Artur Brzeskot: Neorealistyczna koncepcja równowagi sił

US_Navy_000414-N-7750C-004_USS_Dwight_D._Eisenhower_(CVN_69)_underwayArtur Brzeskot

Pisząc o neorealistycznej koncepcji równowagi sił, mam na myśli jej naukową definicję. Niemniej, aby pojąć istotę tego zjawiska należy odwołać się do klasycznej terminologii. Właściwie na tle tradycyjnego pojmowania równoważenia można wysnuwać kontrargumentację naukową, która posiada dużo większy stopień abstrakcyjności i jeszcze większą oszczędność teoretyczną. Nie zmienia to faktu, że klasyczna teoria balance of power jest elegancka, mocna, prosto sformułowana, przy tym posługująca się niewieloma elementami. Wręcz można uznać, że jest to perfekcyjna ontologia, w której zawarte są potwierdzone regularności i prawa oraz przejrzysty sposób ich wyjaśnienia. Swoisty wzór dla ambitnych badaczy stosunków międzynarodowych – jak budować teorię. Jej twórcy są w sumie anonimowi. Geneza równowagi sił może być odnaleziona już w starożytności u Tukidydesa Wojna Peloponeska lub u starożytnego pisarza z Indii Kautyli Arthashastra.[1] Niektórzy badacze doszli do wniosku, że podwaliny pod teorię równowagi sił dała koncepcja Realpolitik Machiavellego, a mianowicie jego przekonanie, iż politykę można wyjaśnić w jej własnych kategoriach.[2]

Równowaga sił ma też swoją drugą stronę medalu. Jest ona ryzykowna, niepoprawna politycznie, mętna i bezustannie zmieniająca się, bez końca podlegająca debacie i wielokrotnie definiowana. Z perspektywy realizmu politycznego jest to rdzeń teorii polityki międzynarodowej. Ernst Haas dowiódł istnienia ośmiu różnych znaczeń tego pojęcia.[3] Z kolei Martin Wight wyróżnił ich aż dziewięć m.in. 1) równomierna dystrybucja potęgi w stosunkach międzynarodowych; 2) zasada, iż siła w polityce światowej powinna być zrównoważona; 3) istniejący w danym momencie układ sił; 4) dominacja wielkich mocarstw kosztem mniejszych; 5) dominujące mocarstwo stojące na straży równowagi sił; 6) języczek u wagi; 7) określone korzyści z utrzymującej się dystrybucji sił; 8) przewaga; 9) tendencja do utrzymywania lub odtwarzania równowagi sił.[4] Klasyczny realista Hans Morgenthau (o nim więcej niżej) używa pojęcia równowagi sił w czterech znaczeniach 1) jako polityka zmierzająca do określonego stanu rzeczy; 2) jako pewien stan rzeczy; 3) jako niemal równy rozkład potęgi; 4) jako rozkład potęgi.[5]  

W realizmie pojawiły się też ekstremalne stanowiska na koncepcję balance of power. Nazwijmy ich przedstawicieli badaczami lub teoretykami młodszego pokolenia, którzy ostatecznie stawiają znak zapytania czy równowaga sił jeszcze funkcjonuje w realiach współczesnego świata? Wystarczy wymienić Stephen’a Brooks’a i William’a Wohlforth’a, którzy dostrzegają ewidentny jej brak. Chodzi o politykę międzynarodową, w której Stany Zjednoczone są niekwestionowaną potęgą przez ostatnie 20 lat lub więcej.[6]

Edward Rhodes idzie jeszcze dalej, postuluje odrzucenie metafory balance of power oraz jej logiki. Według Rhodes’a wszelkie próby rehabilitacji tej koncepcji są beznadziejne, straciła ona swój sens i urok wraz z zanikiem wojen „Świętej Trójcy” (Prusy, Austria, Rosja) i przekonaniem, że jakiekolwiek państwo w systemie, jeśli jest zbyt silne i niebalansowane, może zagrażać suwerenności innych aktorów. Poza tym nuklearne środki zapewniają wielkim mocarstwom niezniszczalność. Wojna między największymi potęgami w dzisiejszych czasach, jeśli nie jest absurdalna i trudna do pomyślenia, to na pewno jest metodą daleko mniej oczekiwaną, aby rozwiązywać spory międzypaństwowe. Właściwie koncepcja polityczna balance of power jest teorią głęboko zakorzenioną w terytorialny pogląd, geograficzną lokalizację państwa, jego bogactwa i bezpieczeństwa – świata który rzekomo już dawno nie istnieje.[7] 

