Robert Potocki, Marcin Wajda: Atlantyzm w geopolityce Roberta Kagana

Kagandr Robert Potocki, Marcin Wajda

Polityka nieuchronnie spotyka się z geografią […]. Dlatego język […] geopolityczny z konieczności bazuje na […] geograficznym […], ale nazwom i podziałom […] nadaje własny, ideowy sens.

Henryk Kiereś (2003)

Współczesny atlantyzm[1] to niewątpliwie jeden z istotniejszych kluczy do zrozumienia geoglobalistyki[2], który stanowi zarazem zasadniczy fundament istnienia całej cywilizacji łacińskiej. Jednym z najbardziej znanych i wpływowych analityków amerykańskich podejmujących tą tematykę jest Robert Kagan. Ukończył on college w Yale, a następnie studiował na Uniwersytecie Harvarda. Obecnie jest współzałożycielem i wicedyrektorem Project for the New American Century. Pracuje także, jako senior associated w Instytucie Carnegie Endowment for International Peace.  Jego ojciec – Donald i brat – Frederick są natomiast historykami wojskowości. W okresie prezydentury Ronalda Reagana był on jego czołowym doradcą, choć w tym czasie pisał przemówienia dla ówczesnego sekretarza stanu George’a Shultza oraz pełnił obowiązki członka Biura Stosunków Panamerykańskich.  W 1983 roku zaangażował się w działalność publiczną, jako doradca polityki zagranicznej senatora Jacka Kempa oraz specjalny asystent Dyrektora Amerykańskiej Agencji Informacyjnej.  Dwa lata później został powołany przez Elliota Abrama do Biura Dyplomacji Publicznej, które zajmowała się wspieraniem opozycji antysandinowskiej w Nikaragui. Po aferze Iran-contras wycofał się z czynnego życia politycznego.

W 1996 roku wydał swoją pierwszą książkę: A Twilight Struggle. American Power and Nicaragua, 1977-1990 (New York 1996).    Ponadto, w tym też samym czasie, wraz ze swoim bliskim współpracownikiem z kręgów neokonserwatywnych Wiliamem Kristolem, opublikował w „Foreign Policy” artykuł Towards a Neo-Reaganite Foreign Policy, w którym proponował, aby USA podjęły politykę „dobrotliwej hegemonii” wobec groźby anarchizacji globalnych stosunków międzynarodowych po upadku systemu dwubiegunowego. Tezy te zostały następnie rozwinięte w pracy: Present Dangers. Crisis and Opportunity in American Foreign Policy (New York 2000).

Jednak największy i światowy rozgłos przyniosła mu dopiero „trylogia transatlantycka”, która jest przedmiotem niniejszej analizy[3]. Eseista i strateg polityczny ten często jest stawiany w szeregu z takimi politologami jak: Samuel Huntington, Francis Fukuyama, czy też Zbigniew Brzeziński. Z kolei, jako publicysta drukuje on głównie w „The Washington Post” oraz współredaguje „Weekly Standard” oraz „New Republic”. W 2006 roku opublikował ponadto Dangerous Nation.  America’s Place in the Word from Its Earliest Days to the Dawn of the Twentieth Century (New York 2006), która analizuje rolę i miejsce USA na forum globalnym z perspektywy historii i refleksji amerykańskiej myśli politycznej. Z kolei w 2008 roku, na krótko powrócił do polityki, kiedy podczas kampanii prezydenckiej został doradca republikańskiego kandydata na ten urząd Johna MacCaina[4].

Robert Kagan należał do tego typu neokonserwatywnych geopolityków, który jako jeden z pierwszych zaczął kwestionować neokantowskie projekty dotyczące ładu postzimnowojennego, jako zbyt idealistyczne i nieprzystawiające do otaczającej go rzeczywistości[5].

W jego opinii niechęć USA do objęcia światowego przywództwa może doprowadzić do anarchizacji stosunków międzynarodowych oraz „odmrożenia” wielu zawieszonych do tej pory konfliktów zbrojnych. W jego opinii „Ameryka powinna odgrywać w dzisiejszym świecie rolę życzliwego globalnego hegemona […]. Dążenie do życzliwej hegemonii może się wydawać czymś śmiesznym bądź moralnie podejrzanym. Ale hegemon to po prostu przywódca o znacznym wpływie i autorytecie”[6].

Zasadniczym przesłaniem tego artykułu jest idea Pax Americana, która miałaby zasadniczo polegać na „pokoju imperialnym” propagowanego przy pomocy różnego rodzaju instrumentów oddziaływania politycznego, jak szerzenie demokracji, propagowanie idei kapitalizmu wolnorynkowego oraz umiejętne posługiwanie się siłami zbrojnymi w sytuacji, gdy „wymagania strategiczne rosną”[7]. Nie oznaczało to bynajmniej, że Autor ten był zwolennikiem zasady America first propagowanej przez Patricka Buchanana[8]. Jego autorytetem, jeśli chodzi o zasady polityki zagranicznej był prezydent Ronald Reagan[9].

I. Ameryka jest z Marsa a Europa z Wenus

W 1999 roku został opublikowany drukiem esej Roberta Coopera The Post-modern State and the World Order, w którym autor zaprezentował własną wizję tworzącego się, po Zimnej Wojnie, ładu globalnego. Sugerował w nim, że współczesny porządek międzynarodowy jest w gruncie rzeczy konglomeratem trzech światów: postpolitycznego, nowoczesnego oraz archaicznego[10]. Twórcą i głównym propagatorem tego pierwszego, odwołującego się do neokantowskiej wizji stosunków międzypaństwowych była w jego ujęciu oczywiście Unia Europejska[11]. Być może książka ta przeszłaby bez większego echa gdyby nie fakt, że modelem tym tegoż autora posłużył się w 2003 roku Robert Kagan publikując swoje rozważania na temat przyszłości stosunków transatlantyckich[12]. Sama historia tych relacji liczy sobie już ponad dwa stulecia[13].

Jego rozprawa Potęga i raj to niewątpliwie jedna z ważniejszych pozycji bibliograficznych z zakresu geopolityki początków XXI wieku[14].

Według tegoż autora „postnowoczesna” Europa i „modernistyczne” Stany Zjednoczone toczą permanentny spór o istotę oraz przyszłość geostrategiczną Zachodu[15]. W sporze tym jednak Europa wykorzystała potęgę wojskową USA i w jej „cieniu” zbudowała sobie bezpieczny „ponowoczesny raj”, który perspektywicznie miał stanowić podstawy globalnego, postpolitycznego i postheroicznego ładu międzynarodowego.  W ten oto sposób geopolityka miała zostać zastąpiona przez naukę o pokoju.

