Geografia historyczna międzymorza bałtycko-czarnomorskiego


prof. dr hab. Andrzej Piskozub  

Recenzja: Leszek Moczulski: Narodziny Międzymorza. Ukształtowanie ojczyzn, powstanie państw oraz układy geopolityczne wschodniej części Europy w późnej starożytności i we wczesnym średniowieczu, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2007, ss. 827.

Leszek Moczulski to przede wszystkim wybitny działacz polityczny, a jego dotychczasowe publikacje są tego pochodną. W swej treści są to prace interdyscyplinarne, nawiązujące do szerokiego wachlarza nauk , wśród których dominujące miejsce zajmuje wszakże politologia. W jej obrębie mieści się główny nurt jego zainteresowań naukowych, jakim jest geopolityka. Jej to w całości poświęcił Moczulski najobszerniejszą ze swych wcześniejszych publikacji: Geopolityka. Potęga w czasie i przestrzeni[1]. Termin ten odtąd znajduje się w tytułach wszystkich późniejszych jego publikacji. Także w recenzowanej tutaj książce Narodziny Międzymorza, owo ukierunkowanie geopolityczne eksponuje jej podtytuł: Ukształtowanie ojczyzn, powstanie państw oraz układy geopolityczne wschodniej części Europy w późnej starożytności i we wczesnym średniowieczu. Ponieważ tematyka tej książki równocześnie wiele miejsca poświęca zagadnieniom mojej specjalności naukowej, jaką jest geografia historyczna, zmusza to do rozpoczęcia recenzji od zasadniczego dylematu z zakresu metodologii nauk, z jakim w książce tej mamy do czynienia.
             
1.  Dzieło geopolityczne czy geograficznohistoryczne?
Lekturze Narodzin Międzymorza wręcz obsesyjnie towarzyszy refleksja, iż temat ten alternatywnie opracować można z dwóch bardzo różnych punktów widzenia: albo jako studium z geografii historycznej tej części Europy, albo jako studium układów geopolitycznych, istniejących tam w pierwszym tysiącleciu ery chrześcijańskiej. Albo – albo: nie są to punkty widzenia komplementarne, lecz rozłączne. Każdy z nich kieruje rozprawę tę do innego adresata.
           
Geografia historyczna jest nauką pomocniczą historii; geopolityka jest nauką pomocniczą politologii. O tym trzeba pamiętać! Historia, podobnie jak geografia, czy archeologia współpracujące w badaniach przeszłości, należą do nauk podstawowych, których zadaniem jest przedstawianie rzeczywistości jaką jest (czy też, w tym konkretnym przypadku, jaką była). Takie    dyscypliny, jak prawo, czy politologia, stanowią przykłady nauk normatywnych, kreujących rzeczywistość jaką być powinna. Termin: geopolityka wprowadził do nauki Kjellen w 1899 roku, ale już przed tą datą pojawiały sie par excellence geopolityczne uzasadnienia ekspansji politycznej. Do prekursorów geopolityki można na tej zasadzie zaliczyć pruskiego Fryderyka II: w pierwszym rozbiorze Rzeczypospolitej zabrał on Prusy Królewskie, powołując się na prawa historyczne z czasów Państwa Zakonnego, ale nadto wielkopolski Obwód Notecki, przy którym nie mógł powoływać się na żadne takie prawa. Indagowany, dlaczego zatem obszar ten zaanektował, udzielił tej słynnej odpowiedzi: zabieram to, co jest mi potrzebne, sprawą moich ministrów jest uzasadnianie, dlaczego musiałem tak postąpić. Oto clou rozumowania geopolitycznego.

Geopolityka to manipulowanie geografią dla określonych celów politycznych. Jej mleczną siostrą jest modna ostatnio polityka historyczna: manipulowanie historią dla konkretnych celów politycznych, takich jak propagandowe indoktrynowanie społeczeństwa w wybiórczym doborze faktów historycznych, służące wychowywaniu go w interesie grupy trzymającej władzę.

Niedawno w prasie polskiej ukazał się artykuł pod znamiennym tytułem: “Co ma państwo do historii?”[2] W Narodzinach Międzymorza znajduje się, cytowane za “Gazetą Wyborczą”, zdanie: “Archeologia uwolniła się w latach 90. od polityki”[3]. I “tak trzymać” we wszystkich dyscyplinach nauk podstawowych: uwolnić geografię, historię i pozostałe od geopolityki, od polityki historycznej i czego tam jeszcze. Nie obarczać nimi nauk podstawowych, “oddać politologii to, co polityczne”.
           
I oto końcowa konkluzja tego metodologicznego dylematu. Co stałoby się z Narodzinami Międzymorza, gdyby usunąć z tej książki cały ten “szum informacyjny”, wszystkie, co do jednego, terminy geopolityka i geopolityczny (w tych nielicznych miejscach, gdzie jest to uzasadnione, zmieniając geopolityka na polityka, a geopolityczny na polityczny)? Jakościowo rozprawa by na tym tylko skorzystała, zmieniając się w jednolite studium geograficzno-historyczne. Przekracza siły recenzenta zliczenie, ile razy i z jaką częstotliwością, terminów geopolityka i geopolityczny użyto w Narodzinach Międzymorza. Zwraca uwagę natomiast to, że na stronach książki, gdzie przedstawiane są niekontrowersyjne fakty geograficzno-historyczne, żaden z tamtych terminów nie występuje, lub pojawia się tylko sporadycznie. Dla kontrastu tam, gdzie autor forsuje swój punkt widzenia, odmienny od przeważającego współcześnie u historyków ( przykłady niżej ), “podpórka” geopolityczna mnoży się obficie: na niektórych stronach książki naliczyłem po piętnaście razy powtarzające się słowa: geopolityka albo geopolityczny.
 
2. Relacje przestrzenne: Europa Środkowo-Wschodnia (Eberhardt), Młodsza Europa ((Kłoczowski), Międzymorze (Moczulski)[4].  
Na s. 83 Narodzin Międzymorza czytamy: “makroregiony młodszej Europy (czyli Międzymorza)” a w przypisie do tej samej strony: “Młodsza Europa – pisze Kłoczowski – oznacza to,co dziś chętnie nazywamy Europą Środkowo-Wschodnią”. Zapisy te zdają się sugerować, że wszystkie te trzy pojęcia: Młodszej Europy, upowszechnione przez Jerzego Kłoczowskiego, Europy Środkowo-Wschodniej, upowszechnione przez Piotra Eberhardta i Międzymorza, upowszechnione przez Leszka Moczulskiego, odnoszą się do tego samego obszaru – szerokiego pasma, rozciągniętego od Bałkanów na południu po Skandynawię na północy a położonego na wschód od Starej Europy, zorganizowanej w cesarstwo Karolingów. Rzeczywistość okazuje się tu jednak bardziej złożoną. Tylko pojęcie Młodszej Europy można odnosić do całej tej strefy, jaka po wiekach opóźnienia przystąpiła do kręgu cywilizacji zachodniej. Moczulski wyraźnie podkreśla, że w strefie tej rozróżniać trzeba dwa międzymorza: adriatycko-czarnomorskie na południu oraz bałtycko- czarnomorskie na północy. Każde z nich kroczyło własną, odmienną drogą dziejową: “Jak trudna jest integracja ziem po obu stronach Karpat dowiodły późniejsze doświadczenia Andegawenów, Luksemburgów, Jagiellonów i Habsburgów” [5].
           
Z pola uwagi umknęło tu trzecie międzymorze – bałtycko-białomorskie, obejmujące północną część Młodszej Europy. W takim podziale Międzymorze adriatycko-czarnomorskie zajmuje południową a Międzymorze bałtycko-czarnomorskie środkową część Młodszej Europy. Odpowiednio do tego podobnej modyfikacji powinno ulec pojęcie Europy środkowo-wschodniej ograniczone tylko do Międzymorza bałtycko-czarnomorskiego. Międzymorze adriatycko- czarnomorskie staje się przy takim podziale tożsame z Europą południowo-wschodnią a Międzymorze bałtycko-białomorskie – z Europą północno-wschodnią. Jest to podział z punktu widzenia geografii historycznej logiczny i pożądany, dostosowany do losów dziejowych tych trzech międzymorzyw drugim milenium ery chrześcijańskiej.
           
Horyzont czasowy Narodzin Międzymorza kończy się na przełomie X/XI wieku. Do tego czasu, wraz z ustabilizowaniem się Węgier w ich historycznych granicach, narodziło się zaledwie Międzymorze adriatycko-czarnomorskie, zorganizowała się południowo-wschodnia flanka kręgu cywilizacji łacińskiej. Międzymorze bałtycko-czarnomorskie, w czasach Karola Wielkiego obszar jednolicie pogański, został w X wieku zdezintegrowany cywilizacyjnie: Polska weszła do cywilizacji zachodniej, wraz z przyjęciem chrześcijaństwa w obrządku rzymskim, Ruś Kijowska do cywilizacji bizantyjskiej, przyjmując chrześcijaństwo w obrządku wschodnim a Bałtowie aż do XIII wieku bronili swej pogańskiej tożsamości. Integrację Międzymorza bałtycko-czarnomorskiego zapoczątkowała w XIV wieku unia polsko-litewska, jednocząc politycznie to międzymorze państwowo w XVI wieku, jako Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Ta najważniejsza epoka dziejów polskich wypadła całkowicie poza horyzont czasowy Narodzin Międzymorza, podobnie jak jeszcze późniejsza integracja fińskich ziem Międzymorza bałtycko-białomorskiego – Laponii, Finlandii, Karelii, Ingrii, Estonii – w szwedzką Europę północno-wschodnią. Węgry, Rzeczpospolita i Szwecja (w tej kolejności), wyrosły na swych międzymorzach na trzy bastiony, broniące wschodnich obrzeży cywilizacji europejskiej: Węgry przed Turcją; Rzeczpospolita przed Moskwą i Turcją; Szwecja przed Moskwą.

