Andrzej Piskozub: Gdańsk w cywilizacji europejskiej

prof. dr hab. Andrzej Piskozub
 
Przez okrągły rok świętujemy milenium Gdańska. To tak, jak gdyby powstał on, został założony, dokładnie tysiąc lat temu, w 997 roku. Przecież to nieprawda. Tysiąc lat temu odwiedził to miejsce biskup Wojciech, w drodze na misję pruską. Gdańsk był wtedy osadą pomorską, już od jakiegoś czasu istniejącą. Jak długo? Tego nie wiemy i raczej nigdy nie będziemy wiedzieli, gdyż sugestie archeologiczne są w tej kwestii jedynie przybliżone. Nikt zatem przed okrągłym tysiącem lat Gdańska nie zakładał. Wojciech przybył do Gdańska dawniej już istniejącego i, jak czytamy w jego z tamtych czasów pochodzącej biografii, chrzcił licznych jego mieszkańców.
           
Gdańsk przed tysiącem lat wszedł do historii powszechnej właśnie tą Wojciechową w nim wizytą i chrztem przez biskupa tutaj przeprowadzonym. Był to pierwszy udokumentowany kontakt Gdańska z cywilizacją, zamiennie nazywaną zachodnią, bądź europejską, bądź wreszcie łacińską. Ostatnia z wymienionych nazw ujawnia korzenie naszej cywilizacji: jej rodowód, wiążący się z przyjęciem chrześcijaństwa w obrządku rzymsko-katolickim. Państwa Europy, które w tamtym stuleciu takiego właśnie wyboru dokonały: Czechy, Polska, Węgry, Skandynawia – postawiły na właściwą kartę, na drogę cywilizacyjną, do której należała wielka i wspaniała przyszłość. Ci, którzy równocześnie wybrali alternatywną kartę bizantyjską, przyjmując chrzest w obrządku wschodnim – jak Ruś – zapłacili za to wielowiekowym zastojem, odcięciem się od przemian, jakie charakteryzowały krąg cywilizacji zachodniej i z ogromnym opóźnieniem przyszło im to odrabiać wybijaniem okna do Europy.
           
Dlatego tak istotne dla regionów południowego i wschodniego obrzeża Bałtyku, w których utrzymywały się ostatnie w Europie strefy pogaństwa, jest to, że zostały one schrystianizowane w tym samym co Polska obrządku rzymsko-katolickim. Czy jednak już misja świętego Wojciecha wprowadziła Gdańsk i Pomorze Gdańskie do cywilizacji zachodniej? Odpowiedź na takie pytanie jest identyczna, jak w odniesieniu do państwa Piastów. Czy chrzest Mieszka I w 996 roku, to już wejście Polski do cywilizacji zachodniej? Nie, to zaledwie opcja na rzecz owego pierwszego związania się Polski z Europą. Potrzeba było czasu dla utrwalenia się nowego ładu cywilizacyjnego. Historyk Adam Vetulani wywodził, że dopiero gnieźnieński zjazd w 1000 roku cesarza Ottona III z Bolesławem Chrobrym, połączony z utworzeniem polskiej prowincji kościelnej i kilku najstarszych podporządkowanych jej diecezji, oznaczał uznanie Polski jako członka cywilizacyjnej wspólnoty europejskiej, jej pełne wejście do Europy.
           
Jak zatem sprawy miały się z Gdańskiem? Jego mieszkańcy, przyjmując chrzest z rąk biskupa Wojciecha, wyrazili tym swą opcję na rzecz związku z cywilizacją zachodnią. Na pełne wejście Gdańska i jego regionu do Europy trzeba było czekać jeszcze długo. Biskupstwo postanowione w roku 1000 dla Kołobrzegu okazało się efemerydą. Chrystianizacja Pomorza nastąpiła dopiero w XII stuleciu a jej wyznacznikami dla Gdańska i Pomorza Gdańskiego były wtedy: po pierwsze, utworzenie w 1123 roku diecezji z siedzibą biskupią we Włocławku, w granicach której znalazł się Gdańsk i Pomorze Gdańskie; po drugie, bulla papieża Eugeniusza III z 1148 roku, wymieniająca podporządkowane tej diecezji ośrodki pomorskie, wśród nich i gród gdański – castrum Kdanzc.
           
