Chińskie wyzwanie dla Polski

CN-EURozmowa z prof. dr. hab. Krzysztofem Gawlikowskim
 
Geopolityka: Panie Profesorze, w kwietniu odbyła się wizyta premiera ChRL Wen Jiabao w Polsce, pierwsza po 25 latach. Jak Pan ocenia znaczenie tej wizyty dla stosunków obu państw? Od 1989 roku były one przecież dość ograniczone. Czy możemy mówić o realnym zwrocie geopolitycznym, co sugerowałoby ogłoszenie „współpracy strategicznej”, czy jest to raczej jedynie korekta polityki polskiej dostosowująca ją do polityki niemiecko-francuskiej w UE wobec ChRL?
 
Prof. dr hab. Krzysztof Gawlikowski: Zmianę w stosunkach wzajemnych zapoczątkowała w istocie wizyta Prezydenta B. Komorowskiego w Chinach w grudniu 2011 r. To wtedy właśnie strona chińska zaproponowała podniesienie naszych stosunków wzajemnych do rangi „strategicznych”. W Europie, o ile pamiętam, siedem państw ma z Chinami takie stosunki. Nasz prezydent był w Pekinie w okresie sprawowania przez Polskę prezydencji w Unii Europejskiej, i to ułatwiło bardzo odbycie tej wizyty, nadało jej wyższą rangę. Tym bardziej, że Polska bardzo dobrze pełniła tę rolę, zwłaszcza jeśli porówna się ją z prezydencją czeską i węgierską. Chciałbym dodać, że przełom we wzajemnych stosunkach rozpoczął się właściwie wraz z przystąpieniem Polski do UE w 2004 r. Dopiero wtedy Chiny zaczęły się bardziej interesować naszym krajem i doceniać go, wcześniej postrzegano Polskę jako niewielki, zacofany i biedny kraj postkomunistyczny z byłego obozu sowieckiego, zaś Chiny rozwijały do tego czasu współpracę przede wszystkim z najwyżej rozwiniętymi krajami Zachodu oraz z Japonią. To stamtąd napływały inwestycje i stamtąd importowano nowe technologie, wzorce, mody. A Chiny rozwijały się w sposób zapierający dech. Polska nie miała im w istocie nic do zaoferowania. Dopiero Polska jako liczący się członek UE, z nieźle rozwijającą się gospodarką – zaczął być postrzegany w Pekinie jako możliwy partner, tym bardziej, iż Unia stała się dla Chin największym partnerem handlowym.
 
Kilka słów trzeba jednak powiedzieć o wspomnianej przez Pana cezurze 1989 r. Do tego czasu Chiny były faktycznie ważnym sojusznikiem Zachodu w konfrontacji z Moskwą i modelowym wręcz krajem komunistycznym reformującym się, w tym wprowadzającym gospodarkę rynkową. Można przypomnieć, że w latach 1979-1982 doszło do całkowitej likwidacji komun ludowych na wsi i przywrócenia rodzinnych gospodarstw chłopskich, które swoją produkcję zaczęły sprzedawać na rynku, a ponad 70% ludności mieszkało wtedy na wsi. W całym kraju usuwano portrety Mao i jego posągi, dawnych hierarchów komunistycznych postawiono przed sądem i skazano, w procesie trwającym kilka miesięcy i transmitowanym przez telewizję. Oczywiście, społeczeństwo polskie o tych przemianach w Chinach pod rządami gen. Jaruzelskiego nie było informowane. Polska była wtedy przez Zachód traktowana jako kraj satelicki Moskwy i dyktatura komunistyczna brutalnie uciskająca swoje społeczeństwo. Popierano natomiast podziemną Solidarność, jako ruch podważający system komunistyczny. Pół-wolne wybory w Polsce w czerwcu 1989 r., a rozprawa z ruchem studenckim w Pekinie, odwróciły te role. Zachód zaczął bojkotować i potępiać właśnie Chiny, a Polska wyrywająca się z orbity sowieckiej i przeprowadzająca transformację – stała się beniaminkiem Waszyngtonu i Europy Zachodniej. Polska dołączyła szybko do tego frontu bojkotu Chin. I nie chciała nawet dostrzec, że po 1992 r. Zachód zaczął znowu współpracę z Chinami, a Waszyngton ogłosił nawet politykę „angażowania Chin” w sprawy światowe. Potępiano wciąż Chiny za „łamanie praw człowieka” ignorując zupełnie przemiany zachodzące w Chinach, jak np. trudne budowanie tam państwa prawa (co państwa UE wspomagały), uznanie w Pekinie praw człowieka za „ważne” i wpisanie ich respektowania nawet do konstytucji ChRL w 2004 r. W latach 80. za samo mówienie o nich można było znaleźć się w wiezieniu, a pod koniec lat 90. Chiny zaczęły się chwalić swoimi sukcesami w ich przestrzeganiu i krytykować USA za przypadki ich łamania. Oczywiście w Chinach na miejscu „koszarowego komunizmu” Mao pojawił się dość chaotyczny system autorytarny, nie zaś demokracja typu zachodniego. Pamiętajmy jednak, że demokracje wielopartyjne typu zachodniego są zjawiskiem rzadkim w całej Azji, wiec Chiny nie są wyjątkiem. Nawet Japonia według znakomitego jej badacza Yoshio Sugimoto funkcjonuje w istocie w systemie „autorytaryzmu opiekuńczego” pod fasadą wielopartyjną. Azja to nie Europa! Przenoszenie akurat na Chiny standardów Szwecji czy Niemiec i domaganie się, by właśnie ten kraj je spełnił z dnia na dzień jest postawą zupełnie nierealistyczną.
 