Współcześnie zasadnicze różnice pomiędzy Starym a Nowym Światem są jednak wynikiem odmiennego wartościowania podstawowych przymiotów określających całą cywilizację zachodnią oraz różnych tradycji i doświadczeń dziejowych. Jego zdaniem UE „Wkracza do raju «końca historii», będącego urzeczywistnieniem kantowskiego «wiecznego pokoju» – do Świata, w którym panuje pokój i względny dobrobyt. Tymczasem Stany zjednoczone nadal tkwią w historii, w anarchicznym hobbesowskim świecie, w którym nie można liczyć na międzynarodowe prawa i reguły, a prawdziwe bezpieczeństwo oraz obrona i szerzenie liberalnego porządku wymagają posiadania i stosowania zbrojnej siły. Dlatego dzisiaj w najważniejszych kwestiach strategicznych i międzynarodowych Amerykanie są z Marsa, a Europejczycy z Wenus”[16]

W konsekwencji Europa według R. Kagana zrezygnowała z realizmu na rzecz rozwiązań prawnych i dyplomatycznych, ponadnarodowej współpracy i negocjacji. To spowodowało, że Ameryka została osamotniona w walce o zachodnie przywództwo nad światem. Nie ukrywa on jednak, że ta nowa kultura polityczna UE jest przede wszystkim konsekwencją nie tylko następstw dwóch wojen światowych, lecz przede wszystkim rezultatem słabości militarnej oraz całkowitego odwrócenia ról geostrategicznych Starego Kontynentu i Ameryki w XIX wieku. „Gdy Stany Zjednoczone były słabe – pisze on w przywołanym eseju – stosowały strategie okrężne, cechujących słabych; teraz, kiedy stały się mocarstwem, postępują jak mocarstwo. Gdy państwa europejskie były potężne, wierzyły w siłę i chwałę oręża. Teraz patrzą na świat oczami słabych. Różne punkty widzenia mocnych i słabych stały się naturalną przyczyną rozbieżności strategicznych sądów […]”[17].  Te globalny upadek znaczenia Europa próbuje jakoby zamaskować tworząc wizję civilian power („mocarstwa cywilnego”)[18]. Problem jednak w tym, że postnowoczesny ład globalny, aby był skuteczny, wymaga żeby, jego reguły, instytucje i prawa zaakceptowali także i inni uczestnicy „wielkiej gry” na geopolitycznej szachownicy.   

Źródłem rozbieżności transatlantyckich jest także różne postrzeganie światowego zagrożenia. Po upadku komunizmu Europa skoncentrowała się na wspieraniu przemian polityczno-gospodarczych na świecie, a w szczególności krajów byłego bloku wschodniego. Amerykanie natomiast, skupili się na tzw. „państwach zbójeckich”. Ponadto do druzgocącej oceny siły militarnej Starego Kontynentu Robert Kagan dodaje również pogłębiające się różnice ideologiczne, których źródłem było samo utworzenie Unii Europejskiej. Te dwa czynniki, materialny i doktrynalny powodują, że przepaść pomiędzy dwoma „ostojami” świata zachodniego przybiera charakter dryfu transkontynentalnego. Do głównych obszarów konfliktów pomiędzy Starym a Nowym Światem zaliczyć także możemy: spór o unilateralny porządek świata, docelowy kształt integracji europejskiej, rozwój broni masowego rażenia, bilateralizm walutowy, wspomniane różnice historyczno-geograficzne, kwestie ekologiczne, a także jurysdykcję Międzynarodowego Trybunału Karnego[19].

W opinii R. Kagana zamiast skupić swoją uwagę na walce z terroryzmem, czy „państwami zbójeckimi” Niemcy i Francja zajmują się wyłącznie ochroną środowiska, czy migracjami. Ponadto nie dostrzegają one międzynarodowej roli Rosji, czy tez wzrostu pozycji mocarstwowej ze strony Chin. „Niezdolność do reakcji na zagrożenia prowadzi nie tylko do tolerancji. Może też prowadzić do zaprzeczenia. Jest naturalne, że próbuje się zapomnieć o czymś, z czym nie można nic zrobić” – konstatuje nasz autor[20].

Tym samym buduje on obraz Europy słabej i niezdolnej do jakiegokolwiek istotnego działania, która jest stanie pielęgnować swe dekonstruktywistyczne złudzenia tylko dzięki temu, że USA otacza ją własnym wojskowym parasolem ochronnym. Nie oznacza to jednak, że nie dostrzega on wysiłku integracyjnego UE. W jego ujęciu na szczególną uwagę zasługuje poskromienie przez proces integracji europejskiej hegemonistycznych ambicji narodu niemieckiego, które stały się przyczyną wojen światowych oraz strategiczne zbliżenie między Berlinem a Paryżem.

Tym, co wzbudziło ostre protesty w eseju Roberta Kagana stało się twierdzenie, że USA z powodu słabości Europy oraz istnienia Realpolitik nadal są zmuszone prowadzić politykę „podwójnych standardów”. Inną wobec dekonstruktywystycznej UE, inną jeszcze wobec modernizującej się Azji, szczególnie zaś Rosji, Chin oraz „państw zbójeckich”[21]. Drugim punktem zapalnym była z kolei dygresja, że wspólnota zachodnia jest już zasadniczo mirażem, także z winy Europejczyków. „Malejące znaczenie «Zachodu», jako zasady organizującej politykę zagraniczną nie było tylko zjawiskiem amerykańskim. Pozimnowojenna Europa również doszła do wniosku, że «Zachód» nie jest już sprawą podstawową. Dla Europejczyków większe znaczenie zaczęła nabierać «Europa». Ważniejsze stało się pokazanie, że istnieje zjednoczona Europa, niż pokazanie, że istnieje zjednoczony Zachód”[22].

Autor ten zwraca również uwagę, że współczesne napięcia transatlantyckie są nade wszystko konsekwencją rozterek i moralnych dylematów cechujących postzimnowojeny porządek globalny. Dlatego też Stany Zjednoczone zmuszone są do działań o charakterze unilateralnym, po to, aby zapobiec anarchizacji stosunków międzynarodowych przy pomocy „hegemonicznego pokoju”. W efekcie końcowym dokonuje się strategiczne rozejście między dwoma brzegami Atlantyku. W tej sytuacji – by zahamować ten proces, Europejczykom nie pozostaje nic innego, jak zaakceptowanie istnienie Pax Americana w zamian za ochronę ich „ponowoczesnego raju”. W przeciwnym przypadku USA powinny się same wyzwolić się ze wszelkich europejskich więzów, które tylko ograniczają pozycję, zasoby oraz ich władzę. „Jeśli Stany Zjednoczone potrafiłyby pozbyć się lęku, który wynika nieadekwatnego poczucia ograniczeń, mogłyby okazać więcej zrozumienia dla wrażliwości innych, więcej wielkoduszności […]. Mogłyby okazać szacunek dla multilateralizmu i rządów prawa i próbować zbić jakiś międzynarodowy polityczny kapitał, który przydałby się w tych momentach, gdy działanie multilateralne jest niemożliwe, a działanie unilateralne nieuniknione”[23].

Fragment ten dowodzi jednak, że Robert Kagan zakładał jedynie dryfowanie transatlantyckie, nie wykluczał ponownego zbliżenia między Europą a Ameryką i nie był w żadnym przypadku zwolennikiem koncepcji całkowitego rozdarcia „Zachód kontra Zachód”[24]. Z drugiej także strony wznowienie w 2003 roku wojny w Zatoce Perskiej uzmysłowiły temu eseiście, że USA mimo statusu hipermocarstwa nie są w stanie w pojedynkę rozwiązywać problemów globalnych, zaś UE posiada pewne atrybuty mocarstwowości, które w pewnych zaistniałych okolicznościach mogą odgrywać kluczową rolę w stabilizowaniu określonych subregionów geopolitycznych.     

