; pracę prokuratorów niemieckich, polskich i ukraińskich wspierać będzie oskarżyciel posiłkowy generał Andriej Własow występujący w imieniu Komitetu Obrony Narodów Rosji; na mocy jednomyślnego orzeczenia ETW [Eurazjatyckiego Trybunału Wojskowego] wszyscy oskarżeni w nim zbrodniarze komunistyczni na czele z w. Mołotowem, G. Żukowem, Ł. Berią oraz N. Chruszczowem zostaną skazani na śmierć przez powieszenie).

Po zdobyciu Moskwy sprzymierzeni przystępują do zorganizowania świeżo zdobytej „przestrzeni życiowej” w europejskiej części ZSRR. Za sprawą prowadzenia konsekwentnej polityki „prometejskiej”, (co narody ukraiński, białoruski zawdzięczają nieugiętej wobec Berlina postawie Polski) dochodzi do utworzenia niepodległej Ukrainy i Białorusi. Szczytna idea „prometeizmu” obejmuje niejako „z marszu” także ludność pochodzenia żydowskiego, dzięki czemu na terytoriach znajdujących się pod rządami Berlina i Warszawy nie dochodzi do żadnych prześladowań. Wyjątek ma miejsce w Jedwabnem, gdzie na skutek spontanicznej akcji tamtejszych mieszkańców ginie ponad 300 Żydów. Ten bezsensowny akt przemocy zostaje natychmiast potępiony przez władze polskie, co w Berlinie zostaje przyjęte z milczącą aprobatą. Jesienią 1940 roku powstaje autentycznie suwerenny, twardy, lądowy „rdzeń struktury bezpieczeństwa europejskiego” zbudowany na osi Paryż-Berlin-Warszawa-Kijów, w ramach której Francja znajduje się pod łaskawym „protektoratem” Berlina natomiast Ukraina trafia pod życzliwą „kuratelę” Warszawy. Dodajmy, że dzieje się to na 70 lat wcześniej zanim projekt taki zgłosi Zbigniew Brzeziński[13]. Z pozostałych ziem europejskiej części ZSRR powstaje… Ludowo-Demokratyczna Republika Niżnego Nowogrodu, na czele, której stanie w niedalekiej przyszłości demokratycznie wybrany prezydent Andriej Własow (stanie się to po zakończeniu procesu norymberskiego).

Co prawda Brytyjczycy usiłują przeszkodzić w zakłóceniu przez Niemcy i Polskę europejskiej „równowagi sił”. Udaje się im nawet sparaliżować działania floty włoskiej na Morzu Śródziemnym i dokonać udanej inwazji na Grecję. W obliczu zwycięstwa państw osi nad ZSRR, akcja ta nie odnosi jednak praktycznie żadnego skutku. Powstaje bowiem nowy globalny układ sił. Spełnia się cytowana z wielkim pietyzmem przez gen. Carla Haushofera, „przepowiednia” amerykańskiego gen. Homera Lee, która brzmi: „[…] ostatnia godzina polityki anglosaskiej wybije wtedy, gdy zjednoczą się Niemcy, Rosjanie i Japończycy”[14] z tą tylko różnicą, że rolę Rosjan przejmują Polacy zaś w wyniku zwycięskiej kampanii państw osi terytorium ZSRR będzie podzielone między „Nowe Imperium Europejskie” a „Imperium Zjednoczonego Nipponu”. Droga do ustanowienia „Imperium Eurazjatyckiego” zajmuje jeszcze sprzymierzonym cztery długie lata, gdyż Brytyjczycy i Amerykanie czynią usilne starania, aby państwa osi nie zdołały zapanować nad wszystkimi kluczowymi rejonami „Światowej Wyspy”. Waszyngton wraz ze swym „satelitą” Londynem udziela daleko idącego poparcia „antyeurazjatyckim ruchom powstańczym” w Egipcie, Iranie, Chinach oraz w Indiach. Armie „eurazjatyckie” odpierają jednak ataki jankeskich i anglosaskich „imperialistów” i utrzymują spójność ziem „Nowego Imperium Kontynentalnego”.