3.    Germanie, Wenedowie i “obwodnica centralna”.           
W części książki zatytułowanej “Ojczyzny[6], wiele miejsca poświęcono przemieszczaniu się Germanów po Europie w pierwszych pięciu wiekach ery chrześcijańskiej. Tę część dzieła czyta się z przyjemnością; jest to interesujący i poznawczo inspirujący wywód geograficzno-historyczny, prezentujący przedzieranie się poszczególnych plemion germańskich ku reńskiej i dunajskiej granicy imperium rzymskiego i przenikanie następnie przez te rzeczne granice w głąb imperium. Tutaj wywód Autora obywa się niemal całkowicie bez podpórki geopolitycznej, jest obiektywny i zgodny z prezentacją wędrówek ludów germańskich przez historiografię współczesną.
           
Ale – do czasu. Zasadnicza zmiana następuje, kiedy prezentacja tych germańskich wędrówek dotyka obszaru dorzeczy Odry i Wisły. Tutaj Moczulski do maksimum ogranicza pobyt plemion germańskich na tych terytoriach, a w szczególności wewnątrz obszaru ograniczonego tzw. centralną obwodnicą wodną. Od południa tworzą ją nurty Odry i Wisły, od północy domyka ją pradolina toruńsko-eberswaldzka na odcinku pomiędzy Fordonem a Kostrzyniem. W książce Dziedzictwo polskiej przestrzeni[7] pokazałem jak w wiekach XII-XIV owa centralna obwodnica broniła dostępu z zewnątrz do obszaru rdzeniowego podzielonej na księstwa dzielnicowe Polski piastowskiej. Od północy i wschodu zagrażały jej wyniszczające najazdy spoza kręgu cywilizacji zachodniej, tworzące z obszarów na zewnątrz tej centralnej obwodnicy niemal bezludne dzikie pola: północnej Wielkopolsce zagrażali pogańscy Pomorzanie; ziemiom chełmińskiej i dobrzyńskiej oraz północnemu Mazowszu – pogańscy Prusowie; wschodniemu Mazowszu – pogańscy Litwini; wschodniej Małopolsce – Tatarzy a także Rusini. Taką była średniowieczna rzeczywistość, przed chrystianizacją Pomorzan i Bałtów i przed inkorporacją Rusi Czerwonej do Królestwa Polskiego.
           
Ale tysiąc lat wcześniej, w późnym antyku, było zupełnie inaczej, wbrew temu co twierdzi Moczulski: “strefa środkowa, obejmująca obszar wewnątrz centralnej obwodnicy, a także ziemie pomiędzy Wisłą a Karpatami, nie została objęta ekspansją germańską”[8]Jak to się ma do stwierdzeń fundamentalnego dzieła współczesnej historiografii polskiej: “Już w I w. rozpoczął produkcję wielki ośrodek hutnictwa żelaza w Górach Świętokrzyskich. Szczyt jego produkcji przypadł jednak na II i III w. Stanowił on wówczas największy na obszarze Barbaricum ośrodek metalurgiczny. Przypuszcza się, że wytwarzano tu metal do produkcji broni, którą walczyły plemiona germańskie, celtyckie i sarmackie podczas wojen markomańskich.”[9].
           
Według Moczulskiego, obszar wewnątrz centralnej obwodnicy stanowił w późnym antyku siedzibę ukrytej przed światem cywilizowanym populacji, która w VI w. rozlała się stąd po Europie jako słowiańska ekspansja: “Ogromna fala migracji słowiańskich, która ujawniła się w VI w. dowodzi, że odpowiednio wcześniej musiał rozpocząć się przyspieszony wzrost demograficzny, zwłaszcza na najgęściej zaludnionych ziemiach wewnątrz centralnej obwodnicy[10]. Dorzecze Wisły-Odry, spojone silnie obwodnicą wewnętrzną …nadawało się doskonale do pełnienia funkcji macierzystego obszaru, skąd poszczególne ludy wyruszały w różne strony Europy[11]. Może to i ciekawe spekulacje geopolityczne, ale z punktu widzenia prawdy historycznej dziś już nie do przyjęcia..
           
Leszek Moczulski ujawnia się tu jako rzecznik dominującej w epoce PRL, ale dziś już niemal powszechnie odrzuconej teorii autochtonicznej, według której dorzecza Wisły i Odry stanowiły kolebkę Prasłowian. Dlatego cytując kilkakrotnie, doskonałą skądinąd, książkę Magdaleny Mączyńskiej Wędrówki Ludów, tam, gdzie mowa w niej o wędrówkach ludów germańskich[12], całkowicie pomija milczeniem ostatni rozdział tej książki: Ci, którzy nadeszli. Słowianie i Awarowie. A w nim czytamy: Problem etnogenezy Słowian jest tak złożony, że dla jego ogólnego omówienia trzeba by tu poświęcić wiele jeszcze stron. Dlatego, nie wdając się w dalsze zawiłości, przyznajmy rację tym historykom i archeologom, którzy opowiadają się, na podstawie wszystkich źródeł archeologicznych i dokładnej analizy źródeł pisanych za pojawieniem się Słowian na ziemiach polskich najwcześniej w drugiej połowie V lub na początku VI w. … Natomiast wydana stosunkowo niedawno, bo w 1988 r., książka W. Hensla “Polska starożytna”, która w sposób niezwykle tendencyjny – bez właściwej jednak dokumentacji i rojąca się od wszelkich dowolności – atakuje pozycje tych, którzy widzą ośrodek krystalizacji Słowian w Europie wschodniej, jest smutnym przykładem zacietrzewienia i forsowania swych racji, które to postępowanie w nauce nigdy nie powinno się zdarzyć. Czy rzeczywiście Słowianie muszą wywodzić się znad Odry i Wisły, bo, jeżeli by tak nie było, ich potomkowie czuliby się pozbawieni swej praojczyzny?[13].
             
Moczulski, poszukując tam właśnie słowiańskiej praojczyzny, argumentuje, że w późnym antyku obszar wewnątrz centralnej obwodnicy był ojczyzną niegermańskich Wenetów-Wenedów, którzy w VI wieku, w następstwie ich ekspansji w różne strony Europy, ujawnili się światu postrzymskiemu jako Słowianie. Przeczy temu najnowsza historiografia polska, po pierwsze, nie identyfikując owych Wenetów-Wenedów ze Słowianami, po drugie, umieszczając ich siedziby na wschód od centralnej obwodnicy, w dorzeczu Dniepru: Jednak sprawa przynależności etnicznej Wenetów nie rysuje się w sposób tak jednoznaczny. Ich nazwa nie jest słowiańska. Jako Wenetów określa się ponadto plemiona, zamieszkujące różne regiony Europy, a zapewne także i Anatolii. Najprawdopodobniej pod nazwą “Wenetowie” kryje się więc jakiś lud indoeuropejski, spokrewniony z grupą italoceltycką lub może z iliryjską, którego język nie jest nam znany, nie przetrwał bowiem do czasów historycznych.[14]. Ale nawet tych Wenetów, w świetle najbardziej miarodajnego przekazu Tacyta, należałoby szukać w Europie wschodniej a nie w środkowej, czyli na Białorusi i w północnej części Ukrainy.[15].
           
Tam właśnie, na przełomie V/VI w., ogarnęła Wenetów-Wenedów nadciągająca ze wschodu ekspansja słowiańska, znana historykom bizantyjskim początkowo pod nazwami Sklawinów i Antów; i zapewne przynajmniej część z nich pociągnęła Wenetów ze sobą w dalszą drogę, skoro w połowie VI wieku historyk Jordanes nazwał tych najeźdźców europejskich międzymorzy Sklawenami, Antami i Wenedami. Kim był ten odłam Słowian, który wówczas podporządkował sobie wówczas Wenedów? Czyżby tym samym, któremu późniejsi jego sąsiedzi nadawali zgodnie nazwę “na L”[16]  – a zatem byli to Lechici? Jeśli tak, to należy się uznanie naszym przodkom sprzed dwóch wieków, za ich intuicję w określaniu relacji między Lechitami i Wenedami, takich, jakie wówczas utrwalił Juliusz Słowacki w dramacie Lilla Weneda.
 
 4. Praojczyzny Węgrów, Słowian i Bałtów.
Świadomie zajmuję się nimi w kolejności odwrotnej do chronologii przybywania tych grup etnicznych do ich obecnych siedzib: Bałtów, jeszcze w antyku, na południowo-wschodnie obrzeże morza, od nich nazwanego Bałtykiem; Słowian, na przełomie starożytności i średniowiecza, do obu Międzymorzy, bałtycko-czarnomorskiego i adriatycko-czarnomorskiego; Węgrów, u schyłku pierwszego milenium ery chrześcijańskiej, nad Dunaj. To odwrócenie chronologii pozwala bowiem na pogłębienie dociekań, gdzie znajdowały się praojczyzny tych grup etnicznych.Kiedy trzeba się było   ostatecznie pogodzić z faktem, że zarówno Słowianie, jak Bałtowie przybyli do swych obecnych siedzib ze wschodu, wydawało się oczywiste, że wcześniej przebywali w dorzeczu Dniepru – pierwsi na obecnej Ukrainie, drudzy na obecnej Białorusi. Ale czy tam znajdowały się ich praojczyzny, czy też były to tylko punkty etapowe z jeszcze dalszego wschodu? Nad tym się nie zastanawiano, chyba z braku odwagi do stawiania tak odważnych hipotez.
           