II. Europa jest (jednak) z Merkurego

Miraż szybkiej rekonstrukcji (State-building) Iraku oraz brak oficjalnego przyzwolenia, ze strony Rady Bezpieczeństwa ONZ na wcześniejszą inwazję tego kraju doprowadziło już w latach 2003-2004 nie tylko do ukazania społeczności międzynarodowej całej ograniczoności hiperpotęgi USA, lecz ponadto przyczyniło się do wzrostu tendencji antyamerykańskich na świecie, ze szczególnym uwzględnieniem Starego Kontynentu[25]. Szczególnie dotkliwa (moralnie, politycznie oraz ekonomicznie) w tym przypadku okazała się przysłowiowa „utrata twarzy” przez to państwo na arenie globalnej[26].  W przypadku Europy wywołało to określone, lecz ograniczone reperkusje geopolityczne, chociażby w postaci powołania nieformalnego trójkąta Paryż-Berlin- Moskwa[27] oraz próby zorganizowania osi Euro-Arabskiej[28], lecz nade wszystko uzmysłowiła USA, że UE w pewnych okolicznościach może okazać się nie tylko konkurentem, lecz i rywalem geostrategicznym, zaś procesy demokratyzacyjne są zjawiskami bardziej złożonymi i długofalowymi. Nade wszystko w czasie jego realizacji równie istotne jest uprawomocnienie, zarówno ze strony ludności autochtonicznej, jak i szeregu instytucji międzynarodowych. Jednym słowem okazało się, iż równie istotne w stosunkach międzypaństwowych są zabiegi o własny wizerunek (Public Relations), ukazanie bardziej „życzliwego oblicza” potęgi, czyli tzw.: soft power.

O ile termin ten stworzył, rozpowszechnił i wprowadził do internacjologii Joseph Nye[29], to już w 2004 roku Robert Kagan dostrzegł, że problem stabilizacji Bałkanów i Iraku oraz wsparcie dla „rewolucji wyborczych” w Gruzji (2003), a następnie na Ukrainie (2004) ściśle wiąże się nade wszystko z problematyką prawno-międzynarodowej legitymizacji poczynań USA. Dlatego też w swoich kolejnych rozważaniach Le Revers de la puissance („Rewers potęgi”), skupił się przede wszystkim na krytyce europejskiej koncepcji civilian power.

Przede wszystkim zauważył on, że zmiana sytuacji geopolitycznej w latach 1989-1991 na Starym Kontynencie miała bardziej rozłożone w czasie i znacznie szersze reperkusje w relacjach transatlantyckich, niż wynikałoby to tylko z antywojennych protestów w 2003 roku[30]. Emancypująca się Europa już wcześniej bowiem zaczęła kwestionować globalne przywództwo USA oraz lansować wielobiegunowy porządek światowy, rozszerzony jeszcze głównie o Rosję i Chiny, jako kolejne wielkie mocarstwa i opartego – o czym już nie wspomina – o zasady geoekonomiczne[31].

Zdaniem Roberta Kagana kluczem do zrozumienia „moralnej wyższości” Europejczyków wobec unilateralnych działań strategicznych USA jest pojęcie legitymizacji prawno-międzynarodowej, gdyż „W pewnym sensie ma ona również wielkie znaczenie dla zdefiniowania przyszłej roli USA w systemie międzynarodowym, jak każda czysto materialna miara ich potęgi i wpływów”[32]. Ponadto koniec Zimnej Wojny położył kres istnienia trzech filarów, uzasadniającym obecność amerykańską na terenie Starego Kontynentu: imperium sowieckiego, komunistycznego uniwersalizmu oraz zachwiał pojałtańskim porządkiem światowym. W jego opinii także nowopowstały w ten sposób globalny system jednobiegunowy z USA na czele był niejako produktem ubocznym związanym z upadkiem ZSRR[33].

Ponieważ jedynym wówczas kreatorem, (jako „samotny szeryf”) stały się teraz Stany Zjednoczone Europa zaczęła otwarcie kwestionować zarówno cele, jak i metody zmierzające go do budowy pokoju hegemonicznego. I jako swego podstawowego atutu w tej polemice użyła w tym przedmiocie argumentów legislacyjnych i instytucjonalnych, wykorzystując fakt, że oficjalnie Ameryka opowiadała się za liberalną, i demokratyczną wizją stosunków międzypaństwowych. Z drugiej jednak strony, zauważa on równocześnie, że sama Unia Europejska posiadała duży stopień wiarygodności międzynarodowej tylko dlatego, iż jej legitymizacja opierała się członkostwie 25 państw i jej konsensualnym charakterze[34]. Dodatkowo jeszcze pozycja ta jest jeszcze wzmacniana przez odpowiednie umiejscowienie agend unijnych i poszczególnych krajów w strukturach Narodów Zjednoczonych, które choć często są nieskuteczne, to bywają użyteczne propagandowo, politycznie i ekonomicznie. Z kolei dbanie przez Europę o kreację własnego wizerunku sprawia, że światowa opinia publiczna oraz inne państwa często przechodzą do porządku dziennego, widząc, jak ona sama lekceważy zasady i prawa, na które się oficjalnie w końcu powołuje[35].

Dylematy transatlantyckie – jak sugeruje to Robert Kagan – nie dotyczą wyłącznie problematyki etycznej, czy moralizatorstwa w polityce, lecz mają także swe przełożenie na niektóre elementy składowe współczesnego ładu globalnego. Szczególnie dotyczy to dylematów interwencji humanitarnej, koncepcji wojny prewencyjne oraz kwestii stabilizacji strategicznej poszczególnych regionów geopolitycznych[36]. Ponadto Europejczycy zastanawiają się, jak ograniczyć i „spętać” unilateralne działania USA, w sytuacji, gdy Unia lansuje dekonstruktywistyczną i postheroiczną filozofię stosunków międzynarodowych[37].  Autor ten zwraca ponadto uwagę na pewną iluzoryczność oraz trudności definicyjne legitymizacji prawno-międzynarodowej, gdyż „[…] z perspektywy Berlina, czy też Paryża Stany Zjednoczone działały unilateralnie, ponieważ żadne mocarstwo europejskie nie miało na Waszyngton realnego wpływu”. Zatem w praktyce nie chodzi tu tylko i wyłącznie o zasady, lecz także i o wpływy[38].

Nie oznacza to jednak, że zadaniem Ameryki jest eksponowanie faktu, że także UE w gruncie rzeczy posługuje się „podwójnymi standardami”, tak w końcu przez nią oficjalnie potępianymi, lecz „[ …] aby sprostać dzisiejszym globalnym zagrożeniom Amerykanie będą potrzebowali legitymizacji, którą może dać im Europa”[39]. Wynikają z tego dwie przesłanki. Po pierwsze – jest to ważny argument na rzecz wzmocnienia międzynarodowej wiarygodności USA, a tym samym obniżenia politycznych, militarnych i kulturowych kosztów polityki globalnej. A po drugie – jeśli Stany Zjednoczone mają nadal propagować demokratyzację i liberalną wizję stosunków międzypaństwowych, to same muszą także wziąć pod uwagę opinie innych nieautokratycznych podmiotów geopolitycznych[40].

Dlatego też Robert Kagan proponował Unii Europejskiej udział w budowie perspektywicznego ładu globalnego oraz wspólne rozwiązywanie palących, z perspektywy geopolityki, problemów światowych, gdyż jako civilian power może ona z powodzeniem podejmować akcje o charakterze wygaszającym, wyprzedzającym nie uciekając się przy tym do siły zbrojnej oraz propagując „kulturę pokoju”, czym może przyczyniać się do stabilizacji strategicznej poszczególnych subregionów geopolitycznych. W innym przypadku może także łagodzić skutki amerykańskich interwencji zbrojnych i to zarówno na arenie międzynarodowej (zapewniając chociażby ograniczone zaufanie), jak i poszczególnych krajów (niosąc pomoc humanitarną, która łagodziłaby potencjalne skutki działań militarnych)[41].

