Andrzej Piskozub: Endekomuna

prof. dr hab. Andrzej Piskozub
 
Endekomuna to zbitka terminologiczna łatwa do rozszyfrowania: połączenie haseł ideologicznych endeckich z komunistycznymi. Mikstura ta, zdawałoby się, nie do pomyślenia, stała się rzeczywistościa od zarania Polski Ludowej. Już sławetny Manifest PKWN z lipca 1944 roku pokazał, jak program nacjonalistycznej skrajnej prawicy polskiej można zużytkować w interesie przeciągnięcia społeczeństwa polskiego na stronę niepopularnej komunistycznej władzy. Hasła nacjonalistyczne miały być ową marchewką, ułatwiającą pogodzenie się Polaków z nową władzą, jaka wraz z Armią Czerwoną przybyła i zainstalowała się w Lublinie a później w Warszawie.
           
Szaniec był podziemnym pismem Obozu Narodowo-Radykalnego, a zatem skrajnego nacjonalistycznego skrzydła, od 1934 roku wyłonionego z endecji, czyli ze Stronnictwa Narodowego. Pismo to, w numerze 49 z 1940 r., sformułowało polskie cele wojenne następująco:
           
Polska musi odzyskać (…) na zachodzie co najmniej linię dolnej Odry (ujście obustronne) i cały Śląsk po Nissę Łużycką. Państwu polskiemu przysługiwać będzie prawo wysiedlenia do Niemiec całej ludności niemieckiej, niezależnie od ewentualnej opcji tejże ludności według swobodnego uznania właściwych władz polskich.
           
Komunistom w tym czasie nie przychodziło na myśl wskrzeszenie państwa polskiego, a co dopiero przesunięcie jego granicy zachodniej na linię Odry i Nysy Łużyckiej. A jednak w kilka lat później ów postulat ONR-owski zrealizowali co do joty; podobnie jak wysiedlenie Niemców z terenów położonych na wschód od tej linii czy w ogóle zmobilizowanie “ducha narodowego” do akcji przebudowy kraju. Nieprzypadkowo masowa organizacja ogólnospołeczna – odpowiednik PRON-u z czasów stanu wojennego – nosiła w epoce Bieruta nazwę identyczną jak w innych krajach organizacje typu faszystowskiego: Front Narodowy. Popularny wiersz głosił o nim: Front Narodowy – to socjalizmu śmiałe budowy… Tenże Bierut określał Polskę Ludową jako narodową w formie, a socjalistyczną w treści; połączenie tych przymiotników nie wymaga komentarza.
           
W sedno zatem trafił Czesław Miłosz, pisząc w Traktacie poetyckim:
 
                                   Niech tutaj będzie wreszcie powiedziane:
                                   Jest ONR-u spadkobiercą Partia.
                                   A poza nimi nic nigdy nie było
                                   Prócz buntu godnych pogardy jednostek.
 
                                               Któż miecz Chrobrego wydobywał z pleśni?
                                               Któż wbijał myślą słupy aż w dno Odry?
                                               I któż namiętność uznał narodową
                                               Za cement wielkich budowli przyszłości?
 
Tradycyjna polityczna postawa endecji była w swych podstawowych założeniach zdecydowanie prorosyjska i zdecydowanie antyniemiecka. Rewolucja bolszewicka program ten zakłóciła: odtąd klientami czerwonej Rosji stali się komuniści. Jednakże od objęcia władzy nad Polską przechwycili oni antyniemieckie hasła endecji. Jej zwolennicy w ogromnej części przyjęli to “zaproszenie do tanga” i współdziałali z władzą ludową w niemcożerczej propagandzie, działając w odpowiednich instytutach, uczelniach, urzędach Polski Ludowej. Co prawda, trzeba było przy tym przełykać gorzkie pigułki, serwowane przez międzynarodowy obóz komunistyczny, jak na przykład dostrzeganie “dobrych Niemców” akurat w totalitarnych bandziorach z NRD, strzelających na Murze Berlińskim do swych rodaków i gotowych zbrojnie rzucić się na polskiego “sojusznika” czy to w 1956, czy 1980 roku.
           
Taką była geneza i dalsze dzieje endekomuny. Polska Ludowa przeszła do historii, system komunistyczny wyparował, ale homo sovieticus polskiego chowu, w duchu tej endekomuny przez niemal pół wieku indoktrynowany, nadal duchowo pozostaje agentem interesów Moskwy. Deklaruje się jako prawicowiec i antykomunista; i szczerze w to wierzy, ale zarazem głosi taki oto “program dla Polski”:
 
1.    Niemiec to zawsze nasz wróg, głęboko nam nieprzyjazny.
2.    Rosja jest wobec tego naszym naturalnym słowiańskim pobratymcą i sojusznikiem.
3.    Niepodległe Ukraina, Białoruś i Litwa zawsze będą wspólnikami Niemiec a zarazem wrogami tak Rosji, jak i Polski; a zatem Rosja i Polska powinny przeciwstawiać się ich niepodległości i dzielić między sobą ich terytoria.
4.    Integracja europejska to przedsięwzięcie nader podejrzane, grożące utratą narodowej tożsamości i suwerenności Polski.
5.    Uczestnictwo w NATO grozi nam tym samym, a zatem trzymajmy się z daleka i od tej organizacji.
           
Pieniądze płyną z Moskwy – tak zatytułował swą książkę Jacques Doriot, gdy rozstał się z ruchem komunistycznym. Ten długoletni działacz Kominternu i członek Biura Politycznego Komunistycznej Partii Francji, wiedział o czym pisze. Pieniądze płynęły z Moskwy na finansowanie prosowieckiej agentury. Wcześniej o dwa wieki płynęły z carskiego Sankt Petersburga dla rosyjskiej agentury w Polsce. W dawnej Rzeczpospolitej nie szczędzili tych pieniędzy ambasadorowie rosyjscy – Repnin, Stackelberg i inni. Z ducha tamtej prorosyjskiej klienteli wyrosła Targowica i różne służalcze wobec Rosji panslawistyczne i „antygermańskie” siły polityczne doby porozbiorowej.
           
Dziś prorosyjska klientela znowu zmienia barwy. Już nie komuniści, a ponownie prawica głosi programy, za które Moskwa chętnie sypnęłaby złotem. Z tym jednak obecnie w Rosji krucho, ale na jej szczęście nowa prawica ogłasza miłe Moskwie programy nie za pieniądze a “ideowo”. Dziedzictwo endekomuny robi swoje. Dzieje głupoty w Polsce wzbogacają się o kolejny rozdział.
 
 
Źródło: „Bez UPRzedzeń” 1997, nr 1-2.
 
 
 
 
 
 
 

Komentarze

komentarze

stat4u