O czym nam mówi powyższy przegląd definicji równowagi sił w nauce o stosunkach międzynarodowych? Przede wszystkim żadne z jej twierdzeń nie jest powszechnie akceptowane. Poza tym istnieje silny spór, co do samej istoty jej wartości teoretycznej i empirycznej. Dla jednych badaczy równowaga sił jest niemal fetyszem, prawem natury, dla innych bluźnierstwem. Niektórzy postrzegają ją jako praktyczny drogowskaz dla decydentów (polityków), inni jako pretekst dla polityki imperialnej. Jeszcze inni uważają to za najlepszą gwarancję bezpieczeństwa państw oraz pokoju na świecie. Są też i tacy, którzy sugerują, że rujnuje państwa, ponieważ skłania je do rywalizacji i prowadzenia wojen. W polskiej humanistyce jest ona raczej nietolerowana, podobnie jak geopolityka. Odmawia się jej obywatelstwa, nie tylko na poziomie normatywnym (debaty akademickiej), ale też politycznym (decyzji o losie państwa).

W literaturze przedmiotu (nauki o stosunkach międzynarodowych) pojawiło się wiele prac, które nie tylko wskazywały na ograniczone zdolności eksplanacyjne równowagi sił, ale wręcz ignorowały czy nawet promowały jej odrzucenie. Symptomatyczny przypadek potwierdzający ten stan rzeczy to zestawienie sześciu regionalnych systemów bezpieczeństwa dokonany przez E. A. Kołodzieja. W tym szkicu równowaga sił jest na samym końcu, określona jako prymitywny sposób na zapewnienie pokoju. Wskazany autor wymienia tam m.in. 1) wspólnotę bezpieczeństwa; 2) hegemoniczne przywództwo oparte na porozumieniu; 3) pluralistyczną wspólnotę bezpieczeństwa; 4) koncert mocarstw; 5) strefy wpływów/hegemoniczne przywództwo oparte na przymusie; 6) równowaga sił.[8]

Właściwie, każdy teoretyk stosunków międzynarodowych może stworzyć własną definicję równowagi sił, co nie znaczy, że uniknie błędów. Moja próba jest tego dowodem, pozwolę sobie ją zacytować: „istota równowagi sił sprowadza się do prostej sytuacji, w której dwie siły są równoważone w stosunkach wzajemnych. W optyce tej, państwo przy użyciu własnej siły lub sił połączonych w sojuszu osiąga stan równowagi, stan taki nie może dopuścić by jakiekolwiek państwo lub grupa państw stały się tak silne, by mogły zagrozić bezpieczeństwu pozostałych państw. Innymi słowy równowaga sił kapitalnie wyrównuje deficyt bezpieczeństwa słabszego kosztem proficytu bezpieczeństwa silniejszego, to z kolei prowadzi do określonej sumy stabilności w stosunkach międzynarodowych”.[9] Po pierwsze, aby osiągnąć stan równowagi sił nie wymagane są dwie siły, liczba dwa jest najmniejszą, ale nie ostateczną, biegunów siły może być nieskończenie wiele trzy, dziesięć, pięćdziesiąt … etc. Po drugie, moja definicja nie uwzględnia dwóch ważnych elementów teorii balance of power anarchii, braku rządu nad rządami w polityce międzynarodowej, czyli systemu self-help (samopomocy) oraz możliwości wystąpienia ekstremalnego równoważenia. A więc wchodzenia w sojusze z mocarstwami, które możemy definiować nie tylko jako przyjaciół, ale przede wszystkim jako rywali, konkurentów w ostateczności wrogów. Po trzecie, równowaga sił nie musi prowadzić do wyrównania potencjałów kosztem nadwyżki bezpieczeństwa mocarstwa rewizjonistycznego, najczęściej prowadzi do jego destrukcji. W rezultacie pojawia się nowa równowaga sił. Po czwarte, jeśli bierzemy pod uwagę założenia realizmu ofensywnego równoważenie jest czasami nieefektywne, a jego rezultaty niesatysfakcjonujące. W efekcie pojawia się w systemie trwała nierównowaga. 