Prześledzenie wędrówki Węgrów w kierunku ich dzisiejszych siedzib, ogromnie się stawianiu takich hipotez przysłużyło. Tutaj bowiem obserwowano i rejestrowano etapy ich wędrówki w kierunku zachodnim. W swej wędrówce poprzez dzisiejszą Ukrainę, w pierwszej połowie IX w. utworzyli oni pomiędzy Donem i Dnieprem państwo o nazwie Levedia; w drugiej połowie IX w. pomiędzy Dnieprem a Karpatami – państwo o nazwie Atelkuzu. Niema wątpliwości, że były to etapy postojowe w drodze do naddunajskiego celu węgierskiej wędrówki. Gdzie zatem znajdowała się praojczyzna Węgrów, miejsce z którego wyruszyli? Na tej samej zasadzie oddalania praojczyzny do najbliższego wschodniego sąsiedztwa, według jakiej praojczyzn Słowian i Bałtów poszukiwano w dorzeczu Dniepru, praojczyznę Węgrów upatrywano w dorzeczu Wołgi. Moczulski pisze: Pierwotne siedziby Węgrów – ludu ugrofińskiego – historycy umieszczają nad środkową Wołgą,, w strefie lasów liściastych na granicy stepu [17]. Otóż nic podobnego: Węgrzy należą do ugrofińskiej rodziny językowej, a najbliższych pobratymców mają w północno-zachodniej Syberii. Kilka stuleci trwała wędrówka plemion madziarskich zza Uralu na zachód[18].
           
Pomiędzy Uralem a rzeką Ob żyją dotąd ugryjskie plemiona Chantów (Ostiaków) i Mansów (Wogulów). Byli to najbliżsi krewniacy Węgrów, którzy na tym syberyjskim terytorium mieli swą praojczyznę, z której wyruszyli w daleką wędrówkę, jaką zakończyli nad Dunajem. Od ich odejścia stamtąd minęło kilkanaście wieków, ale pomimo tego współczesny Węgier, gdy zawita do Chanty-Mansyjska, nie będzie miał większych trudności z porozumieniem się z tamtejszymi współplemieńcami, niż Polak, w rozmowie z innymi Słowianami. Jaką była hipotetyczna trasa wędrówki Węgrów, zanim w IX w. znaleźli się oni na obszarze dzisiejszej Ukrainy? Zaraz po przekroczeniu pasma gór Uralu, trafiali oni w dorzecze Kamy – wschodniego dopływu Wołgi – i obie te rzeki doprowadzały ich w rejon dzisiejszego Wołgogradu, skąd już wiodła ku zachodowi trasa stepowa, którą przed nimi wędrowali nad Dunaj, oprócz innych, Hunowie, Awarowie i – Słowianie.
           
Najnowsza bowiem hipoteza dotycząca praojczyzny Słowian, lokalizuje ją pomiędzy Wołgą a górami Uralu, w południowej części dorzecza Kamy[19]. Tam właśnie, w II w. n.e., Klaudiusz Ptolemeusz umieszcza siedzibę ludu Suovenoi: jedyna to przed VI w. nazwa, wyraźnie odnosząca się do Słowian. A w IX wieku, tzw. Geograf Bawarski pisze: Zeriuani, a to taki jest kraj, że z niego pochodzą wszystkie plemiona słowiańskie i początek, jak powiadają, wywodzą[20]. Dorzecze Kamy to ojczyzna fińskich Zyrian, bezpośrednich sąsiadów Słowian w tamtejszej ich praojczyźnie: Zeriuani – Zyrianie, identyfikacja obu terminów nie powinna budzić wątpliwości.
           
Jaką drogą Słowianie wywędrowali ze swej praojczyzny? Tą samą, co później Węgrzy: wzdłuż Wołgi na południe, a następnie stepami ukraińskimi na zachód. Kiedy to miało miejsce? Po Hunach, a przed, lub najpewniej równocześnie, z Awarami: zatem V w., to czas ich wędrówki przez dzisiejszą Ukrainę. Natura nie znosi próżni, zatem ruch jednych plemion, pociąga za sobą przemieszczanie się innych. Wkrótce po odejściu Awarów i Słowian na zachód, w stepy pomiędzymorzami Kaspijskim i Czarnym, wkroczyli od wschodu tureccy (tak jak Hunowie i Awarowie) Bułgarzy. Tam rozdzielili się i rozeszli w dwóch kierunkach: jedni w górę Wołgi, w zwolnione przez Słowian dorzecze Kamy, gdzie stworzyli Bułgarię kamską; drudzy, poprzez stepy ukraińskie,
dotarli w VII w. do ujścia Dunaju, gdzie stworzyli Bułgarię bałkańską. Dopiero po nich, tą utartą trasą stepową, podążyli nad Dunaj Węgrzy.
           
Praojczyzna Bałtów, podobnie jak węgierska i słowiańska, znajdowała się w tej samej leśnej strefie Eurazji. Jej lokalizację wyznacza wschodnia granica bałtyjskich toponimów i hydronimów[21]. Znajduje się ona w dorzeczu Oki, zachodniego dopływu Wołgi. Stamtąd owe toponimy i hydronimy wyznaczają trasę przesuwania się Bałtów ku zachodowi. Nie opuszczając strefy lasów, przemieszczali się Bałtowie przez północne Naddnieprze, czyli dzisiejszą Białoruś, ku swym nadbałtyckim miejscom osiedlenia nad Pregołą, Niemnem i Dźwiną.
           
W tej hipotezie kłopotliwy puzzle lokalizacji praojczyzn Węgrów, Słowian i Bałtów, został złożony w układzie prostym i zarazem – jak się wydaje – logicznym. Węgrzy w dorzeczu Obi sąsiadowali poprzez góry Uralu ze Słowianami z dorzecza Kamy; Słowianie i Bałtowie sąsiadowali ze sobą w górnej części dorzecza Wołgi, pierwsi znajdując się na jego wschodnim krańcu, nad Kamą, drudzy na jego krańcu zachodnim, nad Oką.
 
5.  “Państwo gnieźnieńskie” i “państwo krakowskie”.
Mocną stroną analizy prowadzonej w Narodzinach Międzymorza jest to, że autor tej książki nie ogranicza się do badania wpływu czynników przyrodniczych (hydrograficznych, czy orograficznych) na organizację przestrzeni ludzkiej, ale prymat w tej funkcji daje czynnikom kulturowym,   tworzonym przez człowieka. Pierwszoplanowe wśród nich miejsce zajmuje badanie powstawania szlaków komunikacyjnych i ich przemożnego wpływu na procesy historyczne. Układ sieci wodnej, czy ukształtowanie powierzchni, to czynniki posybilistyczne, (stwarzające możliwość określonych następstw, ale o nich nie przesądzające), natomiast szlaki komunikacyjne, to częstokroć determinanta  wydarzeń dziejowych. Rozdziały książki, najbardziej inspirujace poznawczo, zajmują się: drogą od Chazarów do Franków, a w szczególności jej odcinkiem Kijów-Kraków-Praga; oraz drogą od Waregów do Greków, a właściwie całą siecią dróg handlowych, organizowanych przez Normanów na terenach słowiańskich i fińskich.
           
Dzięki takiej metodzie Moczulski krytycznie ocenia liczne dawniejsze wyobrażenia dotyczące wczesnych dziejów Polski, będąc w tym na ogół zgodny z najnowszymi co do nich opiniami cytowanej już parokrotnie syntezy U źródeł Polski . Tak jak ona, odrzuca interpretację, jakoby wymieniona przez Ptolemeusza Calisia to Kalisz, a droga przy której była położona, to szlak bursztynowy, wiodący ku Zatoce Gdańskiej; w rzeczywistości i ta miejscowość i szlak przez nią przechodzący, znajdowały się na południe od Karpat, w dzisiejszej Słowacji. Dla zwolennika teorii allochtonicznej jest to łatwe do przyjęcia, gdyż w czasach Ptolemeusza jeszcze żadnych Słowian na terenie dzisiejszej Polski nie było; trudniej jest ją zaakceptować zwolennikowi teorii autochtonicznej.
           
Metoda ta przede wszystkim jednak pozwoliła w Narodzinach Międzymorza nakreślić uargumentowaną i przekonywającą odmienną drogę wczesnodziejowego rozwoju państwa krakowskiego – późniejszej Małopolski, od państwa gnieźnieńskiego – późniejszej Wielkopolski. Południe zarówno ku chrystianizacji, jak i ku wejściu do cywilizacji europejskiej wystartowało pierwsze – o wiek przed Mieszkiem I – a priorytet ten zawdzięczało położeniu Krakowa na drodze Praga-Kraków-Kijów. Wiek IX to epoka słowiańskiego państwa wielkomorawskiego, którego osią była właśnie ta arteria handlowa. Państwo to kontrolowało politycznie długi odcinek tej arterii, od kotliny czeskiej na zachodzie, aż po Bug i Styr na wschodzie, uzależniając od siebie Ziemię Wiślan, jak terytorium to wówczas nazywano.
           