„Przebiegłe” mocarstwa anglosaskie chcąc zdyskredytować nowych „panów” przestrzeni eurazjatyckiej w oczach narodu rosyjskiego nagłośniają okoliczności „zbrodni wojennej”, jakiej dopuścili się współdziałający z Niemcami Polacy, na „bezbronnych” oficerach NKWD, których „dla zachowania pozorów” ulokowano w obozach „przejściowych” w Starobielsku, Kozielsku i Ostaszkowie a następnie „skrytobójczo” zamordowano, po czym wrzucono ich ciała do zbiorowych mogił w rejonie Katynia, Charkowa i Miednoje. Mądry naród rosyjski lekceważy jednak tę propagandową grę Jankesów i Anglosasów, ponieważ wolne media państw osi na bieżąco informują o terminach i przebiegu dokonywanych egzekucji. Poza tym zostają one poprzedzone legalną procedurą sądową (polowe sądy wojenne) i mają charakter zorganizowanych „widowisk publicznych” zaś podczas ich trwania niejednokrotnie zdarza się, że zwykli, prości Rosjanie mając świeżo w pamięci skalę potwornych zbrodni, jakich dopuszczali się ci „niewinni urzędnicy” służący w „aparacie administracyjnym ZSRR” proszą, aby pozwolono im osobiście wziąć w nich udział, aby dać upust swojej nienawiści do zbrodniczego systemu komunistycznego.

Momentem przełomowym w grze o zdobycie hegemonii na eurazja­tyckiej Wielkiej Szachownicy jest natomiast opowiedzenie się „post-atlantyckiej” Turcji po stronie państw osi. Jej władze uzyskują bowiem od Berlina i Warszawy mandat do restauracji struktury przestrzennej dawnego Imperium Osmańskiego, stanowiącej od tej chwili „przedłużone ramię” jakim „Nowe Imperium Europejskie” sięgnie aż do Zatoki Perskiej. W ten sposób zostają złamane ostatnie punkty oporu Anglosasów zlokalizowane w Iranie, Iraku i Egipcie, które wchodzą pod specjalny „nadzór” swego dawnego suwerena: Turcji. Pierwszym regionem geopolitycznym[15], uwolnionym od niebezpieczeństwa grożącego państwom „osi eurazja­tyckiej” ze strony „anglosaskich podżegaczy wojennych” zostaje Iran. Ma to miejsce w 1943 roku. Z szacunku dla wielkomocarstwowych tradycji starożytnego imperium Cyrusa, Dariusza i Kserksesa, dyplomaci reprezentujący „Nowe Imperium Europejskie”, „Imperium Zjednoczonego Nipponu” oraz powstające „Imperium Wielkiego Półksiężyca”, postanawiają spotkać się późną jesienią 1943 roku w stolicy Iranu, Teheranie na pierwszej konferencji ustalającej zasady funkcjonowania ładu powojennego. Zapada tam decyzja o utworzeniu przez Japonię drugiego frontu do walki z mocarstwami talassokratycznymi, albowiem zachodnie „prowincje” Europy są bezustannie atakowane przez anglosaskie siły lotnicze stacjonujące na „Pasie Startowym Numer Jeden”, jakim stał się znajdujący się pod „opieką” USA dumny niegdyś Albion.

Niedługo potem, 7 XII 1943 roku dochodzi do „niespodziewanego” ataku floty japońskiej na amerykańską bazę morską w Pearl Harbor, gdzie chwałą okrywają się polscy piloci walczący z Amerykanami w „latającym cyrku” Stanisława Skalskiego, którzy notują największą liczbę zestrzeleń maszyn wroga. Po spektakularnym zwycięstwie odniesionym na Hawajach, Tokio podejmuje decyzję o „zainstalowaniu się” w Pearl Harbor i rozpoczęciu przygotowań do inwazji na USA. Rząd w Waszyngtonie decyduje o wstrzymaniu ataków na Europę Zachodnią i wzywa Londyn do obrony metropolii przed „żółtym zagrożeniem”. Amerykanie wraz z Brytyjczykami skupiają się odtąd na działaniach wyłącznie obronnych. Co prawda Atlantyk pozostaje pod kontrolą angloamerykańskiego Lewiatana, lecz hegemonią na Pacyfiku cieszą się Japończycy.