W ostatnim czasie na łamach prestiżowego czasopisma (portalu) Foreign Policy Stephen M. Walt przedstawił lub zdefiniował klasyczną równowagę sił w kilku prostych zdaniach. Według niego podstawowa logika balance of power polega na tym, iż nie ma żadnego rządu nad rządami na świecie, który regulowałby stosunki międzynarodowe. Państwa same muszą zapewnić sobie przetrwanie i opierać się wyłącznie na własnych zasobach i kalkulacjach, aby uniknąć najgorszego np. wojny, szantażu, wymuszenia. Jeśli zagrożone państwo ma przed sobą agresywnego sąsiada jego cały mobilizowany wysiłek musi się opierać na własnej sile. Jeśli jest inaczej musi szukać sojuszników, którzy stoją przed podobnym problemem, aby przesunąć równowagę sił na swoją korzyść. W ekstremalnych warunkach formująca się koalicja może wymagać uzyskania wsparcia od państwa, które wcześniej było uważane za wroga lub nawet bierze się pod uwagę pomoc od mocarstwa, które w niedalekiej przyszłości może stać się bardzo niebezpieczne.[10]

W tym miejscu chcę przypomnieć, że cały czas obracamy się na polu klasycznej równowagi sił. Naukowa koncepcja balance of power pojawiła się wraz z pracą K. N. Waltza Theory of International Politics w 1979 r.[11] Zawarta w niej przebudowa poznania (epistemologii) balance of power jest zaledwie listkiem figowym wobec przewrotu kopernikańskiego, jaki został dokonany przez tego badacza w teorii polityki międzynarodowej. W tej zmianie tkwi geneza nowego spojrzenia na kwestie równoważenia. Waltz zmarginalizował koncepcję równowagi sił do poziomu mikro teorii politycznej i jednocześnie stworzył dla niej właściwą abstrakcyjność teoretyczną wymaganą przez naukowe pojmowanie (poznanie).  

Według Waltza równowaga sił zawiera założenia odnoszące się do interesów i motywów państw w systemie, choć ich nie wyjaśnia, oraz dotyczy rezultatów, które są efektem nieskoordynowanych działań państw. Zatem równowaga sił nie wskazuje na sposoby prowadzenia polityki zagranicznej państwa x lub y, natomiast tłumaczy ograniczenia dotyczące wszystkich aktorów. Dzięki temu dostarcza wielu ważnych wskazówek, co do oczekiwanych reakcji państw, choć dalej ich nie tłumaczy. Oczywiście wskazówki te niczego nie determinują, ani nawet nie warunkują, elity polityczne mogą bezustannie je ignorować i popełniać błędy. Zatem neorealistyczna teoria równowagi sił ma służyć jedynie do wyjaśniania skutków będących następstwem stosowania określonych metod i środków (strategii) w dwóch wyłącznie kategoriach starań państwa, czyli wewnętrznego i zewnętrznego równoważenia (o czym niżej). W tym też jest zawarta ważna dystynkcja między naukową i klasyczną koncepcją balance of power.

W rezultacie Waltz dokonał sprytnego ominięcia rozwikłania pojęciowego węzła przedstawionego wyżej przez skierowanie naszej uwagi na trzy podstawowe kwestie odnoszące się do każdej teorii społecznej. Po pierwsze, teoria musi zawierać przynajmniej jedno założenie. Nie musi ono mieć charakteru empirycznego, nie ważne czy jest prawdziwe, istotne jest, czy jest użyteczne.[12] W przypadku teorii balance of power możemy odnaleźć wiele założeń, możemy nawet stworzyć swoje własne. Przyjmijmy tutaj na nasze potrzeby dwa podstawowe przypuszczenia, którymi szerzej zajmiemy się później, a) państwa dążą do zapewnienia sobie przetrwania; b) państwa w systemie są podobne do siebie.