W wieku X, kiedy Mieszko I tworzył na północy swe państwo gnieźnieńskie, na południu już państwa wielkomorawskiego nie było. O schedę po nim ubiegali się wówczas czescy Przemyślidzi, od których w pewnej formie uzależnienia nadal pozostawała terra Cracoa. Bolesław Chrobry, syn Dobrawy i wnuk władcy Czech, Bolesława Srogiego, przez swą matkę należał do rodu Przemyślidów. Od śmierci Dobrawy i małżeństwa Mieszka I z Odą, bliżej mu było do rodziny swej matki i aż do śmierci Mieszka I terra Craccoa, stała się dzielnicą, którą rządził. Na tym tle jednoznacznym staje się cel słynnego Dagome iudex, testamentu Mieszka I, oddającego państwo gnieźnieńskie pod opiekę Stolicy Apostolskiej: był on zabezpieczeniem Ody i jej synów przed Bolesławem Chrobrym. Na nic się nie zdał, gdyż zaraz po śmierci ojca, Bolesław Chrobry opanował civitas Schinesghe, oślepił jego paladynów Prybywoja i Odylena, wygnał Odę i jej synów do Cesarstwa i połączył państwo gnieźnieńskie ze swoim państwem krakowskim w jedną całość, której nadał nazwę Polonia.          
           
Była to nazwa nowa, za Mieszka I nie znana. Od niej pochodzi rodzima nazwa: Polska i nazwa obydwu prowincji, z jakich składało się, aż do rozbiorów, Królestwo Polskie: Wielkopolski, jako sukcesorki “państwa gnieźnieńskiego” oraz Małopolski, jako sukcesorki “państwa krakowskiego”. Od schyłku X wieku ciągnie się zatem tradycja podstawowego podziału terytorialnego Polski, w której Wielkopolsce przypadła północ krajuMazowsze i Prusy Królewskie a Małopolsce wschód – od XIV wieku Ruś Czerwona a od Unii Lubelskiej także województwa Ukrainy: wołyńskie, bracławskie i kijowskie. Trzecią prowincją Rzeczpospolitej Obojga Narodów zostało Wielkie Księstwo Litewskie[22].
           
Leszek Moczulski wskazuje na takie właśnie kierunki ekspansji terytorialnej “państwa gnieźnieńskiego” i “państwa krakowskiego” [23]; podziela opinię, że “W źródłach IX-wiecznych głucho o Polanach” [24] i “Nazwa Polski pojawia się w źródłach dopiero około 1000 r. W tym samym czasie po raz pierwszy została zapisana nazwa “Polanie”. Dlatego nie brak opinii, że pierwotnie plemię to określano innym mianem, a nazwy “Polanie”, “Polonia”, “Polska” pochodzą dopiero z około 1000 r.”[25]; odrzuca legendy związane z Gopłem i Kruszwicą a wylansowane dopiero przez XIV-wieczną Kronikę Wielkopolską: “Cios, zapewne śmiertelny, zadali koncepcji goplańskiej archeologowie”[26]. Niekonsekwentny jest natomiast, akceptując to, co w cytowanej syntezie nazwano “legendą dynastyczną Piastów”: wymyśloną przez Galla Anonima genealogią dynastii od Piasta, syna Chościska i jego żony Rzepki, żyjących za czasów księcia Popiela, poprzez jego potomków: Siemowita, Lestka i Siemomysła, który “spłodził wielkiego i sławnego Mieszka”[27].  Stwierdzono tam o nim: “Mieszko jest pierwszym poświadczonym przedstawicielem dynastii Piastów”[28]; dynastia ta, to “ród Mieszka, znacznie później nazwany Piastami”[29]. Odmienne o tym zdanie ma autor Narodzin Międzymorza, pisząc: “Są to początki panowania Mieszka, czwartego z kolei władcy z dynastii Piastów”[30]; traktując tych rzekomych poprzedników Mieszka jako postaci historyczne, zastanawia się nad hipotetycznymi datami ich panowania [31].
           
Zagadki, niejasności, znaki zapytania, dotyczące państwa gnieźnieńskiego, skupiają się jak w soczewce wokół jednej hipotezy, która wydaje się dawać rozwiązanie większości, jeżeli nie wszystkich z nich. Dla genezy państwa krakowskiego bezdyskusyjną jest już dziś sprawcza rola państwa wielkomorawskiego. A dla genezy państwa gnieźnieńskiego któż mógłby odegrać podobną rolę? Ponad sto lat temu odważono się udzielenia odpowiedzi na to pytanie: skandynawscy Normanowie. Profesor UJ, Franciszek Ksawery Piekosiński (1844-1906), wysunął wtedy hipotezę o pochodzeniu herbów szlachty polskiej ze znaków futhorku – runicznego alfabetu skandynawskiego. Na tej podstawie sformułował on teorię powstania państwowości polskiej w następstwie najazdu normańskiego.Słowa: najazd nie można tu traktować dosłownie. Czy Rurykowicze znaleźli się na Rusi przez najazd, czy przez zaproszenie? Nie dotyczy to tylko Normanów – w jaki sposób Wichman stał się organizatorem państwowości Wieletów?
           
Hipotezę Piekosińskiego uśmiercono poprzez jej zignorowanie, bądź przemilczanie, ale od tamtego czasu mnożą się pytania, domagające się wyjaśnienia. Jak Mieszka stać było na posiadanie, potężnej na ówczesne czasy, armii trzech tysięcy pancernych, przede wszystkim Normanów? Zostały po nich znaleziska archeologiczne, jak choćby cmentarz w Lutomiersku opod Łodzią. Mieszko, to nie cesarz wschodniorzymski, który mógł sobie pozwolić na wystawienie tego rodzaju Legii Cudzoziemskiej. Chyba, że wojownicy skandynawscy przybywali do państwa gnieźnieńskiego z innych pobudek, tak jak na Ruś Rurykowiczów? I że trzeba było wówczas dbać o szlaki połączeń ze Skandynawią, dla dopływu nowych wojowników, tak jak czynili to normańscy władcy Kijowa?
           
Tylko to tłumaczy to uporczywe wysiłki Mieszka o dostęp do Bałtyku w rejonie ujścia Odry, narażające go na konflikt z Cesarstwem, z zaodrzańskimi margrabiami, z Wichmanem wreszcie, oraz na płacenie Cesarstwu trybutu z obszarów usque ad Vurta fluvium.Tamtędy bowiem wiódł ów szlak łączności ze Skandynawią, ze strony przeciwnej manifestujący się epizodem normańskiego Jomsborga na wyspie Wolin.
           
Dużo do myślenia daje też przyjęcie do legendy wielkopolskiej opowieści o Polanach i o Popielu. Jedyne w Słowiańszczyźnie plemię Polan żyło na Rusi w okolicach Kijowa. Przed nadejściem ludzi Ruryka, grodem tym władał Norman, imieniem Askold. Zginął on w walce z drużyną Ruryka. Jego skandynawskie imię, znaczy tyle, co popiół. Czy powodem przeniesienia znad Dniepru do Wielkopolski tej opowieści o Polanach i o Popielu, nie jest wspomnienie jakiegoś tutejszego wydarzenia, w którym miejscowy normański władca zginął z rąk rzeczników słusznej, bo uwieńczonej zwycięstwem, sprawy innych Normanów?
           
No i na koniec owe normańskie imiona w rodzie Mieszka, od samego władcy państwa gnieźnieńskiego począwszy. Długotrwały spór dotyczył tego, czy jego normańskie imię to Dago ?Przecież testament swój rozpoczął słowami: Dagome Iudex? Ale może to rzeczywiście tylko błąd kopisty? Co innego imię córki Mieszka: Sygryda-Storrada (po normańsku: Dumna), wydana została za mąż za króla Szwecji Eryka Zwycięskiego; po jego śmierci wyszła powtórnie za mąż, za króla Danii, Swena Widłobrodego. Jej synem z tego małżeństwa był Kanut Wielki, władca Anglii (od 1016 r.), Danii (od 1018 r.) i Norwegii (od 1028 r.). Kto kojarzy, że wujem tego najświetniejszego władcy normańskiego był – Bolesław Chrobry? Takich małżeństw nawet wtedy nie zawierano z córką byle kacyka z Barbaricum, tylko dlatego, że udało mu się zorganizować własne państwo i legitymizować się w Europie przyjęciem chrztu. Do małżeństw w rodach panujących potrzebne były związki krwi. Jeżeli w XI wieku król Anglii poślubił księżniczkę z Kijowa, to dlatego, że oboje byli pochodzenia normańskiego.

6.   “Wyłania się … PRL” ?
Stokilkanaście stron liczy rozdział Narodzin Międzymorza zatytułowany: “Wyłania się Polska”. Niemal na samym jego początku znajdujemy zdanie, stanowiące klucz do jego wywodów: We względnie krótkim czasie państwo Piastów zintegrowało ogół ziem dorzecza Wisły i Odry, czyli cały region geopolityczny[32]. Przed rokiem 1945, zanim w Jałcie i Poczdamie pouczono nas, jakie terytoria mają odtąd prawo do nazywania się Polską, a jakie nie, takiego regionu geopolitycznego nie znajdujemy nawet w krańcowo ekstremistycznej publicystyce endeckiej. We wcześniejszej literaturze geograficznej ukazywały się wprawdzie poważne dzieła, wskazujące, że dorzecze Odry stanowi region hydrograficzny, kończący się na dziale wodnym, przebiegającym tuż za linią Odry-Nysy; autorom tych dzieł nie przychodziło jednak do głowy, że tam właśnie powinna przebiegać zachodnia granica Polski. Tylko w środowisku młodych nacjonalistów o takiej granicy zachodniej niekiedy rojono, w żadnym jednak przypadku nie wiążąc tego z samoograniczaniem się na wschodzie do rozbiorowej granicy rosyjskiej z 1795 roku, w epoce międzywojennej eufemicznie przechrzczonej na linię Curzona.
           