O ile kaganowskie twierdzenia o rozejściu się Europy i Ameryki zweryfikowały wydarzenia irackie po 2003 roku, o tyleż to drugie oblicze „niedocenianej potęgi” Unii Europejskiej zostały poddane próbie przede wszystkim przez wydarzenia „pomarańczowej rewolucji” rozgrywające się na Ukrainie pod koniec 2004 roku. Jak zauważył sam Robert Kagan jednomyślność świata łacińskiego oraz użycie przez UE „miękkiej potęgi” doprowadziło w tym przypadku nie tylko do zwycięstwa tendencji demokratyzacyjnych nad Dnieprem, lecz w nieco dalszej już perspektywie może także przyczyni się do udaremnienia reintegracji autokratycznego imperium rosyjskiego wzdłuż wschodnich granic Starego Kontynentu. Ponadto – pisze on, że kryzys ten „[…] pokazuje Ukrainie, jak ogromną i doniosłą rolę może odgrywać Europa, która angażuje się w kształtowanie polityki i ekonomii narodów poprzez wspieranie procesów integracyjnych […]. Zrządzeniem historii i geografii «raj europejski» jest uwikłany z trzech stron przez potencjalne źródła konflikoktogenne: od Afryki Północnej do Turcji i Bałkanów, po coraz bardziej zawężające się granice dawnego Związku Sowieckiego. Jest to łuk kryzysowy […]. W konfrontacji z tymi niebezpieczeństwami Europa posiada unikalny rodzaj potęgi – nie hegemoniczną siłę wojskową, lecz dar atrakcyjności. Unia Europejska stała się bowiem gigantycznym politycznym i ekonomicznym magnesem, który w intrygujący sposób oddziaływuje na swych sąsiadów. Polityką zagraniczną Europy jest dzisiaj rozszerzenie; zaś jej najpotężniejszym narzędziem strategicznym to, co Robert Cooper nazywa «przynętą członkostwa»”[42]. W efekcie końcowym wypada stwierdzić, że „wenusjańska” Europa w ujęciu Roberta Kagana posiada jednak pewien dar atrakcyjności, szczególnie w przypadku gdyby jej ewolucja postępowała w kierunku Cooperowskiej wizji „konsensualnego imperium liberalnego”[43].

W tym miejscu warto jednak przywołać opinię Paraga Khanna, który do pewnego stopnia kwestionuje już to „wenusjańskie” pochodzenie Europy. „W […] Brukseli – pisze on – technokraci, stratedzy i prawodawcy w coraz większym stopniu uznają Unię Europejską za globalny czynnik równowagi […]. Amerykańscy konserwatyści pocieszają się faktem, że Europa wciąż nie ma wspólnej armii. Problem w tym, że wspólna armia nie jest Europie potrzebna. Europejczycy posługują się środkami wywiadowczo-policyjnymi do walki z radykalnymi islamistami, polityką społeczną do asymilowania sfrustrowanej ludności muzułmańskiej i potęgą gospodarczą do włączania w swoją strefę wpływów obszaru postsowieckiego […]. Jakie inne supermocarstwo powiększa się o jeden kraj rocznie i trzyma za drzwiami cala kolejkę oczekujących? Robert Kagan jest autorem słynnego stwierdzenia, że Ameryka jest spod znaku Marsa, a Europejczycy – Wenus. W rzeczywistości Europa coraz bardziej przypomina Merkurego – chodzi [bowiem] z wypchanym portfelem  […]. Podczas, gdy z Stany Zjednoczone nieudolnie próbują odbudować upadłe kraje, Europa przeznacza pieniądze i kapitał polityczny na wciąganie peryferyjnych krajów w swoją orbitę”[44].

Cytat ten wskazuje na fakt, że Robert Kagan w swych rozważania o europejskiej koncepcji civilian power nie tylko zbagatelizował, ale wręcz pominął rolę UE, jako określonego gracza geoekonomicznego, który do zbudowania swoje potęgi także posługuje się pewnymi instrumentami oddziaływania politycznego, aby zrealizować wyznaczone wcześniej cele geostrategiczne[45]

III. Geopolityka deregulacji

„Świat ponownie znormalniał”[46] – tym truizmem Robert Kagan zaczyna swą najnowszą analizę z 2008 roku The Return of History and the End of Dreams („Koniec snów: powrót historii”), dotyczącą globalnego układu sił w następstwie obserwowanego przez wielu autorów końca hegemonii USA na rzecz świata geopolityki bardziej zróżnicowanego i złożonego[47]. I pierwsze, co rzuca się w oczy to dość powierzchowna polemika z nieco naiwną i idealistyczną oraz już trochę „zakurzoną” koncepcją „końca historii” Francisa Fukuyamy[48]. Powody tego stanu są dwojakie: po pierwsze – powróciła rywalizacja o regionalną hegemonię i strefy wpływów ze strony USA, Europy, Rosji, Chin, Indii, Japonii i Iranu, a po drugie obserwujemy renesans imperialnego nacjonalizmu. Mimo, że Stany Zjednoczone nadal utrzymują istotną przewagę nad swymi pozostałymi rywalami, to obecny układ sił przypomina coraz bardziej świat „jedno hipermocarstwo – kilka wielkich mocarstw”[49]. W gruncie rzeczy diagnoza ta nie jest jednak aż tak zaskakująca, jak mogłaby się wydawać, gdyż swego czasu już Samuel Huntington analizując współczesny Pax Americana nazwał do systemem jedno-wielobiegu-nowym[50].

Niemniej – jak twierdzi Robert Kagan – prymat USA nie jest bynajmniej przeszkodą do budowy bardziej pluralistycznego i sprawiedliwszego ładu globalnego, tylko zaporą przed powrotem do determinizmu geostrategicznego. Wynika to z przekonania, że Pax Post-Ameri-cana nie będzie się opierał już na europejskich zasadach „świata postpolitycznego”, lecz jego kluczowe centra będą znajdowały się w Waszyngtonie, Pekinie oraz Moskwie[51] i kierowały przede wszystkim Cooperowską logiką „świata modernistycznego”[52]. Ponadto głównym problemem dla liberalnej wizji stosunków międzynarodowych nie są bynajmniej ani państwa dysfunkcyjne („państwa upadłe”)[53], ani też zagrożenia asymetryczne[54], lecz te kraje, które przyjęły odmienny model myślenia strategicznego, oparty o zasady retradycjonalizacji geopolityki oraz tworzą alternatywny model rozwiązań instytucjonalno-ustrojowych[55].