Po drugie, teorię należy oceniać w kategoriach zjawisk, które ma ona wyjaśniać. Jak już wyżej wspomnieliśmy teoria równowagi sił ma uzasadnić rezultaty działania państw w systemie. Zatem nie powinniśmy dokonywać pomieszania motywów aktorów lub ich celów z wytwarzanymi przez nie rezultatami. Naukowa teoria równowagi sił nie odkryje przed nami inspiracji lub całego procesu równoważenia np. aktora x przez y, czyli wysyłania dyplomatycznych sygnałów o zaniepokojeniu wzrostem potęgi sąsiada, konfrontacyjnego podchodzenia do tego, wzrostu wydatków na zbrojenia, powszechnego poboru … etc. W końcu balansowania zewnętrznego, gdzie zagrożony podmiot poszukuje sojuszników, którzy stoją przed podobnym problemem. Rezultatem tych wszystkich starań jest porażka lub sukces aktora y lub x, i oczywiście pojawienie się nowej równowagi sił.    

Po trzecie, teoria to ogólny system wyjaśniający, więc nie może tłumaczyć pojedynczych przypadków. Neorealistyczna koncepcja równowagi sił to mikro teoria polityki międzynarodowej, a nie polityki zagranicznej poszczególnych mocarstw, państw, aktorów … etc.  Zamieszanie wokół teorii równowagi sił oraz jej krytyka przez wielu badaczy w nie małej mierze wynika z niezrozumienia tych trzech fundamentalnych kwestii – do takich wniosków dochodzi Waltz i trudno się z nim nie zgodzić.[13]

Zanim przejdziemy do rozwikłania tych podstawowych kwestii przeanalizujmy w pierwszej kolejności najważniejsze założenia neorealistycznej koncepcji balance of power – dotyczących państwa i struktury systemu międzynarodowego. Należy zaznaczyć, że w dążeniu do realizacji interesów narodowych żadne państwo nie jest w stanie kierować się doskonałą wiedzą i mądrością. Sytuacja może być jeszcze bardziej kłopotliwa, kiedy elity zaczynają ignorować realistyczne dictum np. naturalne zjawisko anarchicznego świata lub równowagę sił. Bez względu na trudności jakie pojawiają się przed politykami muszą oni stosować określone środki, aby realizować interesy narodowe, które są podstawą działania ich państw. Jak wyżej wskazaliśmy ów środki należą do dwóch kategorii starań a) wewnętrznych (internal balancing) m.in. dążenie do zwiększenia potencjału gospodarczego, siły militarnej, imitowania zwycięzców lub nawet rozwoju własnych strategii (innowacji) oraz b) zewnętrznych (external balancing) dążenia do wzmocnienia i poszerzenia własnego sojuszu lub osłabienia i pomniejszenia innego.

Zawsze do pojawiania się równowagi sił potrzeba co najmniej dwóch aktorów. Z kolei do prowadzenia zewnętrznej gry co najmniej trzech. Z tego powodu w neorealistycznej koncepcji nie może pojawić się globalna hegemonia (jednobiegunowość). Wynika to z tego, że taki stan oznaczałby dominację w systemie jednego mocarstwa. To zwykle jest interpretowane, jako panowanie nad pozostałymi elementami systemu, co wyklucza rywalizację o bezpieczeństwo oraz wojny między mocarstwami. Właściwie osiągnięcie przez jakiekolwiek mocarstwo globalnej hegemonii powodowałoby anihilację systemu. Zasada koordynacji musiałaby być zastąpiona przez subordynację, to uniemożliwiłoby funkcjonowanie mechanizmu równowagi sił. W ostateczności pozbawiłoby suwerenności aktorów w systemie.[14]