Kwintesencję geopolityki komunistów polskich wyraził Władysław Gomułka: Polska jest tylko jedna. Polska jest tu – między Bugiem a Odrą i Nysą Łużycką. Wypowiedź to “popaździernikowa”, z 1957 r., ale przedstawia sedno propagandy komunistycznej, forsowanej od końca drugiej wojny światowej. Od razu też, od 1945 roku, przyszli jej w sukurs polscy nacjonaliści, twórczością, którą w jednym z felietonów, który tylko przez moje zaniedbanie nie trafił do paryskiej “Kultury”, nazwałem syndromem endekomuny[33]. Najwcześniejsze jej książki, ale zarazem te, jakie z twórczości tej najmocniej utrwaliła pamięć, to Zygmunta Wojciechowskiego Polska-Niemcy. Dziesięć wieków zmagania[34]oraz Marii Kiełczewskiej O podstawy geograficzne Polski[35]. One to, i wiele im podobnych, zainfekowały nasze pokolenie ukąszeniem piastowskim (analogia to do ukąszenia heglowskiego, za ofiarę którego uważał się Czesław Miłosz); piszę nasze pokolenie, gdyż razem z Leszkiem Moczulskim należymy do niego: miałem w 1945 roku 12 lat, autor Narodzin Międzymorza miał ich wówczas 15.
           
Moją pierwszą książką (nie licząc rok wcześniej wydanej rozprawy habilitacyjnej), cytowaną kilkakrotnie w Narodzinach Międzymorza, było Gniazdo Orła Białego z 1968 r. 19 lat później, w Dziedzictwie polskiej przestrzeni, powtórzyłem jej zasadnicze tezy, rozbudowując tę książkę o dalsze, w tym o centralną obwodnicę wodną. W mojej intencji, obie miały być książkami z zakresu geografii historycznej. Pierwszą z nich rozpocząłem zdaniem: Książka niniejsza ma za przedmiot geograficzno-historyczną anatomię regionalną Polski[36]; drugiej dałem podtytuł: Geograficzno- historyczne podstawy struktur przestrzennych ziem polskich. Gdybym tylko ograniczył się w nich do przeglądu kolejnych regionów historycznych, ujmowanych z osobna (co prawda ich delimitacja była tak dokładnie skorelowana z układami sieci wodnej, że nie ustrzegłem się zarzutu o determinizm geograficzny); ale fatalny skutek miało dopiero powiązanie tej analizy regionalnej z geopolitycznymi (mea culpa!) dywagacjami o podstawach geograficznych Polski. To przez nie zasłużyłem na komentarz Romana Wapińskiego, że Gniazdo Orła Białego to tekst “pisany pod PRL”. Kolejną książką z jakiej “wyłania się PRL” to “Wyżyna polska” Tomasza Otremby[37]. Autor ten, pod wrażeniem obu moich wymienionych książek, wyraził w niej entuzjastyczną afirmację dla ich treści.Gdy publikował “Wyżynę Polską” w połowie lat 90., nie znał jeszcze mojej Polski w cywilizacji zachodniej, akurat w 1995 r. wydanej[38]. Po jej lekturze, w kolejnej książce Otremba nie krył swego zawodu i głębokiego żalu z faktu, że i tamte i tę książkę pisał ten sam człowiek[39]. Mogę jedynie tym się usprawiedliwiać, że wydałem Gniazdo Orła Białego ponad40 lat temu, a wówczas – jak to śpiewał Bob Dylan:”byłem wtedy znacznie starszym, znacznie starszym, niż jestem teraz”.
           
Tę samokrytyczną ocenę ewolucji moich zapatrywań, zamieszczam tutaj dla wykazania, że kierują mną tutaj wyłącznie względy merytoryczne, odnoszące się do różnic naszych poglądów , nie zaś jednostronnie krytyczne popisywanie się własną erudycją.
           
Zasadnicza różnica pomiędzy zasięgiem terytorialnym Polski Piastów i zasięgiem Polski Ludowej sprowadza się do tego, że o tej ostatniej zadecydowano z zewnątrz, że ma ona być krajem dorzeczy Wisły i Odry, podczas gdy piastowska Polonia, która powstała z połączenia “państwa krakowskiego” z “państwem gnieźnieńskim”, była przede wszystkim – tak jak to utrwalono później w hymnie państwowym – krajem dorzeczy Wisły i Warty. W dorzeczu Warty ukształtowało się “państwo gnieźnieńskie”, którego kontynuatorką była dzielnica wielkopolska; w dorzeczu górnej Wisły powstało “państwo krakowskie”, którego kontynuatorką stała się dzielnica małopolska. Cały późniejszy rozwój terytorialny Polski był wynikiem rozrostu obu tych dzielnic w głąb dorzecza Wisły: Wielkopolski na północ, Małopolski na południe od Pilicy.
           
Obie pertynencje “państwa gnieźnieńskiego“ z dorzecza Odry: (zachodnio-)pomorska i śląska, okazały się tylko krótkotrwałymi przystawkami do piastowskiego Księstwa Polskiego. Sukcesywnie traciło ono, bądź odzyskiwało, kontrolę polityczną nad obu tymi przystawkami już w epoce scentralizowanego Księstwa Polskiego, a zatem przed rokiem 1138. Mieszko I ubiegał się o ujście Odry, bo zapewniało mu kontakt ze Skandynawią; Bolesław Chrobry wszystkie swe imperialne zapędy realizował w strefie drogi Praga-Kraków-Kijów, pragnąc – tak, jak w wieku X Przemyślidzi – objąć tu schedę po państwie wielkomorawskim. Wojował zatem od Pragi na zachodzie, po Kijów na wschodzie. Wszystkie jego nabytki terytorialne: Morawy, Grody Czerwieńskie, Milsko i Łużyce ( które wkrótce jego syn musiał oddać), mieściły się w strefie tej ważnej arterii handlowej. Były to w istocie wojny “państwa krakowskiego”, podczas których właściwie na uboczu pozostawało terytorium “państwa gnieźnieńskiego”; pośrednio poniosło ono jednak dotkliwe straty na północy. Związany militarnie na południu, mógł jedynie Bolesław Chrobry biernie obserwować, jak nad Bałtykiem waliła się całość pomorskiej polityki jego ojca: na okrągłe stulecie – aż do wojen pomorskich Bolesława Krzywoustego – całą strefę longum mare objęła reakcja pogańska. Nie pozostało śladu po diecezji kołobrzeskiej, której utworzenie zadekretowano w roku 1000.
           
Głęboki ciemny wiek, jaki tu zapanował, najwymowniej ilustruje przykład Gdańska. Gród ten trafił do historiografii przypadkowo – niejako jak Piłat do Credo – pod datą 997 r.: żywotopisarz świętego Wojciecha wspomniał, że w nim zatrzymał się wtedy biskup, w drodze na misję pruską. Druga historyczna wzmianka o Gdańsku jest późniejsza o półtora wieku: wymienia wtedy Gdańsk bulla papieska z 1148 roku, dotycząca uposarzeń założonej za Krzywoustego w 1124 r. diecezji włocławskiej. Trzecia wzmianka z tego obszaru pochodzi z roku 1179, z dokumentu erygującego założenie w Oliwie opactwa cystersów; wspomina on o roli księcia gdańskiego w tej inicjatywie, dzięki czemu dowiadujemy się, że Pomorzem Gdańskim władała wtedy jakaś, jeszcze półlegendarna, ale już chrześcijańska dynastia. W pełnym świetle historii objawiła się ona w XIII w., a wygasając u schyłku tamtego stulecia, testamentem przekazała Wielkopolsce władztwo nad Pomorzem Gdańskim.
           
W wieku XII przeprowadzona została programowa a zarazem wymuszona chrystianizacja nadbałtyckiego pogaństwa Meklemburgii i (zachodniego-)Pomorza. Obie te krainy przeszły taką samą drogę dziejową: rządzące nimi dotąd lokalne pogańskie dynastie, po przyjęciu chrztu nadal w nich panowały : pomorska, do jej wygaśnięcia w 1637 r., meklemburska do detronizacji w 1918 r. rodów panujących w Rzeszy. Meklemburgia od razu stała się trwale księstwem Cesarstwa, Pomorze (Ducatus Pomeraniae), od 1181 roku. Wcześniej Bolesław Krzywousty utrzymał owo (zachodnie-) Pomorze w zależności lennej od Księstwa Polskiego. Ale kiedy, na mocy jego testamentu, od 1138 roku nastąpił podział dzielnicowy państwa, żaden z lokalnych władców piastowskich nie dysponował siłą, zdolną chronić Ducatus Pomeraniae przed nasilającymi się najazdami duńskimi na jego wybrzeża. Z rozsądku i z własnej woli wybrało zatem ono w 1181 roku status Meklemburgii – księstwa Rzeszy. Owo (zachodnie-) Pomorze nigdy przed 1945 rokiem nie należało bezpośrednio do Polski – podobnie jak późniejsze lenno wschodniopruskie. Jedyna między nimi różnica jest taka, że Szczecin pozostawał lennem polskim przez 60 lat (1121-1181), podczas gdy Królewiec ponad trzykrotnie dłużej (1466-1657). Sapienti sat.
           
Losy dziejowe Śląska – drugiej nadodrzańskiej pertynencji “państwa gnieźnieńskiego” – były tylko niewiele odmienne.Tutaj nie było żadnej reakcji pogańskiej, biskupstwo założone w roku 1000 we Wrocławiu, pozostawało w polskiej prowincji kościelnej do 1825 r., czyli do czasów porozbiorowych. Śląsk, przejęty u schyłku X w. od Przemyślidów, w ciągu następnego stulecia stał się obszarem spornym między Piastami i Przemyślidami; opanowany przez czeskiego Brzetysława, musiał zostać zwrócony Księstwu Polskiemu rozstrzygnięciem arbitrażu cesarskiego. Przez półtora wieku, do podziału dzielnicowego z 1138 roku, w centralnie zarządzanym Księstwie Polskim, był jednak Śląsk tylko biernym przedmiotem tych wydarzeń dziejowych. Osobowość polityczną uzyskał dopiero w tym podziale dzielnicowym. Jako odrębne księstwo we władaniu Władysława, seniora wśród synów Krzywoustego, z przedmiotu dziejów awansował do rangi ich podmiotu. 
           