Nadchodzi zatem „epoka deregulacji”[56], która swą logiką nawiązuje do XIX-wiecznej europejskiej Realpolitik[57]. Główną osią konfliktów w tym układzie jest „potrójny dualizm”: hipermocarstwo kontra wielkie potęgi kontynentalne, autokracja przeciw demokracji oraz starcie postnowoczesności z radykalizmem islamskim[58]. Warto jednak zauważyć formowanie się wspomnianych ośrodków władzy panregionalnej, ma wiele cech wspólnych z Mackinderowską koncepcją świata dwubiegunowego z 1904 roku. Talasokracja („potęga morska”) jest tu reprezentowana przez Stany Zjednoczone, zaś tellurokracja („potęga lądowa”) przez Rosją i rosnące mocarstwo Chiny, zaś przedmiotem ich rywalizacji jest zarówno nowy Heartland (tożsamy teraz do pewnego stopnia z „Eurazjatyckimi Bałkanami” Zbigniewa Brzezińskiego), jak i Outer Crescent („Zewnętrzny półksiężyc”): Afryka Wschodnia i państwa nadmorskie w Ameryce Łacińskiej. Przy czym próby tworzenia własnych stref wpływów nie kierują się już „logiką południkową”, zaczerpniętą z rozważań gen. Karla Haushofera, mają bardziej „wyspiarski charakter”; ponadto biorą także pod uwagę postęp technologiczny, procesy globalizacji i internacjonalizacji stosunków międzynarodowych oraz szukają nowych miejsc ekspansji, jak: przestrzeń kosmiczna, czy też cyberprzestrzeń. Kluczem do panowania – czego wyraźnie nie artykułuje nasz autor – staje się tu nie tylko problem względnego wzmocnienia własnej potęgi, lecz przede wszystkim panowanie nad miejscami wydobycia surowców strategicznych, kontrola ich szlaków transportu, infrastruktury przetwórczej oraz rynków zbytu.

W ujęciu Roberta Kagana świat: „[…] nie czeka nowy konflikt ideologiczny typu zimnowojennego, ale nowa epoka nie będzie epoką wspólnych wartości i interesów, lecz rosnących napięć i czasami starć między siłami demokracji i autokracji”[59]. W tej sytuacji konstatuje dalej: „Wiara w to, że za sprawą globalizacji zapanuje liberalny ład, okazała się złudna. Wolny świat musi, więc skończyć z postawą bierności się i zacząć wymuszać na nich polityczne zmiany”[60]. Jedną ze „stref pęknięcia” między demokracją autokracją jest obszar postkomunistyczny od Krajów Nadbałtyckich, poprzez Bałkany, Kaukaz aż do Azji Środkowej. Jest to teren brzegowy, gdzie krzyżują się i rywalizują ze sobą USA, UE oraz Rosja. Ta ostatnia z uwagi na swe geopolityczne położenie oraz dziedzictwo historyczne odgrywa tu dość istotną i co najmniej – jak sugeruje nasz autor – dwuznaczną rolę[61].

Przede wszystkim kraj ten dążąc do odbudowy swojej pozycji międzynarodowej na wzór ZSRR równocześnie odwołuje się do urażonej dumy narodowej oraz wielkomocarstwowej megalomanii. Ekspansja rosyjska została jednak skierowana głównie przeciw tym sąsiadom, którzy wykazują największe tendencje do historyczno-politycznego odseparowania się od Rosji, jak cały region Europy Środkowo-Wschodniej. Ponadto chodzi jej także o wciągniecie w orbitę własnych wpływów politycznych takich sworzni geopolitycznych, jak Ukraina, czy Gruzja. Po „rewolucjach wyborczych” Rosja jest także protektorem autokracji na terenie Azji Środkowej[62]. W sumie trzeba tu odnotować, co nieco uszło naszemu autorowi, że zanalizowana przez niego ekspansja Kremla ma w gruncie rzecz wyłącznie charakter regionalny, obejmujący jedynie najbliższe geograficznie części świata. Ponadto, zdaniem wielu innych analityków, Rosja jest potencjalnie największą zagadką geopolityczną XXI wieku, gdyż jej największym sukcesem strategicznym pod koniec tego stulecia może się okazać fakt, że w ogóle przetrwała we współcześnie zarysowanych granicach[63].

Równocześnie trzeba tu nadmienić, że posiadająca neoimperialne ambicje Moskwa, jest dla R. Kagana, głównym źródłem zagrożeń dla „postpolitycznej” Unii Europejskiej. Z jednej strony, jak zauważa on, Europa – jako „dobrowolne imperium” interpretuje swą potęgę głównie w kategoriach możliwości wywierania określonych wpływów politycznych, kulturowych i ekonomicznych, jak i sama postrzega siebie w kategoriach centrum nowego postmilitarnego porządku globalnego oraz cywilizacji uniwersalnej opartej na zasadach multikulturalizmu. W tej materii podejmuje polemikę, z tezami Marka Leonarda, który w swej rozprawie z 2005 roku dowodził, że XXI wiek będzie czasem światowego renesansu projektu integracji europejskiej[64]. W konsekwencji, z powodu słabości instytucjonalnej oraz braku przywództwa UE grozi „[…] stopniowa marginalizacja i powolny upadek”[65]. Dlatego też w opinii tego neokonserwatysty: „Stary Kontynent zaczyna przypomina chór z greckiej tragedii: komentuje działania bohaterów, ze szczególnym upodobaniem piętnując działania bohaterów, ale ma niewielki wpływ na rozwój wydarzeń”[66]. Nie jest to osąd do końca słuszny, gdyż obecne trudności wewnętrzne Europy równie dobrze mogą być symptomem „kryzysu wzrostu”; ponadto nasz myśliciel nie dostrzega stopniowej remilitaryzacji Starego Kontynentu, który w przypadku zbudowania wspólnej armii europejskiej ma wszelkie szanse ku temu, aby w niedalekiej przyszłości stać się drugą potęga wojskową na świecie, dystansując równocześnie Rosję i Chiny[67].

Po drugie wreszcie – Unia Europejska jest przedmiotem rywalizacji między USA a Rosją, przy czym ta ostatnia nie tylko zabiega o sformalizowanie osi Paryż–Berlin–Moskwa[68], ale i dąży do jej energetycznego i strategicznego uzależnienia[69]. „Ostre starcie między Unią i Rosją – pisze Robert Kagan – jest bardzo prawdopodobne. Rosja dąży wszelkimi środkami do odzyskania statusu supermocarstwa. Europa wydaje się na to zupełnie nieprzygotowana”[70].  O ile jednak, jak opisano to w II części niniejszego studium, USA są do pewnego stopnia skłonne nawet zabiegać o europejski legitymizm prawno-międzynarodowy, a nawet wyrażają się z pewnym podziwem dla jej civilian power, to w przypadku Moskwy jej podstawowym wyznacznikiem potęgi nadal pozostaje siła zbrojna oraz rozległość terytorialna. W tej sytuacji złudzenia świata geoekonomii mogę też sprawić, że samodzielnie UE może się instytucjonalnie i mentalnie okazać niezdolna do reakcji w obronie własnych interesów na obrzeżach geograficznie pojmowanej Europy (Gruzja, Ukraina)[71].