Późną wiosną 1944 roku rozpoczyna się największa bitwa morska XX wieku nazwana później przez historyków „globalnym Akcjum” – bitwa o Kanał Panamski. Flota japońska przystępuje do frontalnego ataku. Na ziemi, morzu i w powietrzu przez blisko dwa tygodnie rozgrywa się istne piekło. Amerykanie robią wszystko, aby nie przegrać tej walki na śmierć i życie z „Imperium Słońca”. Szala zwycięstwa przechyla się raz w jedną raz w drugą stronę. Niestety Japończykom pomimo stoczenia heroicznej walki nie udaje się złamać fanatycznego oporu Jankesów. Amerykanie utrzymują pod swoją kontrolą Kanał Panamski, lecz za cenę ogromnych strat własnych. Fiaskiem kończy się także próba wzniecenia antyamerykańskiego powstania w Meksyku, który za cenę zrzeczenia się na jego rzecz Teksasu i Kalifornii przez USA kieruje apel do wszystkich wolnych narodów „Obojga Ameryk” o przeciwstawienie się japońskim agresorom. W tej sytuacji a także z powodu wyczerpania się odwodów Japończycy muszą z powrotem wycofać się na Hawaje. W roku następnym trwają jeszcze zacięte walki o Indie, skąd Japończycy eliminują ostatecznie wpływy angielskie. Do ciężkich starć dochodzi również na Bliskim Wschodzie, gdzie połączone floty Wielkiej Brytanii, Nowej Zelandii oraz Australii bezskuteczne próbują odzyskać władzę nad Kanałem Sueskim. Na szczęście Brytyjczykom oraz ich sojusznikom skutecznie przeciwstawia się specjalny kontyngent wojskowy państw osi wspierany przez korpusy turecko-egipskie i silne zgrupowania partyzanckie złożone z ochotników żydowskich i pale­styńskich.

Tymczasem mają miejsce dwie kolejne konferencje eurazjatyckiej „Wielkiej Trójki”. W lutym 1945 w Jałcie zapada decyzja o uznaniu przez społeczność międzynarodową faktu rozbioru ZSRR i podziału jego terytorium na cztery strefy okupacyjne: trzy z nich z biegiem czasu staną się integralną częścią składową trzech sojuszniczych imperiów Światowej Wyspy, zaś czwarta strefa, Syberia znajdzie się pod wspólną kontrolą „Wielkiej Trójki” stając się eurazjatyckim „materiałowym Eldorado”. Państwa osi pod przemożnym wpływem Polski kierującej się szlachetną ideą „prometeizmu”, podejmują decyzję o pozbawieniu Wielkiej Brytanii wszystkich kolonii. Ostatnią uchwałą, jaka zapada w Jałcie jest zobowiązanie się wszystkich uczestników konferencji do ustanowienia Organizacji Zjednoczonych Narodów Eurazji, której zadaniem naczelnym jest zapobieganie pojawiania się waśni między narodami Światowej Wyspy i promowanie pokoju.

Na ostatniej już konferencji, jaka odbywa się w lipcu-sierpniu 1945 roku w Poczdamie zgromadzeni dyplomaci państw osi eurazjatyckiej przyjmują dokument na mocy postanowień którego na terytorium byłego ZSRR ma zostać wdrożona polityka tzw.: 4D, a mianowicie demilitaryzacji, dekomunizacji, demokratyzacji oraz dekartelizacji. Jednocześnie oświadczają oni, że odpowiedzialnością za wywołanie II wojny światowej należy obarczyć ZSRR i USA, które w imię realizacji swych imperialnych ideologii zamierzały poszczuć przeciw sobie małe i średnie narody „Światowej Wyspy”, by następnie, kiedy będą one już skrajnie osłabione „indiańskimi walkami o niepodległość” dokonać ich podboju i zdominować przez narzucenie własnej pseudo-kultury i wypaczonych wzorców polityczno-ustrojowych. Aby w przyszłości żaden „imperialistyczny prowokator” nie mógł już skłócić wolnych narodów eurazjatyckich, dyplomaci trzech zwycięskich imperiów Rimlandu – Planetarnego Żyznego Półksiężyca, składają swoje podpisy pod aktem założycielskim UNII EURAZJATYCKIEJ.

I pomyśleć, że wszystko to wydarzyło się tylko dlatego, że min. Józef Beck zdecydował się zawrzeć „taktyczny” sojusz z Rzeszą Niemiecką…

***

Fakt powołania do życia UE natychmiast spotyka się ze kategorycznym sprzeciwem USA, które w odpowiedzi tworzą STANY ZJEDNOCZONE PANAMERYKI, do których swój akces zgłasza „Pas Startowy Numer Jeden”, czyli Wielka Brytania. Stolicą odrodzonego światowego imperium morskiego zostaje Meksyk przemianowany z szacunku dla chwalebnej przeszłości Azteków na Tenochitlan. Globalna rywalizacja obydwu światowych mocarstw: UEA i USPA nieuchronnie prowadzi do wybuchu „zimnej wojny”, ale to już zupełnie inna historia …

 

Źródło: „Geopolityka” 2009, nr 2(3).