Dramatyczny zwrot w dalszych dziejach Śląska przyniosło rychło wygnanie Władysława przez koalicję jego młodszych braci. Uszedł on wtedy do Cesarstwa, by wzorem poprzedników, jacy znaleźli się w podobnej sytuacji, szukać pomocy w przywróceniu mu jego dzielnicy poprzez arbitraż cesarski w tym rodzinnym sporze. Okazał się on sprawą trudną. Starania arbitrażowe cesarza Konrada III (1138-1152) pozostały bezowocne. Dopiero cesarz Fryderyk Barbarossa (1152 – 1190), gdy zbrojną interwencją na rzecz Władysława Wygnańca wkroczył do Wielkopolski, w tamtejszym Krzyszkowie (1157) wymusił przyrzeczenie, że z Władysławem zostanie zawarta ugoda co do jego powrotu na tron śląski. Przyrzeczenia tego nie dotrzymano i Władysław zmarł na wygnaniu. Dopiero po jego śmierci zwrócono synom Władysława dzielnicę śląską w 1163 r.
           
Jest to w dziejach Śląska data ważna, gdyż od tego czasu rozrastająca się linia Piastów śląskich, dzieląca między sobą tę krainę na lokalne księstwa (liczba ich wyniosła ostatecznie 23), coraz bardziej separowała się od pozostalych dzielnic piastowskich. Kiedy w 1320 r. Władysław Łokietek koronował się w Krakowie na króla Polski, śląscy Piastowie odmówili uznania tego króla krakowskiego, pozostając odtąd przez następne trzy i pół wieku w czeskiej Koronie św. Wacława a wraz z nią – w Cesarstwie. W tym statusie politycznym i przy długotrwałym napływie osadnictwa niemieckiego z zachodu, Śląsk szybko stawał się krajem języka niemieckiego. Stał się on również językiem jego piastowskich władców, których już nic, poza przeszłością , a może i pochodzeniem , z Polską nie łączyło. Książęta śląscy prowadzili własną politykę, pod Grunwaldem i w czasie wojny trzynastoletniej, walczyli po stronie krzyżackiej. Nadal jednak nazywali się Piastami. O ponad trzy wieki przeżyli Piastów na tronie Polski (1370), o ponad półtora wieku ostatnią, poza nimi, linię Piastów mazowieckich (1526); sami już tylko w latach 1526-1675 reprezentowali “Piastów ród”. Taką była ironia historii, dla rzeczników piastowskiej legendy dynastycznej pigułka wyjątkowo trudna do przełknięcia.
           
Polecam szkic kartograficzny z Gniazda Orła Białego[40]. Pokazuje on wymownie, czym jest Polska bez obu omówionych nadodrzańskich pertynencji. Jej granica zachodnia biegnie linią wododziału Odry z Wartą i Wisłą, będąc zarazem zachodnią granica zarówno Wielkopolski, jak i Małopolski. Wczesny, strefowy zarys tej granicy, wytyczyły wydarzenia XII wieku, z czasów panowania cesarza Fryderyka Barbarossy. Jej linearny przebieg ustalił się w XIV wieku i trwał aż do rozbiorów z zupełnie tylko nieznacznymi, lokalnymi modyfikacjami. Odrodził się w XX wieku w postaci międzywojennej granicy zachodniej Polski niewiele różnej od granicy przedrozbiorowej (zmiany na korzyść Niemiec w jej części północno-zachodniej, zmiany na korzyść Polski w jej części południowo-zachodniej). W sumie była to jedna z najtrwalszych międzypaństwowych granic w Europie.
           
            7. Tysiąclecie europejskich państw narodowych?                       
Zdania końcowe Narodzin Międzymorza głoszą: W ciągu X w. uformowało się 14-16 państwnarodowych, z których każde miało odrębną tożsamość. Wyliczmy je, poczynając od północnego zachodu: Anglia, Norwegia, Szwecja, Dania, Francja, Burgundia, Niemcy, Polska, Czechy, Węgry, Chorwacja, Ruś Kijowska, Ruś Połocka, Bułgaria; formalnie istniało ponadto królestwo Italii, a na Półwyspie Iberyjskim królestwa później zjednoczone w Hiszpanię[41].Poddajmy krytycznej analizie kolejno obie części tej wypowiedzi: najpierw zajmijmy się genezą europejskich państw narodowych, a następnie ową listą honorową “Ojców-Założycieli” tworzącej się Europy.
           
Europejskie państwa narodowe, a więc posiadające tożsamość etniczną, są tworami dopiero dwóch ostatnich stuleci. Nie znano ich w średniowieczu, ani w wieku XVI, kiedy podział wyznaniowy Europy zniszczył jej średniowieczną jedność cywilizacyjną a wojny wyznaniowe dezintegrowały społeczeństwa zachodnioeuropejskie. Przejście do nowej epoki nastąpiło podczas wojny trzydziestoletniej 1618-1648, kiedy to kardynał de Richelieu (a nie generał de Gaulle trzy wieki później), stworzył koncepcję Europy Ojczyzn – świeckich państw, dających poddanym wolność wyznaniową, ale obligujących ich do wierności wobec Króla i Ojczyzny. Państwa dynastyczne przez następne półtora wieku, aż do rewolucji francuskiej 1789 r., zdominowały scenę polityczną Europy. Jose Ortega y Gasset w Rozmyślaniach o Europie wyraża opinię, że w nadatlantyckich imperiach oceanicznych już wtedy “ta rzeczywistość, jaką są <narody> pojawia się wyposażona we wszystkie swe cechy, w pełni ukonstytuowana”[42]. Ale ciągle tam jeszcze brakowało dominacji tego substratu etnicznego, który stanowi podstawę państwa narodowego. W owej epoce Ojczyzna, Państwo i Naród znaczyły w zasadzie to samo. Rzeczpospolita Obojga Państw nazywała się zatem Rzeczpospolitą Obojga Narodów.
           
Dopiero podczas rewolucji francuskiej i wojen napoleońskich (1789-1815) zrodziła się koncepcja państwa narodowego. Stanowiła ona logiczne następstwo hasła tej rewolucji: wojny ludów przeciwko królom. Teraz wreszcie “ludy” identyfikowane były według ich etnicznych odrębności, a poeci je edukowali: Ernst Arndt wierszem Was ist des Deutschen Vaterland? (1812), Władysław Bełza wierszem: Kto Ty jesteś? Polak mały (1900). Różnica tych dat wyznacza tempo, w jakim fala nacjonalizmu, zrodzonego w rewolucyjnej Francji, przelewała się stamtąd ku wschodowi Europy. Dużo czasu upłynęło, zanim w latach 1870-1871 doprowadzone zostało do końca dzieło, bałamutnie nazywane zjednoczeniem Włoch oraz zjednoczeniem Niemiec. Zjednoczyć można tylko to, co wcześniej zostało podzielone, a tak nie było w przypadku tych krajów. Niemcy od wejścia do cywilizacji europejskiej, zawsze były Rzeszą, zrzeszeniem federacyjnym ich krain składowych; Italia, od upadku cesarstwa zachodniorzymskiego nigdy nie była polityczną całością: poprawnie winno się zatem mówić o powstaniu narodowego państwa niemieckiego i o powstaniu narodowego państwa włoskiego.
           
Pod koniec XIX wieku ta fala nacjonalizmu ogarnęła społeczności, których wspólną ojczyzną była Rzeczpospolita Obojga Narodów. Rozbiory Rzeczypospolitej (nie: rozbiory Polski, jak to się zwykło nazywać), zniszczyły to państwo, ale nie zniszczyły pamięci jego mieszkańców o wielowiekowej tradycji ich wspólnoty dziejowej. Pokolenia porozbiorowe żyły nadzieją odzyskania niepodległości państwa w granicach z 1771 roku, czyli restytuowania dawnej Rzeczypospolitej jako integralnej całości. W toku pierwszej wojny światowej nadzieje te miały szanse spełnienia: Rosja, główny zaborca ziem Rzeczypospolitej Obojga Narodów, została z tych ziem całkowicie wyparta, aż do strefy dzisiejszej granicy zachodniej Federacji Rosyjskiej. Wtedy jednak narody, których Rzeczpospolita Obojga Narodów była wspólną ojczyzną: Polacy, Ukraińcy, Litwini, Łotysze, Białorusini – zgodnie odrzekli się tej ojczyzny, rywalizując o budowę na jej obszarze pięciu własnych państw narodowych. To nie rozbiory, ale właśnie ta zdrada pamięci o wspólnej przeszłości, spowodowała pasmo straszliwych wydarzeń, jakie mieszkańców tego obszaru dotykały w ciągu XX wieku.
           
Europa międzywojenna dopięła swego: składała się wówczas praktycznie tylko z państw narodowych. Czy była przez to szczęśliwszą? Czy była bezpieczniejszą? Odpowiedź na to dała katastrofa drugiej wojny światowej, którą na Starym Kontynencie wszyscy przegrali, zarówno zwyciężeni, jak i mniemani zwycięzcy. Konsekwencją tej nowej wojny trzydziestoletniej – jak Winston Churchill nazwał epokę obu wojen światowych 1914-1945 – był odwrót na zachodzie Europy od idei państwa narodowego, tak jak wcześniej od idei państwa dynastycznego, a jeszcze wcześniej od wojen wyznaniowych, dezintegrujących cywilizacyjną jedność Europy.
           