Zatem w anarchicznych warunkach, gdzie nie istnieje żaden rząd nad rządami narodowymi, który nie może zakazać stosowania środków i metod, które państwa uważają za najlepsze do osiągnięcia swoich celów (interesów), i gdzie nie ma żadnego mechanizmu karzącego agresora, muszą współistnieć co najmniej dwa bieguny siły. Z tego powodu teoria musi być uzupełniona przez kolejne założenie umożliwiające jej funkcjonowanie. Pierwsze, to zewnętrzne równoważenie (wielobiegunowość), drugie to wewnętrzne (dwubiegunowość). W tym ostatnim przypadku jedyny sposób kompensacji zewnętrznej nierównowagi znajduje się w zwiększaniu wysiłków wewnętrznych. Zatem teoria jest konstruowana na podstawie założeń dotyczących motywacji państw oraz ich działań, i pozwala opisać ograniczenia (przymus) mające swoje źródło w strukturze systemu. Składowe części systemu międzynarodowego to największe mocarstwa – systemu, który jest wytworem ich działań. W tej sekwencji, dopiero na końcu, teoria wskazuje, jakie najważniejsze rezultaty powinny wystąpić, a więc określona równowaga sił.

Właściwie teoria polityki światowej Waltza prowadzi nas od anarchii, która jest wypełniona logiką hobesowską, poprzez jej efekt czyli system self-help, oddziaływań aktor-system, system-aktor, do jej ostatniego elementu, czyli równowagi sił (rezultatów). Teoria także pozwala wskazać, jakich skutków należy się spodziewać po określonej dystrybucji siły (realizm defensywny) oraz po lokalizacji geograficznej (realizm ofensywny). Zatem koncepcja równowagi sił w neorealistycznej teorii polityki światowej to krańcowa funkcja według zapisu: a) państwa od wewnątrz wytwarzające skutki zewnętrzne; b) państwa działające zewnętrznie i wchodzące ze sobą w interakcje; c) system oddziałujący na a) i b); d) rezultaty, oddziaływań a), b) i c), czyli równowaga sił.  

Jak rozpisać empirycznie powyższy wzór? Jak wskazaliśmy wyżej w teorii polityki międzynarodowej mamy kilka ważnych elementów a) anarchię; b) system samopomocy; c) aktorzy. Rezultat anarchii to samopomoc (system: self-help), a więc państwa nie potrafiące sobie same pomóc lub działające mniej efektywnie niż inne nie tylko pozbawiają się szans na odniesienie sukcesu, ale także wystawiają na zagrożenia. W ostateczności będą cierpieć lub wymrą. Obawa tych, którzy odnoszą sukcesy w systemie przed nieudolnością sąsiadów lub państw trzecich skłania nieuchronnie mocarstwa (przyczyny) do polityki, która sprzyja powstawaniu równowagi sił (rezultaty). Zatem dysfunkcja systemu międzynarodowego może zaistnieć nie tylko wtedy, kiedy wyłania się mocarstwo rewizjonistyczne, które walczy o wzrost swojej potęgi, ale także, kiedy pojawia się państwo upadłe, którego prawdopodobny zanik stwarza zagrożenie dla innych.

W rzeczywistości teoria balance of power nie zakłada racjonalności ani stałości preferencji wszystkich państw. Jak wyżej wspomnieliśmy ich działania są w sumie nieskoordynowane. Natomiast teoria pozwala stwierdzić, że jeśli niektórym z aktorów powodzi się relatywnie dobrze, to inni albo zaczną ich imitować, ewentualnie dokonają innowacji, albo ostatecznie odpadną z wyścigu. Ponadto, system nie będzie funkcjonował, jeśli wszystkie państwa przestaną przywiązywać wagę do własnego przetrwania, będzie trwał, jeśli tylko niektórzy wyrzekną się swojej tożsamości, czyli interesów narodowych. Na przykład łącząc się z innymi państwami na mocy porozumienia lub przemocy. Nie należy też zakładać, że wszystkie państwa nieustannie rywalizują o potęgę. Niemniej groźba wykorzystania siły przez niektóre podmioty w celu osłabienia lub zniszczenia innych sprawia, że aktorzy nie mogą w łatwy sposób wyłamać się ze struktury anarchicznego systemu międzynarodowego.