W tym miejscu zauważyć trzeba, że wtedy dopiero po raz drugi nazwa naszego miasta pojawiła się w dokumencie historycznym. Gdyby żywotopisarz świętego Wojciecha zlekceważył i pominął w nim gdański epizod wyprawy misyjnej biskupa – będący przecież tylko postojem etapowym w drodze ku pruskiemu celowi misji – to najwcześniejszą wzmianką o Gdańsku byłaby owa bulla papieska z 1148 roku. A wtedy zamiast milenium w tym roku, mógłby Gdańsk w nadchodzącym 1998 roku obchodzić zaledwie swe 850-lecie.
           
Wreszcie trzecim ważnym wydarzeniem owego XII stulecia było utworzenie w ostatnim jego ćwierćwieczu cysterskiego opactwa w Oliwie, w bliskim sąsiedztwie Gdańska. Odtąd Pomorze Gdańskie stało się niekwestionowaną cząstką europejskiej wspólnoty cywilizacyjnej, a gdańska dynastia książęca wyłoniła się ostatecznie z wczesnodziejowego, bajecznego okresu. Zanim dynastia ta wygasła, u schyłku XIII wieku, nastąpił kolejny punkt zwrotny dziejów Gdańska i jego regionu w kręgu cywilizacji zachodniej. Dokonywał się on podczas długiego panowania księcia Świętopełka Wielkiego. Kiedy książę ten obejmował władzę nad Pomorzem Gdańskim w 1220 roku, na wschodzie, za Wisłą nie było jeszcze Krzyżaków; na zachodzie Marchia Brandenburska jeszcze nie przekroczyła Odry; na północy realną siłą na morzu byli żeglarze duńscy a Hanza jeszcze nie istniała. Kiedy w 1266 roku panowanie Świętopełka Wielkiego dobiegło końca,   za Wisłą istniało, coraz bardziej rosnące w siłę Państwo Zakonne, które w wojnie ze Świętopełkiem wyparło Pomorze Gdańskie z terenów, jakie ono posiadało na wschód od Wisły; na wschód od Odry na pustkowiach Pojezierza Pomorskiego, Brandenburgia stworzyła swą Nową Marchię, z której grzbietem tego pojezierza, sławetną via marchiorum, pośmierci Świętopełka dwukrotnie uderzyła na Gdańsk: odparta w 1269 roku, ponowiła najazd w 1306 roku, przegrywając wtedy z Krzyżakami walkę o panowanie nad Pomorzem Gdańskim; na Bałtyku wielką potęgą morską stała się Hanza, której najważniejszym miastem związkowym była Lubeka; z czasem na jedno z najważniejszych miast hanzeatyckich wyrósł Gdańsk.
           
Świętopełk Wielki zamienił gród gdański w miasto z prawdziwego zdarzenia, założone na prawie lubeckim, według wzorców powszechnie wówczas przyjętych w cywilizacji europejskiej. Daty lokacji miasta Gdańska niestety nie znamy, gdyż przepadł dokument lokacyjny. Domniemywane są różne daty jego wydania, pomiędzy 1237 a 1263 rokiem. Od tej lokacji na blisko siedem wieków zmieniła się zasadniczo struktura etniczna mieszkańców Gdańska: dobiegł końca okres Gdańska pomorskiego, rozpoczął się okres Gdańska niemieckiego. Gdański historyk, Erich Keyser podaje, że wszyscy znani z imienia i nazwiska mieszczanie gdańscy ze schyłku XIII wieku wydają się być etnicznymi Niemcami. Tak było zatem już wtedy, gdy po wygaśnięciu gdańskiej dynastii książęcej, Gdańsk wraz z Pomorzem Gdańskim wszedł w skład Królestwa Polskiego utworzonego 26 czerwca 1295 roku; podobnie było i później, aż do końca drugiej wojny światowej: według Keysera w XIV wieku 96% nowoprzybyłych gdańszczan pochodziło z Cesarstwa; taki sam procentowy udział ludności niemieckiej w Gdańsku wykazał w 1910 roku ostatni przed pierwszą wojną światową spis jego mieszkańców.
           