Znakiem czasu jest dziś reintegracja Starego Kontynentu, przekształcająca go we wspólnotę ogólnoeuropejską. Stwarza to szerokie pole działania dla geografii historycznej, zajmującej się regionami historycznymi Europy, w ich kolejnych dziejowych przekształceniach: które z nich wyrastały na odrębne państwa, które się z określonego państwa wyodrębniały, które się w nową całość państwową składały, które wreszcie były przechwytywane, bądź dzielone między państwa ościenne. Z sumy tej wiedzy, wynikają praktyczne wnioski dla geografii regionalnej jednoczącej się Europy.
           
Wprowadzenie omawianej tutaj sprawy do Narodzin Międzymorza, jest według mnie zbędne i niepotrzebne. Lista 14-16 państw narodowych Europy X wieku może być przez wielu kontestowaną. Jedni z nich uzupełnią tę listę propozycjami przez Leszka Moczulskiego nieuwzględnionymi, inni zapytają, czy Ruś Połocka w X w. była w ogóle państwem, a co dopiero narodowym, albo jeśli Burgundię uznać za państwo narodowe, to co się stało z narodem burgundzkim, kiedy państwa tego definitywnie zabrakło na mapie Europy? Czy prestiż takich państw jak Holandia, czy Szwajcaria, jest umniejszony brakiem ich na tej liście, tylko dlatego, że znacznie później wybiły się na niepodległość, chociaż ich terytoria w X w. znajdowały się w cywilizacyjnie zaawansowej w rozwoju części Europy? Czy Królestwo Polskie w latach 1569-1795 stanowiło odrębne państwo europejskie, będąc częścią składową Rzeczpospolitej Obojga Narodów? Teza, że na Europę X w. składało się kilkanaście państw narodowychwymaga udowodnienia, od zdefiniowania pojęcia: państwo narodowe poczynając. Po co autorowi Narodzin Międzymorza tego rodzaju komplikacje?
                       
8.    Koniec historii?
Horyzont czasowy Narodzin Międzymorza kończy się w połowie XI wieku. Autor, w wielu miejscach tej książki nawraca do tak wyznaczonej cezury, tłumacząc, dlaczego akurat ją wybrał: Procesy integracyjne, w których następstwie formowały się osobne państwa i wspólna <res publica christiana> stworzyły Europę, w której dzisiaj żyjemy. Inwazja mongolska [..] zamknęła epokę i obszar formowania się cywilizacji europejskiej. Nim to nastąpiło, parę stuleci wcześniej ludy i narody zbudowały geopolityczną strukturę tej unikalnej przestrzeni, a w jej ramach wybitego w tytule pracy Międzymorza[43]. Cezura XIII/XIV w. wydaje się natomiast zbyt późna; system europejski istniał już od dobrych dziesięciu pokoleń. Dlatego za cezurę końcową zdecydowałem się przyjąć połowę XI w. Nie można jej połączyć z jakimkolwiek pojedyńczym wielkim faktem historycznym[44]. Próbą rozwiązania problemu było wyodrębnienie przedziału czasowego, w którym formują się trwale państwa europejskie, połączone w całkowicie odrębny i bardzo wyrazisty system cywilizacyjno-geopolityczny. [..] Pomiędzy połową X a połową XI wieku zakończyło się formowanie europejskiego systemu państw[45]. Geopolityczne kształtowanie się <młodszej Europy> następowało w tym samym czasie, co finalizacja rozpoczętych wcześniej procesów tworzenia państw narodowych Europy zachodniej. Ogólnie w ciągu X wieku uformował się, a w następnym okrzepł polityczny system obejmujący tę część świata. Od samego początku cechowała go kompletność funkcjonalna, zapewniająca trwanie do dzisiaj. Istotną jej częścią był szczególny wkład geopolityczny krajów Międzymorza[46].
           
Można to podsumować słowami Pisma: dokonało się. Jeżeli rzeczywiście, w czasach rzymskich, wewnątrz “obwodnicy centralnej” skoncentrowana była ludność rodzima, która stamtąd dokonała ekspansji słowiańskiej na rozległe obszary Młodszej Europy; jeżeli rzeczywiście, państwo polskie z przełomu X/XI wieku zintegrowało ogół ziem dorzecza Wisły i Odry, czyli cały region geopolityczny; jeżeli rzeczywiście, rodząca się wtedy Polska znalazła się w gronie kilkunastu europejskich państw narodowych, jużwtedy można było ogłosić koniec epoki, czy wręcz koniec historii. Ponieważ Polska już wtedy rzekomo uzyskała to wszystko, co ponownie posiadła tysiąc lat później, na przełomie II/III milenium ery chrześcijańskiej. A całe to minione milenium, z jego zawirowaniami dziejowymi, możnaby zignorować, jak długi, koszmarny sen, jak – cytując Szekspira – opowieść idioty, długą, wrzaskliwą i nic nie znaczącą. Do tego jedna uwaga: przy podobnym manipulowaniu historią, zeszlibyśmy do poziomu propagandy, czy to carskiej, czy sowieckiej (którą autor Narodzin Mędzymorza słusznie i dobitnie piętnuje), propagandy dla doraźnych potrzeb politycznych, przeinaczającej i “poprawiającej” historię dawnej Rusi.
           
Od historii wirtualnej powróćmy zatem na grunt historii realnej. Wiek XI kończył epokę chrystianizacji i przechodzenia do organizowania państw na większości obszaru Młodszej Europy. Zainspirowało te procesy w IX w. powstanie cesarstwa Karolingów, a przyspieszyło w X w. odrodzenie tego cesarstwa w Rzeszy. Około roku 1000 zakończył się proces, nazwany przez Dawsona The Making of Europe[47]. Następnie w XI a bodaj i w XII w. trwało utrwalanie i umacnianie tych przemian Młodszej Europy.
           
Nie godzę się natomiast z przytoczoną wyżej opinią Moczulskiego, jakoby to dopiero inwazja mongolska zamknęła epokę i obszar formowania cywilizacji europejskiej. Przeciwnie, inwazja ta była jednym z czterech wydarzeń XIII/XIV w., które otworzyły drogę dalszej ekspansji cywilizacji europejskiej na naszym subkontynencie, na Międzymorzu bałtycko-czarnomorskim. Pierwszym z tych wydarzeń była przymusowa chrystianizacja Bałtów, ujarzmionych w Prusach i Inflantach przez oba stworzone tam wtedy Państwa Zakonne. Drugim był skuteczny opór Litwy przeciwko tym najeźdźcom, owocujący powstaniem i umocnieniem się pogańskiego Wielkiego Księstwa Litewskiego pod rządami Giedymina (1315-1341). Trzecim było powstanie w 1295 r. Królestwa Polskiego, przez pięć stuleci (1295-1795) ważnego ogniwa cywilizacji europejskiej. Czwartym wreszcie, skutki najazdu mongolskiego dla dalszych dziejów Rusi Kijowskiej. Obu tym ostatnim wydarzeniom należy się tutaj dodatkowy komentarz.
           
Nie sposób przeoczyć analogii pomiędzy wczesnymi dziejami stworzonego przez Mieszka w 966 roku chrześcijańskiego księstwa i stworzonego przez Przemysła, ostatniego księcia wielkopolskiego, w 1295 roku Królestwa Polskiego. Testamentowe pozyskanie Pomorza Gdańskiego przez Przemysła i połączenie go w jedną całość państwową z Wielkopolską, było sukcesem na miarę stworzenia przez Mieszka “państwa gnieźnieńskiego”. Jedno stanowiło podstawę do stworzenia księstwa, drugie królestwa. Mieszko rządził swoim księstwem przez ćwierć wieku i testamentem chciał je zabezpieczyć przed osadzonym w Krakowie synem z pierwszego małżeństwa, Bolesławem Chrobrym. Król Przemysł został zamordowany w kilka miesięcy po koronacji. Ale Królestwo Polskie przetrwało bezkrólewie, poprzedzające objęcie tronu przez obu ostatnich Przemyślidów i następne, jeszcze dłuższe, po wygaśnięciu tej czeskiej dynastii. W tym czasie o tron polski ubiegał się książę Władysław Łokietek, wieńcząc swe starania koronacją na króla polskiego w Krakowie, w 1320 r., w ćwierć wieku po utworzeniu Królestwa Polskiego. W obu razach instytucja utworzona w Wielkopolsce, znalazła wkrótce swą stolicę w Małopolsce. Panowanie Bolesława Chrobrego i Władysława Łokietka również obfituje w analogie. Pierwszy, uwikłany w wojny na szlaku prasko-kijowskim, nie mógł przeciwdziałać reakcji pogańskiej, pozbawiającej go Pomorza; drugi, ubiegając się o Kraków, był bezradny wobec rywalizacji Brandenburczyków i Krzyżaków o Pomorze Gdańskie. Traktując Krzyżaków jako sprzymierzeńców, wezwał ich do usunięcia Brandenburczyków z Pomorza Gdańskiego; zadanie to wykonali, ale prowincję tę zatrzymali dla siebie, włączając ją do Państwa Zakonnego. Zdrada ta wykopała przepaść między Królestwem Polskim a Państwem Zakonnym i stworzyła podstawy dla koalicji polsko-litewskiej przeciwko Krzyżakom.
           