Spróbujmy przeprowadzić teraz pierwszy szczegółowy rozbiór, jednego z trzech największych źródeł nieporozumień w pojmowaniu równowagi sił, czyli mylenia założeń teoretycznych z faktualnymi. Tutaj tkwi powszechnie popełniany błąd wśród badaczy stosunków międzynarodowych, czyli literalnego pojmowania założeń teoretycznych, niezdolności stosowania abstrakcyjnego myślenia i w konsekwencji błędnej interpretacji analizowanej koncepcji. To prowadzi do licznych nieporozumień i krytyki równowagi sił ze względu na rzekomo jej błędne założenia. Ten problem dobrze ilustruje fałszywy wywód Alexandra Wendta, który podnosi poważne zastrzeżenie do zbyt skromnego zestawu założeń koncepcji balance of power. A mianowicie, że państwa dążą do zapewnienia sobie przetrwania. Według Wendta jest to poważne ograniczenie motywów państw, ponieważ oprócz przetrwania istnieją jeszcze inne ich potrzeby m.in. autonomia, dobrobyt gospodarczy, zbiorowe poczucie własnej wartości. Wendt przekonuje, że jeśli te potrzeby nie zostaną spełnione państwa przypuszczalnie zanikną.[15] Tak więc można wysnuć przypuszczenie, że nie pojawi się żadna równowaga sił. 

W swoim paradygmacie Wendt popełnia błąd, myli teoretyczne założenie z realistycznym opisem, i tworzy niepotrzebny zbiór kategorii interesów państw. Waltz z kolei jedynie zakłada, że państwa dążą do zapewnienia sobie przetrwania. Zapewne jest to radykalne uproszczenie, ale jest ono czynione dla dobra teorii. Inną kwestią jest, czy to założenie jest prawdziwe, czy tylko użyteczne. Waltz jedynie stwierdza, że państwa w systemie mogą mieć dwa cele (interesy) minimum przetrwanie i maksimum światową dominację (niemożliwą do osiągnięcia). Jest to bardzo wąski model teoretyczny, który nie wyklucza, że istnieją równie dobrze inne cele (interesy) państw. Jednak tylko przetrwanie jest warunkiem koniecznym do osiągnięcia wszystkich pozostałych celów państwa włącznie z podbojem całego świata.

Z teoretycznego punktu widzenia motyw zapewnienia sobie przeżycia jest uznawany za podstawę w polityce międzynarodowej, gdzie państwa nie mogą zagwarantować sobie bezpieczeństwa. Z empirycznego punktu nie jest to przyczyna, która leży u podstaw działania każdego aktora, ponieważ większość państw na świecie, choć zabrzmi to dziwnie i być może nieprzekonywująco, jest po prostu bezpieczna, tym samym państwa posiadają inne cele (interesy) niż przetrwanie. Przypomnijmy jeszcze raz, założenie teoretyczne ma dotyczyć teorii, a nie empirii, i nie ma być prawdziwe, ale użyteczne.

Aby lepiej to zrozumieć rozważmy przykład historyczny. Odrodzenie państwa polskiego w 1918 r. nie było walką o przetrwanie, ponieważ nastąpiła poprawa jego pozycji w strukturze systemu w sposób niepomierny – nawet bez starań tych, którzy działali w jego imieniu. Zmiana układu sił (nie mylić ze zmianą w strukturze systemu), czyli zaniku trzech zaborców wilhelmińskie Niemcy, Austro-Węgry i carskiej Rosji, sprawił że mógł pojawić się duży podmiot geopolityczny w Europie Środkowo-Wschodniej. Jeśli już, realistyczny opis impulsu walki o przetrwanie i bezpieczeństwo, który był podstawą działania naszego państwa, wystąpił raczej w 1939 r., kiedy ponownie nasza pozycja w systemie uległa anihilacji. Zatem należy dopuścić możliwość, iż żadne państwo nie działa wyłącznie po to, aby zapewnić sobie przetrwanie, oraz że niektóre z nich mogą pragnąć osiągnąć cele, które cenią sobie wyżej niż przeżycie.