Innym, tym razem istotniejszym z punktu widzenia ładu globalnego i świata zachodniego, czynnikiem strategicznym jest wzmocnienie pozycji mocarstwowej i aspiracji Chin, głównie z powodu ich gwałtownego wzrostu gospodarczego. Ponadto Państwo Środka jest przykładem udanej transformacji „liberalnej autokracji”, która zdaje się ograniczać zasięg presji demokratyzacyjnej i wolnorynkowej na Dalekim Wschodzie, Azji Środkowej, regionie Zatoki Perskiej oraz wschodniej części Afryki.  Za jego przykładem zdaje się podążać także Rosja ze swoim projektem „suwerennej demokracji”. Trzeba przy tym zauważyć, że Pekin prowadzi bardziej umiejętną politykę międzynarodową, niż jego północny sąsiad[72]. Z jednej strony zmierza, bowiem do zjednoczenia całego obszaru Wielkich Chin, kusząc wizją „jednego kraju o dwóch systemach”, z drugiej zaś – wobec najbliższych sąsiadów prowadzi politykę konsultacyjną[73]. Buduje on także swoją strefę wpływów na obszarze zachodniej hemisfery oferując, niejednokrotnie państwom dysfunkcyjnym oraz innym autokracjom, lepsze niż Zachód warunki pomocy ekonomicznej, finansowej czy też wojskowej[74]

Problemem USA – co zbywa milczeniem nasz autor – jest także europejska fascynacja Chinami, jako wschodzącego supermocarstwa i jego „państwowym kapitalizmem”[75]. Zdaniem R. Kagana Państwo Środka to pod wieloma względami modelowe XXI-wieczne państwo ponowoczesne, które wobec świata transatlantyckiego kieruje się logiką polityczną rodem z XIX stulenia. „Zachodnie nadzieje na stopniową demokratyzację Chin nie sprawdziły się. Dziś Chiny są najważniejszą autokracją na świecie. Zachód musi brać to pod uwagę, próbując uczynić je częścią światowego porządku liberalnego”[76]. Jednakże na terenie Azji istniej większe prawdopodobieństwo pluralizmu geopolitycznego z uwagi na powrót do „wielkiej gry” Japonii oraz wzrost aspiracji regionalnych ze strony Indii[77].

Z powodu powyższych przesłanek, współczesna epoka staje się coraz bardziej kolejną rundą konfliktu geostrategicznego i ideologicznego między liberalizmem a autokracją. Dlatego też, w opinii Roberta Kagana, głównym problemem świata jest Liga dyktatorów z Chinami i Rosją na czele[78]. W tej sytuacji Stany Zjednoczone powinny podjąć cztery inicjatywy, wychodząc z założenia, że Moskwa i Pekin nie są w zasadzie naturalnymi sprzymierzeńcami:

Po pierwsze – z racji posiadanych zasobów, siły wojskowej oraz zdolności decyzyjnej  USA nadal powinny zachować światową supremację strategiczną;

Po drugie – aby obniżyć amerykańskie koszta w tworzenie liberalnego porządku globalnego oraz osłabić tendencje antyamerykańskie należy stworzyć Ligę Demokratyczną, do której trzeba zaangażować Europę, Japonią oraz Indie;

Po trzecie – geopolityka powinna przede wszystkim opierać się na „wartościach ponowoczesnych”, jak demokracja, liberalizm i prawa człowieka, co w dłuższej perspektywie doprowadzi do obnażenia instytucjonalnych i systemowych słabości poszczególnych autokracji oraz pozwoli na wzmocnienie tendencji demokratyzacyjnych wewnątrz tych krajów;

Po czwarte wreszcie – zarówno Chiny, jak i Rosję należy zachęcać do inicjowania procesów tranzycji  oraz próbować włączać je do zachodniego systemu politycznego, wykorzystując fakt zależności ich gospodarek od technologii, kapitału oraz rynków zbytu – przede wszystkim od USA i Europy[79].

W efekcie końcowym, okazało się, że z perspektywy strategicznej Europa i Ameryka są nadal sobie potrzebne, aby wspólnie promować podzielane cele i wartości w stosunkach międzynarodowych, co bynajmniej nie oznacza, że nie mogą one różnic się między sobą w kwestiach taktycznych wobec autokracji.   

*   *   *

O ile w 2003 roku Robert Kagan proponował Europie wyłącznie uznanie Pax Americana w zamian z wojskowy protektorat „ponowoczesnego raju”, o tyle pięć lat później widzi ją już, u boku USA, jako współtwórcę ogólnoświatowej Ligi Demokratycznej przeciw wschodnim autokracjom. Z perspektywy zaprezentowanej tu „transatlantyckiej trylogii”, jawi się on przede wszystkim, jako zwolennik nurtu neorealistycznego w internacjologii, który identyfikuje dość jednoznacznie z pojęciem geopolityki[80]. Także odwołując się do Mackinderowskiej szkoły binarnej w geopolityce usiłuje propagować zasady „demokratycznego realizmu” (wg określenia Charlesa Krauthammera) we współczesnych stosunkach międzynarodowych[81].

Ponadto już na zakończenie niniejszego studium nasuwają się w jego przypadku cztery uwagi generalizujące:

Po pierwsze – niezależnie od tego na ile okaże się trafna jego wizja ładu globalnego – oparta o rywalizację demokracji z autokratyzmem – to należy stwierdzić, że dryf transatlantycki, głównie z powodu wzrastających aspiracji i międzynarodowej emancypacji Europy pozostaje w chwili obecnej niepodważalnym faktem geostrategicznym. Niemniej w relacjach tych można też zauważyć następującą zależność, mającą ścisły związek z aktualnie zaistniałą sytuacją globalną: Otóż, jeśli określone czynniki geopolityczne wywołują destabilizację światową, to wówczas następuje wyciszenie napięć euro-amerykańskich. Natomiast, jeśli uwarunkowania te sprzyjają tendencjom dokładnie odwrotnym mamy wtedy do czynienia z rozluźnieniem wewnątrzsystemowym w świecie zachodnim i w efekcie publiczne akcentowanie istniejących różnic. Jest to zresztą opinia zgodna z zasadami niesymetrycznego modelu polityczno-ekonomicznego sprężenia zwrotnego (globalnej spirali polityczno-ekonomicznej) zaprezentowanej w jeszcze w 1998 roku przez Dariusza Staszczaka[82];

Po drugie – „Globalne przesunięcie w stronę demokracji liberalnej zbiegło się w czasie z historyczną zmianą układu sił na korzyść państw liberalno-demokratycznych. Wzrost znaczenia autorytarnych mocarstw nadwyrężył ten porządek i w najbliższych dziesięcioleciach może go dalej osłabiać”[83].

Po trzecie – Robert Kagan docenia znaczenie „postnowoczesnej” Europy, jako civilian power, i zdaje się być zwolennikiem tezy, że relacjach transatlantyckich potęga obu tych podmiotów raczej się dopełnia (USA, jako głównej siły wojskowej świata oraz UE, jako policjanta, wygaszającego konflikty niskiej intensywności), niż pozostaje ze sobą w permanentnej rywalizacji. Nie bierze jednak on pod uwagę europejskiej geoekonomii;

Po czwarte wreszcie – z pozycji geopolityki klasycznej wizja wiecznego pokoju zaproponowana swego czasu przez Immanuela Kanta bynajmniej nie negowała przenigdy idei konfliktu, gdyż z pesymistycznej perspektywy natury ludzkiej cywilizację kształtuje także „kultura konfrontacji”[84]. Ponadto z punktu widzenia długiego trwania należy zauważyć, że spór między Hobbesowską a neokantowską wizją stosunków międzypaństwowych dotyczy w gruncie rzeczy taktycznego wymiaru polityki, i dlatego ich stosowanie w dużej mierze zależy od innych współistniejących w danym podsystemie graczy. Natomiast w przypadku analizy strategicznej niezmiennie dominuje Hobbesowski styl uprawiania polityki międzynarodowej[85].

„Żeby pojąć świat, trzeba, [zatem] czytać Kagana”[86].-

 

Źródło: "Geopolityka" 2009, nr 2

Fot. i-g-t.org


[1] Pojęcie Atlantyzm używamy tu ujęciu zaproponowanym przez Andrzeja Fiderkiewicza. Zob.: Idem, Wielka wojna kontynentów: Rozważania o konflikcie żywiołów, eurazjatyzmie i atlantyzmie, „Stańczyk” 1998, nr 1/32, s. 24-46.