Ale jak takie oczekiwania odbijały się na stosunkach Polski z Chinami?
 
– Na początku lat 90. doszło do załamania stosunków wzajemnych, w tym także handlu, gdyż Polacy traktowali Chiny jako kraj komunistyczny nie rozumiejąc, ze one także przechodzą transformację, demontują system komunistyczny, chociaż inaczej niż w Polsce i w Europie Środkowej. W rezultacie w 1997 r. polski eksport do Chin wynosił ok. 37 mln USD, a import prawie miliard USD, gdyż przedsiębiorstwa zachodnie uruchamiające supermarkety w Polsce z Chin sprowadzały dużą część towarów. Dodajmy, głównie z fabryk uruchamianych tam przez zagranicznych inwestorów, lub od swoich lokalnych kooperantów. Chociaż polski eksport do 2011 r. wzrósł ogromnie i jest rzędu 1 mld USD, to import stamtąd wynosi ponad 10 mld. USD, gdyż Chiny stały się „fabryką całego świata”, gdzie operują wszystkie niemal wielkie koncerny międzynarodowe. Wszystkie kraje Zachodu mają deficyt w handlu z Chinami, gdyż ich biznesmeni tam poprzenosili dużą część swej produkcji, ale starają się one jednak zmniejszyć u siebie ten deficyt, a jedynym remedium jest dalszy wzrost eksportu do Chin. Podobne zadanie stoi również przed Polską! Można dodać, że dzisiaj wszystkie liczące się firmy i państwa starają się być obecne w Chinach! Brak tam widocznej obecności Polski obniża nasz prestiż i rangę nawet w UE i w Waszyngtonie i lokuje wśród krajów ulęgających marginalizacji wraz z postępami globalizacji.
 