Zmieniła się struktura etniczna ludności Gdańska, lecz trwała niezmienioną tożsamość cywilizacyjna miasta. Najazd, dokonany w 1306 roku przez Brandenburczyków, doprowadził do opanowania przez nich Gdańska, wraz z całą dzielnica gdańsko-pomorską. Krzyżacy, wezwani przez Łokietka do przyjścia z pomocą przeciwko Brandenburczykom, wyparli ich z Pomorza Gdańskiego, lecz dzielnicę tę wówczas zatrzymali dla siebie, wcielając ją do Państwa Zakonnego. Niemiecka ludność Gdańska wolała świecką władzę brandenburską od teokratycznego Państwa Zakonnego, za co doznała krwawych represji krzyżackich, nazwanych  rzezią gdańską. Kolejne podobne represje spadły na gdańskie władze miejskie sto lat później, kiedy po bitwie grunwaldzkiej złożyły one hołd Władysławowi Jagielle. Na pomoc przeciwko Krzyżakom ze strony Cesarstwa nie można już było w XV wieku liczyć, krótkotrwała aktywność militarna Brandenburgii przeminęła wraz z wygaśnięciem tamtejszej dynastii askańskiej. Niemiecka ludność Państwa Zakonnego zrzeszona przeciwko niemu w konspiracyjnym Związku Jaszczurczym, kiedy w 1454 roku podniosła otwarty bunt przeciwko Krzyżakom, oddała się pod opiekę króla polskiego.
           
Dopiero po 13-letniej wojnie polsko-krzyżackiej, na mocy pokoju toruńskiego z 1466 roku, Gdańsk z całą dzielnicą Pomorza Gdańskiego powrócił do Królestwa Polskiego. W ciągu dwóch stuleci, jakie upłynęły od jego lokacji, Gdańsk wyrósł na potężne miasto hanzeatyckie, o wspaniałej gotyckiej architekturze, z rozbudowanym portem i prężnym handlem morskim. Rzetelnej, obiektywnej analizy wymaga oszacowanie, jaki udział w tym wspaniałym rozwoju mają mieszczanie gdańscy, jaki organizacja handlowa Hanzy a jaki władze Państwa Zakonnego.
           
Równie rzetelne spojrzenie na wielowiekowe dzieje niemieckiej społeczności Gdańska, czy ogólniej – Prus Królewskich, musi odróżniać okres porozbiorowy tych dziejów, epokę nacjonalizmów, zapoczątkowaną dopiero w XIX wieku, od epoki przedrozbiorowej, kiedy owi etniczni Niemcy woleli być poddanymi króla polskiego, aniżeli Krzyżaków, czy kogokolwiek innego. Epoki 339 lat dziejów Gdańska (1466-1793), stanowiącej jedną trzecią cyklu milenijnego, która jest kroniką lojalności tej ludności w stosunku do Królestwa Polskiego. Przez analogię do postaw przedstawicieli ludności ruskiej w tymże Królestwie, można o nich mówić: gente Germani, natione Poloni. Tak trzeba spoglądać na torunianina Mikołaja Kopernika, który, jako poddany króla polskiego był Polakiem, a jednocześnie Niemcem w aspekcie etnicznym. W XIX wieku nacjonaliści obu narodów rozpoczęli emocjonalny spór o narodowość Kopernika, dzisiaj już bezprzedmiotowy, kiedy w wielkim astronomie widzi się po prostu Europejczyka, własność całej Europy. Dokładnie to samo można odnieść do wielu pokoleń Niemców gdańskich z epoki przedrozbiorowej, poczynając od Dantyszka – rówieśnika Kopernika. Tamci urodzili się i wyrastali w jeszcze jednolicie katolickiej Europie, przed jej wyznaniowym podziałem, w następstwie XVI-wiecznej reformacji i kontrreformacji.
           