 

[2] Geoglobalistyka [w:] Kompedium wiedzy o geografii politycznej i geopolityce: terminologia, red. M. Baczwarow, A. Suliborski, Warszawa 2002, s. 48-49.

 

[3] R. Kagan, Of Paradise and Power: America and Europe in the New World Order, New York 2003 (wyd. polskie – Potęga i Raj: Ameryka i Europa w nowym porządku Świata, Warszawa 2003); Idem, Le Revers de la puissance: Les Etats-Unis en quête de légimité, Plon, Paris 2004; Idem, The Return of History and the End of Dreams, New York 2008.

 

[4] R. Potocki, Robert Kagan [w:] Twórcy współczesnej analizy politologicznej: Wybór źródeł, opr. W. Hładkiewicz, R. Potocki, Zielona Góra 2007, s. 74; M. Warchała, Neokonserwatywny realista – Robert Kagan, „Dziennik” 16 IV 2008, s. 17.

 

[5] Amerykańscy eksperci ds. stosunków międzynarodowych (szczególnie ci z kręgów neokonserwatywnych) bardzo często identyfikują realizm polityczny z geopolityką. Dlatego też spotyka się określenie realizm geopolityczny. Zob. przykładowo: H. Sicherman, Powrót geopolityki, „Sprawy Polityczne” 2004, nr 1. I co warto podkreślić ten wątek „realizmu geopolitycznego” jest w ogóle nieobecny w Polsce podczas dyskursu nad tym pojęciem. Por.: T. Klin, Geopolityka: spór definicyjny we współczesnej Polsce, „Geopolityka” 2008, nr 1. 

 

[6] W. Kristol, R. Kagan, Po pierwsze, hegemonia, „Gazeta Wyborcza” 19-20 X 1996, s. 16.

 

[7] Ibidem, s. 17.

 

[8] P. Buchanan, Prawica na manowcach, Wrocław 2005, s. 9-145; Idem, Śmierć Zachodu, Wrocław 2005, s. 70-231.

 

[9] P. Schweizer, Wojna Reagana, Warszawa 2004, s. 256-303.

 

[10] Po raz pierwszy esej ten został opublikowany 1996 roku w londyńskim wydawnictwie „Demos”. Natomiast w 2003 roku ukazało się w USA wydanie rozszerzone, które w części II i III jest zasadniczo polemiką z tezami R. Kagana zawartymi w  Of Paradise and Power. Zob.: R. Cooper, The Breaking of Nations: Order and Chaos in the Twenty-First Century, New York 2003 (wyd. polskie – Pękanie granic: Porządek i chaos w XXI wieku, Poznań 2005); R. Potocki, Cooper Robert, «The Breaking of Nation:. Order and Chaos in the Twenty-First Century», „Wrocławskie Studia Politologiczne” 2005, nr 6.

 

[11] R. Potocki, Postpaństwowość Unii Europejskiej w kontekście rozważań Roberta Coopera [w:] Suwerenność państwa we współczesnych stosunkach międzynarodowych, red. Z Leszczyński, S. Sadowski, Warszawa 2005.

 

[12] Idem, Kagan Robert, «Potęga i Raj. Ameryka i Europa w nowym porządku świata», wstęp Adam Szostkiewicz, tł. Witold Turopolski, Studio „Emka”, Warszawa 2003, s. 119, „Stosunki Międzynarodowe”, Warszawa 2004, t. 29, nr 1-2, s. 207-214.

 

[13] P. Matera, R. Matera, Stany Zjednoczone i Europa: Stosunki polityczne i gospodarcze 1776-2004, Warszawa 2007.

 

[14] R. Kagan, Kowboje i barmani, „Przegląd Środkowoeuropejski” 2002, nr 31/32, s. 34-41.

 

[15] W niniejszym artykule, idąc za przykładem Roberta Kagana przyjęto, iż takie pojęcia jak Europa i UE oraz Ameryka i USA traktowane są, jako pełnoprawne synonimy i zamienniki, choć w praktyce zdajemy sobie strawę i ich „nieprzystawalności geograficznej”.

 

[16] R. Kagan, Potęga i Raj, s. 9.

 

[17] Ibidem, s. 17.

 

[18] R. Potocki, Potęga a nieład światowy: Dylematy „siły miękkiej” w relacjach transatlantyckich [w:] Euroatlantycka obronność na rozdrożu, red. G. Rdzanek, Wrocław 2004, s. 77-106.

 

[19] Idem, Relacje transatlantyckie w kontekście rozważań Roberta Kagana [w:] Demokracja – społeczeństwo – globalizacja: W kręgu problemów współczesnej demokracji, red. A. Jabłoński, Z.Nowak, Opole, 2005, s. 99-133.

 

[20] R. Kagan, op.cit., s. 41.

 

[21] Ibidem, s. 87-88.

 

[22] Ibidem, s. 98.

 

[23] Ibidem, s. 118-119

 

[24] R. Potocki, Koncepcja „Zmierzchu Zachodu” w analizach Roberta Kagana i Charlesa Kupchana (geopolityczne studium porównawcze) [w:] Otwarta Europa, red. T. Marcinkowski, Gorzów 2006, s. 51-63.

 

[25] R. Kagan, Kryzys legitymizacji Ameryki, „Przegląd Polityczny” 2004, nr 66, s. 60.

 

[26] R. Kuźniar, Polityka i siła: Studia strategiczne – zarys problematyki, Warszawa 2005, s. 295-309; S. Koziej, Miedzy piekłem a rajem: Szare bezpieczeństwo na progu XXI wieku, Toruń 2006, s. 185-209; B. Balcerowicz, Siły Zbrojne w państwie i stosunkach międzynarodowych, Warszawa 2006, s. 129-138; M. Creveld, Zmienne oblicze wojny: Od Marny do Iraku, Poznań 2008, s. 301-317.

 

[27] R. Potocki, A. Barańska, Geopolityka Europy: oś Paryż-Berlin-Moskwa? [w:] Teorie i casusy globalizacji, red. R.Bäcker, J. Marszałek-Kawa, Toruń 2006; R. Potocki, Oś Paryż-Berlin-Moskwa [w:] Na szachownicy dziejów i międzynarodowej polityki: Księga dedykowana profesorowi Zbigniewowi Brzezińskiemu, red. J. Farys i inni, Gorzów Wielkopolski 2006; A. Barańska, Oś Paryż-Berlin-Moskwa w rozważaniach Henri de Groussovre’a?, „Geopolityka” 2008, nr 1.

 

[28] R. Potocki, Eurabia: Oś Euro-Arabska – referat wygłoszony przez autora na konferencji: Jednostkaspołeczeństwo – państwo wobec megatrendów współczesnego świata, w Juracie 20-21 maja 2008, organizowanej przez Instytut Politologii Uniwersytetu Gdańskiego.

 

[29] J. Nye, Soft power [w:] Idem, Power in the Global Information Age, New York 2004, s. 68-79; Idem, Soft Power: Jak osiągnąć sukces w polityce światowej, Warszawa 2007, s. 30-62, 136-187.

 

[30] R. Kagan, Kryzys legitymizacji, s. 60-61.

 

[31] Idem, Le Revers de la puissances, 15-25.

 

[32] Ibidem, s. 14.