Wizyta Premiera Wen Jiabao otwiera przed Polską nowe możliwości, jak to się określa po angielsku, „a window of opportunity”. Okno to zostało otwarte, ale jeśli nie potrafimy szybko skorzystać z niego, niechybnie się zamknie, a międzynarodowi analitycy orzekną w ciszy gabinetów: i znowu Polska straciła okazję na przyspieszenie rozwoju. Premier Chin był świetnie przygotowany do tej wizyty i przedstawiłbardzo szeroką ofertę dla Polski oraz naszego regionu. Zadeklarował on, że Chiny będą starały się zwiększyć swój import z Europy Środkowej, w tym z Polski, by zmniejszyć nasz deficyt handlowy, ale oczywiście produkty polskie muszą się przebić na coraz bardziej wymagającym rynku chińskim konkurując tam z największymi tuzami. Łatwo więc nie będzie. Premier Wen zadeklarował gotowość do rozszerzania współpracy gospodarczej i do inwestycji chińskich w naszym regionie. Wspominano o inwestycjach infrastrukturalnych, m.in. w energetyce, wspominano o polskich tradycjach w produkcji samochodów. We wszystkich krajach Azji Wschodniej, również w Japonii i Korei Płd. prowadzi się politykę interwencjonizmu państwowego i miejscowy biznes liczy się bardzo z polityką państwa. W Chinach wpływ państwa na gospodarkę jest nadal bardzo znaczący, zatem takie deklaracje powinny mieć praktyczne skutki, ale trzeba umieć przedstawić chińskim firmom (w tym chińskim miliarderom liczonym w dolarach!) ciekawe biznesowo oferty, z pewnymi perspektywami strategicznymi. Trzeba pamiętać, że wszystkie kraje zabiegają o inwestycje chińskie, chociaż nie zawsze przyznają się otwarcie do tego, a same inwestycje budzą też nieraz różne obawy. Szybko należałoby zatem przedstawić biznesowi chińskiemu obszerny pakiet propozycji, pamiętając, że to z firmami, zwykle spółkami giełdowymi, będziemy je negocjować, nie z rządem w Pekinie. Na dziś ważne jest, iż oba kraje uznały się za partnerów we współpracy gospodarczej. Chiński premier zadeklarował uruchomienie specjalnej linii kredytowej 10 mld USD dla współpracy Chin z naszym regionem i zaproponował coroczne konsultacje polityczne z Polską na wysokim szczeblu, podobne to tych z innymi kluczowymi partnerami, a to pozwoliłoby na monitorowanie rozwijającej się współpracy i na rozwiązywanie pojawiających się problemów. Warto wspomnieć, że strona chińska również zadeklarowała chęć zwiększenia stypendiów dla młodzieży i badaczy z Europy Środkowej, aby mogli oni lepiej poznawać Chiny, w tym ich język, który tysiące młodych ludzi studiuje dzisiaj na całym świecie, a w Polsce wciąż traktowany jako „pasja egzotyczna”. Problem niedostatku kadr przygotowanych do współpracy z Chinami oraz innymi państwami Azji jest niewątpliwie dużą barierą dla Polski. dlatego na wielu uczelniach, na UW, UJ, UŁ, UAM, UMK i na Uniwersytecie Gdańskim podejmuje się różne nowe inicjatywy kształcenia specjalistów, w tym uczenia chińskiego. Również w SWPS w tym roku uruchamiamy nowy kierunek studiów azjatyckich, ze specjalnością Bliskiego Wschodu i Azji Wschodniej (z nauką chińskiego) o profilu praktycznym. Współpraca z tak szybko rozwijającymi się i modernizującymi Chinami otwiera przecież nowe perspektywy nie tylko przed Polską, ale i młodymi ludźmi chcącymi ciekawie i owocnie ułożyć sobie życie. A obecnie zapotrzebowanie na specjalistów z chińskim wielokrotnie przekracza potencjał edukacyjny polskich uczelni.
 
Jeszcze ciekawsze są sprawy współpracy na poziomie różnych konkretów. Minister Rostowski oferował Pekinowi zakupy pakietów polskich obligacji rządowych. Gdyby ostatecznie władze Chin to przyjęły i zaczęły lokować choćby w jakimś ułamku swoje gigantyczne rezerwy walutowe również w nasze walucie, bardzo by to ją umocniło i zniechęciło spekulantów międzynarodowych do ataków na złoty. Wtedy wszyscy nie tylko nasz premier, ale także właściciele kredytów walutowych mogliby spać dużo spokojniej. Europie Chiny zaoferowały budowę superszybkiej linii kolejowej Londyn – Pekin, podróż w dwie doby! Trwają wstępne negocjacje. Linia powinna przebiegać przez Polskę. Realizacja tego projektu oznaczałaby w praktyce nowy etap globalizacji i znaczne zacieśnienie więzi Chin z Europą. A takie super szybkie koleje jeżdżące z prędkością blisko 400 km na godzinę już funkcjonują w Chinach. 50 par takich pociągów jeździ na linii Pekin-Szanghaj, ponad 1.300 km, w szczycie co 5 minut! I Polska i Europa muszą się uczyć na nowo współpracy z Azją Wschodnią jako nowym biegunem gospodarczym i politycznym współczesnego świata.
 
***
 
Krzysztof Gawlikowski – prof. nadzwyczajny w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej, kierownik Centrum Cywilizacji Azji Wschodniej, politolog, badacz Chin, pracownik Instytutu Studiów Politycznych PAN, założył tam założycielem centrum Badań Azji i Pacyfiku. Interesuje się dialogiem międzykulturowym. Zajmuje się badaniami klasycznej chińskiej myśli strategicznej (Sunzi), chińską myślą klasyczną, przemianami społecznymi i kulturowymi Chin nowożytnych, porównaniami cywilizacji konfucjańsko-buddyjskiej i zachodniej. W SWPS prowadzi zajęcia z zakresu najnowszej historii, systemów politycznych Azji Wschodniej oraz odmienności kulturowych cywilizacji konfucjańskiej od zachodniej.
 
Źródło: „Geopolityka” nr 17 (8/2012).

 

Komentarze

komentarze

stat4u