 


[1] Tukidydes, Wojna peloponeska, ks. I, Warszawa 1957, s. 1.

 

[2] Ibidem, s. I, 1.

 

[3] Ibidem.

 

[4] Ibidem, s. I, 23.

 

[5] J. Bohdanowicz, M. Dzięcielski, Zarys geografii historycznej i politycznej cywilizacji, Gdańsk 1998, s. 59.

 

[6] L. Sykulski, Geopolityka: Słownik terminologiczny, Warszawa 2009, s. 4.

 

[7] Ibidem, s. 4.

 

[8] D. Madejski, Wrzesień 1939: niepotrzebna katastrofa, „Geopolityka” 2009, nr  2(3). Por. takżę: G. Górski, Wrzesień 1939: Rozważania alternatywne, Warszawa 2000; R. Michulec, Ku wrześniowi 1939, Gdynia 2008. Dodajmy jednak w tym miejscu, że ta ostania rozprawa uchodzi wręcz za obrazoburczą i dość kontrowersyjną, z uwagi na stawiane przez autora tezy i swobodną nadinterpretację archiwaliów.

 

[9] Opinia taka była silnie zakorzeniona wśród rządzących Polską „elit” sanacyjnych przed Wrześniem 1939 roku. Problem w tym, że ulegały one własnej propagandzie, o czym najlepiej świadczy przykład Jana Szembeka, który miał czelność napisać takie oto słowa: „Przed nami stały dwie alternatywy [sic!], albo idąc z Niemcami lub Sowietami utracić niezależność, albo dojść do katastrofy. Odstąpić nic nikomu nie można było [sic!], bo nastroje w kraju na to nie pozwalały [sic!]”. Por.: P. Wieczorkiewicz, Historia polityczna Polski 1935-1945, Warszawa 2005, s. 60.

 

[10][10] Pierwszym autorem, który pokusił się o przeanalizowanie takiego scenariusza był Tomasz Fabiś, który swego czasu opublikował esej: Wrześniowe fantazje. Por. Idem, Gry imperialne, Kraków 2008, s. 131-144. Zdaniem tego autora alians polsko-niemiecki doprowadziłby do praktycznej izolacji Paryża i uznania hegemonii Niemiec w Europie atlantyckiej, bez konieczności uciekania się do wojny. Wówczas, jedynym punktem spornym byłaby kwestia Alzacji i Lotaryngii. Tu A. Hitler mógł jednak pójść na kompromis, gdyż możliwe mogło stać się dojście do władzy orientacji proniemieckiej i zawarcia z Londynem ugody antybolszewickiej. Po takiej przebudowie Zachodu zintegrowana Europa mogłaby się już zdaniem autora pokusić o zorganizowanie krucjaty antysowieckiej w celu wyzwolenia Ukrainy, Białorusi i Kaukazu. 

 

[11] J. Łojek, Agresja 17 września: Studium aspektów politycznych, Warszawa 1990, s. 15.

 

[12] Począwszy od jesieni 1940 roku, kiedy zagrożenie sowiecką inwazją w rejon Bałkanów zaczęło się niebezpiecznie nasilać do niemiecko-włosko-japońskiego „paktu trzech” przystąpiły kolejno: Węgry (20 XI 1940), Rumunia (23 XI 1940), Słowacja (24 XI 1940), Bułgaria (1 III 1941) i Jugosławia (25 III 1941). Zob. K. Grygajtis, Sowiecka strategia geopolityczna w Europie a Polska 1924-1943, [Warszawa] 2006, s. 108. Dlaczego w prezentowanym wyżej scenariuszu wydarzeń z lat 1939-1945, ułożonym a’reboirs, miałoby być inaczej?

 

[13] Z. Brzeziński, Wielka Szachownica: Główne cele polityki amerykańskiej, Warszawa 1998, s. 104-106.

 

[14] A. Fiderkiewicz, Wielka wojna kontynentów: Rozważania o konflikcie żywiołów, eurazjatyzmie i atlantyzmie, „Stańczyk” 1998, nr 1(32), s. 37.

 

[15] L. Sykulski, op. cit., s. 84.

 

Komentarze

komentarze

stat4u