 

[33] Idem, Kryzys legitymizacji, s. 61.

 

[34] Idem, Le Revers de la puissances, s. 38-40.

 

[35] Ibidem, s. 52-54, 56-61.

 

[36] Idem, Kryzys legitymizacji, s. 63-68.

 

[37] Idem, Le Revers de la puissances, s. 77-87.

 

[38] Ibidem, s. 96.

 

[39] Ibidem, s. 118..

 

[40] R. Kagan, Kryzys legitymizacji, s. 68-69.

 

[41] Ibidem, s. 69.

 

[42] Idem, Siła sprawcza UE [w:] Twórcy współczesnej analizy politologicznej, s. 74.

 

[43] Ibidem, s. 76.

 

[44] P. Khanna, Pożegnanie z hegemonią, „Europa” 17 V 2008, nr 20/215, s. 6. Dla tego autora działania międzynarodowe UE coraz bardziej przypominają Imperium Rzymskie i jego politykę wobec barbarzyńców, które starało się nieść im nową wizję stosunków politycznych. Szerzej zob.: Idem, The Second Word: Empire and Influence in the New Global Order, New York 2008, s. 3-63.

 

[45] R. Potocki, Kagan Robert, Le Revers de la puissance: Les Etats-Unis en quête de légimité, Plon, Paris 2004, s. 120, „Geopolityka” 2008, nr 1.

 

[46] R. Kagan, The Return of History, s. 3.

 

[47] F. Zakaria, The Post-American World, New York 2008; P. Khanna, Second World: Empires and influence in the New World Order, New York 2008; B. Emmott, Rivals: How the powers struggle between China, India and Japan will  shape our next decade, New York 2008; K. Mahbubani, The New Asian Hemisphere: The irresistible shift of Global Power to the East, New York 2008; W. Overholt, Asia, America and transformation of Geopolitics, New York 2008.

 

[48] R. Kagan, op.cit., s. 4-10.

 

[49] Ibidem, s. 12

 

[50] S. Huntington, Lonely Superpower, „Foreign Affairs” 1999, no. 2, s. 35-49.

 

[51] W tym miejscu należy zauważyć, że większości geopolityków oraz analityków stosunków międzynarodowych wysuwa hipotezy o nadchodzącym zmierzchu hipermocarstwowości USA. W postamerykańskim ładzie światowym, co najwyżej pozostałyby one jedną z kilku równych sobie potęg. Podstawowym problemem badawczym pozostaje jednak lista ewentualnych innych kandydatów do tego miana, a ta u różnych autorów jest zawsze nieco odmienna. W zależności od rozprawy możemy, zatem kolejno przeczytać o upadku lub awansie geopolitycznym Europy, Rosji oraz USA. W przypadku Chin toczy się spór o międzynarodową pozycję: wschodzące supermocarstwo, czy też wielka potęga regionalna? Ponadto jako potencjalnych pretendentów na głównych rozgrywających na geopolitycznej szachownicy wymienia się także okazjonalnie Indie oraz Japonię. Zob. chociażby przyp. 47, który prezentuje literaturę, z tego zakresu tylko za 2008 rok.

 

[52] R Kagan, op.cit., s. 85-102; R. Cooper, Pękanie granic, s. 29-36, 39-46.

 

[53] R. Potocki, M. Kocoń, Państwo dysfunkcyjne w środowisku międzynarodowym [w:] Państwo w świecie współczesnym, red. K. Trzciński, Warszawa 2006. 

 

[54] M. Madej, Zagrożenia asymetryczne bezpieczeństwa państw obszaru transatlantyckiego, Warszawa 2007, s. 17-67.

 

[55] Rosja i Chiny zagrażają światu: rozmowa M. Nowickiego z R. Kaganem, „Europa” 19 I 2008, nr 3/198, s. 3-6.

 

[56] Pojęcie to wprowadził do obiegu w 1997 roku Richard Haass. Zob.: Idem, Rozważny szeryf: Stany Zjednoczone po zimnej wojnie, Warszawa 2004, s. 70-74.

 

[57] R. Kagan, Koniec końca historii, „Europa” 24 V 2008, nr 21/216, s. 5.

 

[58] Idem, The Return of History, s. 80-85.

 

[59] Idem, Koniec końca historii s. 6.

 

[60] R. Kagan, Najpierw wolne wybory, „Europa” 11 VIII 2007, nr 175, s. 12.

 

[61] Idem, The Return of History s. 12-25.

 

[62] Ibidem, s. 12-25

 

[63] T. A. Kisielewski, Schyłek Rosji, Poznań 2008; F. Hill, C. Gaddy, Siberian Curse: How Communist Planners left Russian Out in the Cold, Washington 2003.

 

[64] M. Leonard, Why Europe will run the 21st Century, London 2005.

 

[65] Idem, Irlandzki cios, „Europa” 21 VI 2008, nr 220, s. 6.

 

[66] Ibidem.

 

[67] T. G. Grosse, Europa na rozdrożu, Warszawa 2008, s. 61-87; J. Zielonka, Europa jako imperium: Nowe spojrzenie na Unię Europejską, Warszawa 2007, s. 58-87.

 

[68] Zob. przyp. 27. Natomiast o różnicowanym stosunku całej oraz atrybutach mocarstwowych Unii Europejskiej wobec Federacji Rosyjskiej pisze Mark Leonard i Nico Popescu. Por.: Idem, Rachunek sił w stosunkach Unia Europejska – Rosja, Warszawa 2008.

 

[69] Cień Rosji wraca nad Europę: rozmowa K. Wigury z R. Kaganem, „Dziennik” 17 IV 2008, s. 16.

 

[70] R. Kagan, Nowa Europa, stara Rosja, „Europa” 16 II 2008, nr 202, s. 15.

 

[71] Ibidem.

 

[72] Idem, The Return of History, s. 25-36.

 

[73] P. Khanna, Pożegnanie z hegemonią, s. 7-8; Idem, Second World, s. 257-319.

 

[74] Zob. przyp. 70.

 

[75] M. Leonard, What does China think? New York 2008.

 

[76] R. Kagan, Nowoczesna dyktatura, „Europa” 16 II 2008, nr 202, s. 11.

 

[77] Idem, The Return of History, s. 36-46.

 

[79] Idem, The Return of History, s. 49-80, 85-105.

 

[80] Zob. przyp. 5.

 

[81] Ch. Krauthammer, W obronie demokratycznego realizmu, <http://www.dziennik/europa/article467-40/W_obronie_demokratycznego_realizmu.html> (20 I 2008)

 

[82] D. Staszczak, USA–UE: Wzajemne stosunki na tle zmian systemu światowego, Toruń 2001, s. 23-47, 141-194.

 

[83] Czy demokracja wygra? Dyskutują R. Cooper i R. Kagan, „Europa” 21 VI 2008, nr 25, s. 6.

 

[84] P. Kimla, Polityka Hobbesa – przebrzmiały mit? [w:] Zrozumieć politykę: Główne problemy teorii polityki i współczesnej myśli politycznej, red. R. Bäcker i inni, Toruń 2003, s. 113-120.

 

[85] R. Potocki, Koncepcje „Zmierzchu Zachodu”, s. 55, zwłaszcza przyp. 22.

 

[86] W. Laqueuer, Żeby pojąc świat, trzeba czytać Kagana, „Dziennik” 17 IV 2008, s. 17.  

 

Komentarze

komentarze

stat4u