Dla Rusi straszliwą katastrofą dziejową był najazd mongolski, podporządkowujący ją jarzmu Złotej Ordy. Jarzmo to było najsroższe dla ziem Rusi Zaleskiej w dorzeczu Wołgi, położonej najbliżej nadwołżańskiej stolicy Złotej Ordy. Im dalej ku zachodowi, tym większe były szanse zrzucenia tego jarzma. Skorzystała z tego Ruś Czerwona, inkorporowana do Królestwa Polskiego, a także Ruś Kijowska wcielana w granice Wielkiego Księstwa Litewskiego. Dla mieszkańców tych krain nie był to podbój, tylko wyzwolenie. Dlatego Olgierd, syn Giedymina (1345-1377) rozszerzył terytorium Księstwa na całe dorzecze Dniepru, czyniąc z tego ostatniego pogańskiego kraju Europy, największe jej państwo. Byłoby to absolutnie niemożliwe, gdyby najazd mongolski nie miał miejsca. Sytuacja polityczna Międzymorza bałtycko-czarnomorskiego w XIV wieku, czyniła jego integrację przedmiotem zainteresowania wszystkich jego podmiotów: Rusi Kijowskiej i Czerwonej, bo dawała im wolność od Złotej Ordy; Polski i Litwy, gdyż dopiero ich zespolenie stwarzało siłę, zdolną do odebrania Państwu Zakonnemu zarówno Pomorza Gdańskiego, jak Żmudzi; Litwie, bo pośrednictwo Polski w procesie jej chrystianizacji, dawało temu wielkiemu państwu szansę jego legitymizacji w res publica christiana, odbierając państwom zakonnym w Prusach i Inflantach pretekst do kontynuowania najazdów na Wielkie Księstwo Litewskie. Zawarta w Krewie (1385) unia dynastyczna otwarła drogę, wiodącą docelowo do przetworzenia Międzymorza bałtycko-czarnomorskiego w jedno państwo europejskie: Rzeczpospolitą Obojga Narodów (1569). Tworzyło się ono i rozrastało nie drogą podboju, lecz dobrowolnego akcesu zainteresowanych; znalazły się w nim, z woli ich ludności, również terytoria obu nadbałtyckich państw zakonnych, po sekularyzacji tych teokratycznych tworów. Czasy Królestwa Polskiego to najświetniejsze wieki polskiej historii, realizującej się na Międzymorzu bałtycko-czarnomorskim, w stworzonej tutaj bałtosłowiańskiej wspólnocie narodów. Przy skali i możliwościach tutaj istniejących, jakże blado prezentuje się średniowieczne Księstwo Polskie, będące wschodnim obrzeżem Naumannowskiej Mitteleuropy[48], wegetującym w cieniu sąsiadującego z nim Cesarstwa.
           
Polityczna koncepcja państwa narodowego, opętana ideą skupienia w nim jaknajwiększej liczby etnicznych ziomków (i najchętniej tylko ziomków) i posiadania granic, obejmujących ziemie macierzyste tych ziomków, docenia tylko materialne wartości państwa, jakimi są krew i ziemia, (w oryginale: Blut und Boden).Historiozoficzna ocena państwa uwypukla natomiast duchowe wartości, wnoszone przez to państwo do kręgu cywilizacyjnego, w jakim ono się znajduje. Z tego punktu widzenia Feliks Koneczny w Dziejach Polski za Piastów[49] wyróżnia trzy etapy awansu cywilizacyjnego ówczesnej Polski: najpierw było to państwo społeczeństwu narzucone, o rządach samodzierżawnych, jak później w caracie moskiewskim; epoka Polski dzielnicowej stworzyła możliwości regionalnej osobowości i autonomii księstw podziałowych, w których zaczęła się wówczas walka społeczeństwa o wpływ na rządy państwem; na koniec powstało Królestwo Polskie, szybko ewoluujące w kierunku państwa obywatelskiego, państwa przez społeczeństwo wytworzonego. Jego to wartości duchowe poniosło Królestwo Polskie w głąb Międzymorza B\bałtycko-czarnomorskiego, w dorzecza Dniestru, Niemna i Dniepru.

Antoni Chołoniewski w Duchu dziejów Polski[50] wylicza trzy najważniejsze z tych wartości duchowych: samorząd, wolność obywatelską i unię. Architektura utrwaliła wschodni zasięg jej poszczególnych stylów na terenie tego Międzymorza: mapa zasięgu zabytków architektury romańskiej pokazuje, że zabytki te w zasadzie nie wykraczały na wschodzie poza linię Wisły i Popradu, a więc poza “obwodnicę centralną”; mapa zasięgu zabytków gotyku sięga do wschodnich krańców dorzecza Wisły i dwiema odnogami obejmuje dorzecze Dniestru na południu i dorzecze Niemna na północy, zatrzymując się na obrzeżu dorzecza Dniepru, tę linię wododziałową przekraczając jedynie na południu Wołynia; zabytki architektury baroku rozsiane są w dorzeczu Dniepru, dochodząc aż do wschodniej granicy Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Taką jest chronologia rozprzestrzeniania przez Polskę cywilizacji europejskiej ku wschodowi, w późnym średniowieczu i w wiekach nowożytnych, aż po rozbiory Rzeczypospolitej – więc długo po XI-wiecznej cezurze, jaka według autora Narodzin Międzymorza: “zamknęła epokę i obszar formowania się cywilizacji europejskiej”.
 
                                          
                                                



[1]    L. Moczulski, Geopolityka. Potęga w czasie i przestrzeni, Wydawnictwo Bellona Warszawa 1999, s. 722.

[2]    Co ma państwo do historii? Debata PolitykaHistoryczna, “Gazeta Wyborcza” 14-15 czerwca 2008, s. 20n.

[3]    Narodziny Międzymorza o.c., przypis na s. 179.

[4]    P.Eberhardt, Między Rosją a Niemcami. Przemiany narodowościowe w Europie Środkowo-Wschodniej w XX w., PIW 1996; J. Kłoczowski, Młodsza Europa. Europa Środkowo-Wschodnia w kręgu cywilizacji chrześcijańskiej średniowiecza,PIW 1998; L. Moczulski, Narodziny Międzymorza, Bellona 2007.

[5]    Narodziny Międzymorza, o.c., s. 426.

[6]    Narodziny Międzymorza o.c., s. 85-370.

[7]    A. Piskozub, Dziedzictwo polskiej przestrzeni. Geograficzno-historyczne podstawy struktur przestrzennych ziem polskich, Ossolineum 1987, mapy na s.371 oraz s. 373.

[8]    Narodziny Międzymorza o. c.,s. 245.

[9]    Polska. Dzieje cywilizacji i narodu. Tom I: U źródeł Polski. Do roku 1038, Warszawa 2002, s. 110.

[10] Narodziny Międzymorza o.c., s. 254.

[11] Tamże, s. 353.

[12] M. Mączyńska, Wędrówki Ludów. Historia niespokojnej epoki IV i V wieku, PWN 1996, ss. 340, 342, 345.

[13] Tamże, s.278n.

[14] P. Kaczanowski, J.K. Kozłowski, Najnowsza historia Polski. Tom I. Najdawniejsze dzieje ziem polskich (do VII w.), Kraków 1998, s. 349.

[15] Mączyńska, o.c., s. 277

[16] Narodziny Międzymorza, o.c., ss. 571-573.

[17] Narodziny Międzymorza, o.c., s.428.

[18] U źródeł Polski, o.c., s.128.

[19] L. Czupkiewicz, Pochodzenie i rasa Słowian, Wrocław 1996, mapa na s. 9.

[20] G. Labuda, Materiały źródłowe do historii Polski epoki feudalnej, Warszawa 1954, s. 60.

[21] U źródeł Polski, o.c., mapa na s. 116.

[22] Z. Gloger, Geografia historyczna ziem dawnej Polski, Kraków 1903.

[23] Narodziny Międzymorza, s. 730.

[24] U źródeł Polski, s. 141.

[25] Tamże,s.146.

[26] Narodziny Międzymorza, s.564.

[27] U źródeł Polski, s. 146.

[28] Ibidem..

[29] Tamże, s.147.

[30] Narodziny Międzymorza, s. 585.

[31] Tamże, s. 509 przypis; s.607; s.608.

[32] Narodziny Międzymorza, s. 527.

[33]  Endekomuna (w:) A. Piskozub, Nie trzeba głośno mówić. Publicystyka 1997-2002,Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2003, ss. 67-69.

[34] Z. Wojciechowski, Polska-Niemcy.Dziesięć wieków zmagania, Wydawnictwo Instytutu Zachodniego, Poznań 1945.

[35] M. Kielczewska, O podstawy geograficzne Polski, Wydawnictwo Instytutu Zachodniego, Poznań 1946.

[36] A. Piskozub, Gniazdo Orła Białego, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1968, s. 9.

[37] T. Otremba, Wyżyna polska. O zachowaniu całości i niepodległości Polski, WydawnictwoRegnum, Gdańsk 1997.

[38] A. Piskozub, Polska w cywilizacji zachodniej, Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 1995.

[39] T. Otremba, Niemcy-brama Polski do nieba, Wydawnictwo Regnum, Gdańsk 2000, s. 84.

[40] Gniazdo Orła Bialego o.c., rys. 7, s. 63.

[41] Narodziny Międzymorza, s. 784, przypis.

[42] J. Ortega y Gasset (w:) Bunt mas i inne pisma socjologiczne, Warszawa 1982, s. 672.

[43] Narodziny Międzymorza, s. 7.

[44] Tamże, s. 34.

[45] Tamże, s. 36.

[46] Tamże, s. 777.

[47] Ch. Dawson, The Making of Europe, London 1929; przekład polski: Tworzenie się Europy, Warszawa 1962.

[48] F. Naumann, Mitteleuropa, Berlin 1915.

[49] F. Koneczny, Dzieje Polski za Piastów, Kraków 1902.

[50] A. Chołoniewski, Duch dziejów Polski, Warszawa 1919.








Komentarze

komentarze

stat4u