Wtedy pojawił się kolejny punkt zwrotny w dziejach Gdańska, zdominowanego wówczas przez wyznanie luterańskie. Rozeszły się dalsze drogi kulturowe, z tymi dzielnicami państwa, w których górę wzięła potrydencka kontrreformacja. Nie był to jednak rozpad średniowiecznej jedności cywilizacyjnej Europy; pień tej wielowiekowej jedności cywilizacyjnej ostał się jako wspólna tradycja, na bazie której podzielona wyznaniowo Europa, odnajduje dziś swą wspólną tożsamość i jedność w procesie budowy Unii Europejskiej – przyszłych Stanów Zjednoczonych Europy. Wówczas jedynie dwa konary, północny i południowy, z tego europejskiego pnia wyłonione, rosnąć poczęły w odmiennym kierunku. Konar potrydenckiego katolicyzmu mógł się szczycić osiągnięciami barokowej architektury, sztuki czy literatury. Konar protestancki natomiast objął wyraźne przodownictwo w rozwoju nauki i techniki, przygotowujące podstawy wielkiego przewrotu w życiu całej ludzkości, jakim stała się nowożytna rewolucja przemysłowa. 
           
Z tą zreformowaną wyznaniowo europejską północą związany był handel morski Gdańska, w którym Holandia i Anglia stały się następczyniami i kontynuatorkami tradycji hanzeatyckich. Podobne związki pojawiły się w kulturze duchowej gdańszczan. Od tego wyznaniowego rozłamu nie podążali już oni po naukę na uniwersytetach Italii, lecz do Holandii. Gdańszczanin Clüver vel Cluverius, pionier w dziedzinie geografii historycznej, swą działalność naukową związał z holenderskim uniwersytetem w Lejdzie. Do Holandii, a także do Anglii podążał po naukę gdański astronom Heweliusz. Tam też kształcił się gdańszczanin Fahrenheit, pierwszy i bodaj jedyny z dawnej Rzeczypospolitej członek Royal Society – angielskiej akademii nauk. W XVIII wieku najwybitniejsi z gdańszczan jak malarz Chodowiecki, czy – przez pierwszą część swej naukowej działalności – filozof Schopenhauer, robili karierę w Berlinie. Owi etniczni Niemcy, jako poddani króla polskiego, w obywatelskim wymiarze czuli się Polakami, rozsławiającymi w świecie ziemię ojczystą, z której oni i ich przodkowie pochodzili. Na cześć wiedeńskiej wiktorii utworzył Heweliusz nową konstelację gwiezdną Tarczę Sobieskiego. Fahrenheit, konstruując swój termometr, jako punkt zerowy jego skali, przyjął największy mróz, jaki odnotował w Gdańsku zimą 1709 roku. Kierując berlińską Akademią Sztuk Pięknych, szczycił się Chodowiecki publicznie w języku niemieckim, tym że jest Polakiem. Kiedy w 1793 roku, podczas drugiego rozbioru Rzeczypospolitej zajęli Prusacy nieżyczliwy im Gdańsk, ojciec pięcioletniego wowczas Artura Schopenhauera przeniósł się wraz z rodziną do hanzeatyckiego Hamburga, aby – jak powiadał – nadal wolnym oddychać powietrzem.      
           
Dopiero w epoce porozbiorowej, pomiędzy czasami Napoleona i czasami Hitlera, krąg cywilizacji europejskiej został zhańbiony i podzielony konfliktami, wywoływanymi przez etniczne nacjonalizmy. Dopiero wtedy Niemiec podkreślać zaczął swoją niemieckość, a Polak – swoją polskość. Dopiero wówczas nacjonalistyczne spory doprowadziły do wystawienia w Toruniu pomnika Niemcowi Kopernikowi, a w Warszawie pomnika Polakowi Kopernikowi. Dopiero też wtedy zaczęto dzieje minionych wieków przewartościowywać, czyli przeinaczać i przerabiać, pisać nowe wersje ich historii, nieprawdziwe, bo wypaczone nacjonalistyczną nienawiścią z jej emocjami, uprzedzeniami i anachronizmami. Dopiero wówczas pojawiać się zaczęły bardzo odmienne wersje „ polskiej” i „niemieckiej” historii Gdańska, Zakonu Krzyżackiego, Hanzy, rodzimych dziejów pomorskich i tak dalej. Makabrycznym zwieńczeniem tego narastającego trendu nacjonalistycznych nienawiści były obie wielkie wojny XX wieku, de nomine „światowe” a de facto wewnętrzno-europejskie, niszczące rolę Europy w świecie i sprowadzające ją z pozycji podmiotu do pozycji przedmiotu geopolityki globalnej. Przyczyny, przebieg i skutki obu tych wojen są z różnych punktów widzenia świadomie przeinaczane na odmienną modłę, wskutek czego   prawdziwa historia XX wieku dopiero oczekuje jej rzetelnego opracowania. Dotyczy to w szczególności następstw drugiej wojny światowej, które dla dziejów naszego miasta stanowiły kolejny punkt zwrotny.
           
Niemiecka ludność Gdańska już to uciekła przed zbliżającym się od wschodu frontem, już to zginęła podczas ówczesnych walk i represji, już to po wojnie z własnej inicjatywy wyjechała do powojennych Niemiec, bądź została do nich wysiedlona. Siedem wieków dziejów etnicznie niemieckiego Gdańska dobiegło w ten sposób końca. Po pierwotnej pomorskiej a po niej niemieckiej jego strukturze etnicznej, przyszła kolej na nową kartę jego dziejów – polski Gdańsk. Mieszkając w tym mieście nieprzerwanie od września 1945 roku, byłem naocznym świadkiem wielkiej przemiany struktury etnicznej Gdańska. Zniszczone miasto, gdy do niego przybyłem, można było określić jako niemiecko-polskie: wtedy jeszcze dawna ludność przeważała tu liczebnie nad nową, napływającą, polską. W rok później już się proporcje te odwróciły i miasto stało się polsko-niemieckie. A niedługo potem, jeszcze przed końcem lat 40., Gdańsk stał się miastem jednolicie polskim, gdyż udział Polaków w jego ludności przypominał owe 96%, na jakie w ciągu minionych wieków szacowano udział jego dawnej, etnicznie niemieckiej ludności..
           
W tym miejscu trzeba jednak postawić zasadnicze pytania. Czy istotnie dopiero rok 1945 rozpoczął napływ ludności polskiej nad Zatokę Gdańską? Czy nie trzeba tej daty cofnąć do dwudziestolecia międzywojennego, kiedy w Wersalu odradzającej się z zaborów Polsce nie zwrócono ujścia Wisły z Gdańskiem a tylko ich obrzeże, na którym międzywojenna Polska wybudowała port i miasto Gdynię? I trzecie pytanie, najważniejsze: w imię jakiej politycznej intencji to nowe miasto portowe powstało?
           
Szukając na te pytania odpowiedzi, przyjrzeć się musimy innemu dwudziestoleciu dziejów gdańskich, z sytuacją analogiczną, tylko lustrzanie odwróconą: do międzyrozbiorowych lat 1772- 1793, kiedy to Prusom przyznano całe przedrozbiorowe województwo pomorskie, z wyjątkiem Gdańska, który w obrębie swych murów miejskich pozostawał enklawą Rzeczypospolitej, broniącą się przed zaborem pruskim. Co Fryderyk Wielki przedsięwziął wówczas przeciwko Gdańskowi? Na obszarze obecnej dzielnicy Chełm budować zaczął miasto Stolzenberg, które miałoby przejąć funkcje handlowe Gdańska; inne zadania handlowe wyznaczył Nowym Szkotom; a tuż przy Zatoce Gdańskiej zbudował Nowy Port. Z jaką intencją polityczną to czynił? Aby trwale zaszkodzić Gdańskowi, aby go zniszczyć? Nie, król pruski także był państwowcem, przedstawicielem władzy absolutnej, ale nie zapominajmy, że był to absolutyzm oświecony. Środki, jakie przeciwko Gdańskowi przedsięwziął, miały charakter doraźny: nie aby go niszczyć, nie aby mu trwale zaszkodzić, lecz by go skruszyć w jego antypruskim uporze. Pokazała to najbliższa przyszłość, gdy tylko minęła zawierucha wojen napoleońskich. W Gdańsku zainstalowano władze prowincji Prus Zachodnich, przy pierwszej reformie podziału administracyjnego w 1817 roku włączono do Gdańska obszary, które miały być jego przeciwwagą; funkcje handlowe Stolzenbergu i Starych Szkotów powróciły do historycznego centrum miasta a Nowy Port okazał się cenną inwestycją, gdyż stary port gdański nad Motławą stawał się nieodpowiedni dla coraz większych statków morskich.
           
Takich reform, anulujących międzywojenną politykę represyjną, zabrakło w Polsce po drugiej wojnie światowej. Popularne określenie Trójmiasto, zaświadcza, że w świadomości społecznej oczywistą stała się zurbanizowana jedność Gdańska, Sopotu i Gdyni, powiększająca się o coraz to dalsze przyległe, urbanizujące się ich peryferia. Scalenie całego tego zurbanizowanego obszaru w jedną, milionową metropolię miejską, w powiększony do takich obszarów polski Gdańsk zostało przegapione w okresie PRL-u, kiedy można to było zrealizować jednym dekretem administracyjnym, ale ważna i pilna do urzeczywistnienia obecnie, chociaż znacznie utrudniona przez biurokratyczne rafy, stawiane w imieniu partykularnych ambicji lokalnych samorządów .
           
Wierność dziedzictwu kultury, pamięć o wspólnych korzeniach naszego kręgu cywilizacyjnego zobowiązuje. Szczególnie współcześnie, gdy rozdzierana przez wieki konfliktami wyznaniowymi, dynastycznymi, nacjonalistycznymi cywilizacja europejska odnajduje swoje korzenie, tradycje i dawną jedność w obecnym procesie integrowania się Europy. W wymiarze naszego miasta oznacza to uznanie dla tysiącletniej kulturowej tradycji gdańskiej – obojetnie, czy rodzimej, kaszubsko-pomorskiej, czy niemieckiej, czy polskiej. Każda inna postawa byłaby postawą barbarzyńcy. Takimi byli ci nieliczni, jacy po drugiej wojnie światowej radzili, aby całkowicie zaniechać odbudowy zniszczonego „niemieckiego” Gdańska, stawiając zamiast tego na „polską” Gdynię.     
           
Rad takich barbarzyńców nie posłuchano. Podjęto dzieło odtworzenia historycznych pamiątek Gdańska w formie jak najdoskonalszej. Nie zawsze i nie we wszystkich szczegółach to się udało, co przy takiej skali przedsięwzięcia nikogo nie dziwi. Wystarczy jednak spojrzeć na wnętrze Dworu Artusa, w jakim odbywa się tegoroczna inauguracja nowego roku akademickiego na Uniwersytecie Gdańskim, czy na sale sąsiedniego Ratusza Głównomiejskiego, aby być pewnym, że wierność tradycjom kultury została dotrzymana. Powróciły na dawne miejsca dzieła dawnej sztuki gdańskiej, bez względu na to, jakiej narodowości, bądź wyznania byli ich twórcy.
           
Tę wierność tysiącletnim związkom z cywilizacją europejską potwierdza od początków niezmienna w swej osnowie nazwa naszego miasta. Przecież ów Gyddanyzc, zapisany w takiej postaci w Vita Sancti Adalberti, to forma, w jakiej posługujący się łaciną żywotopisarz świętego odtworzył niemożliwą dla niego do wymówienia pomorską nazwę: Gdansk. W dokumentach państwa piastowskiego nazwa ta powraca jako Gdanisc, już z owym zmiękczeniem końcówki, charakterystycznym dla języka polskiego. A niemieccy osadnicy w Gdańsku wymawiali tę nazwę jako Dancek, Danzig, co także nie było tworzeniem własnej, nowej nazwy, tylko swoistym wymawianiem nazwy od zawsze tutaj istniejącej,
           
Gdansk – Danzig – Gdańsk trwałością imienia tego miasta w ciągu tysiąca lat potwierdza ciągłość dziejowych tradycji, kolejno w miejscu tym się nawarstwiających.
 
 
Wykład inauguracyjny na rozpoczęcie roku akad. 1997/1998 na Uniwersytecie Gdańskim.
 
                                                                            
 
 
 
 
 
 
 
 

Komentarze

komentarze

stat4u