Przyjrzyjmy się drugiemu założeniu równowagi sił b) państwa w systemie są podobne do siebie. W odniesieniu do tego warunku Waltz cytuje dla kontrastu Organskiego. Cytat brzmi następująco: „Jeśli państwa rzeczywiście są niezmieniającymi się jednostkami, niepołączonymi stałymi więzami, motywowanymi przede wszystkim dążeniem do maksymalizacji potęgi (poza języczkiem u wagi, którego celem jest niedopuszczenie, by jakiekolwiek państwo zdobyło dominującą potęgę), wcale nie musi to prowadzić do ukształtowania się równowagi sił. Jak widzieliśmy, założenia nie są poprawne, zatem wnioski muszą być nieprawidłowe”.[16] Organski popełnia podobny błąd, jak Wendt, nie potrafi rozróżnić założenia teoretycznego od opisu rzeczywistości, czyli literalnie postrzega abstrakcję. Z punktu widzenia teorii aktorzy w systemie są jednolitymi (niezmieniającymi się) jednostkami, ale to oznacza, tylko tyle, że wszyscy mierzą się z podobnymi zadaniami, choć realizują je w różny sposób, zależny od ich potencjału. Chodzi tutaj o przetrwanie i zapewnienie bezpieczeństwa swoim obywatelom. Ponadto, wszystkie państwa są niezmieniającymi się elementami pod względem suwerenności, oczywiście ów suwerenność musi być także uznana przez innych, aby mogli oni być częścią systemu.

Tę różnicę dość dobrze ilustruje poniższy przykład. Stany Zjednoczone mogą lepiej sobie radzić w systemie niż Kostaryka, która rozwiązała swoją armię, ale nie zmienia to faktu, że Kostaryka podobnie, jak USA dalej posiada uprawnienia do stosowania zorganizowanej przemocy – np. na poziomie policji. Zatem Kostaryka nie tylko zmaga się z podobnymi problemami, jak najwięksi w systemie, choć w innej skali, to tak samo, jak najwięksi posiada suwerenność, ponieważ jest ona uznawana przez innych, tak jak są uznawane Stany Zjednoczone. Jednak z punktu widzenia empirycznego bez wahania możemy przyznać, że oba nasze przypadki w istocie nie są jednolitymi, podobnymi lub niezmieniającymi się i działającymi celowo aktorami w strukturze systemu. W zasadzie oba państwa zarówno Kostaryka jak i USA mogą stawiać sobie wiele celów bardzo od siebie odległych, niekiedy mglistych i niespójnych, które ulegają zmianie wraz z trendami ich polityki wewnętrznej. Poza tym oba kraje zależą wciąż od woli nowych przywódców politycznych i od konfliktów w obrębie ich administracji. Jak konkluduje Waltz „nic w tym nowego, a poza tym nie mówi nam to nic o zaletach (ani o wadach przyp. autora A.B.) teorii równowagi sił”.[17] 

Udało się nam rozwiązać jedno ze źródeł największego zamieszania wokół pojmowania równowagi sił przy uwzględnieniu dwóch założeń a) państwa dążą do zapewnienia sobie przetrwania; b) państwa w systemie są podobne do siebie. Oba wskazane założenia nie są faktualne, ale teoretyczne. Te ostatnie mają fundamentalny wpływ na proces tworzenia jakiejkolwiek teorii w naukach społecznych i analizie wybranych przypadków.

Pozostały jeszcze dwa źródła błędnego wnioskowania o koncepcji politycznej balance of power. Zgodnie z kolejnością druga przyczyna zamieszania związana jest z tym, że teorie należy oceniać w kategoriach zjawisk, które mają wyjaśniać. Według tego argumentu teoria równowagi sił ma uzasadniać wyłącznie rezultaty działania państw w określonych warunkach. Tak więc rezultaty te nie mogą być przysłonięte przez motywy państw lub ujęte jako cele ich polityki. Trzecie źródło nieporozumień dotyczy tego, iż teoria balance of power to ogólny system wyjaśniający, zatem nie może tłumaczyć pojedynczych przypadków. Zacznijmy (kontynuujmy) od drugiego źródła błędów.

Naukowa teoria równowagi sił rości sobie prawo do wyjaśniania rezultatu, czyli bezustannego odtwarzania balansu w systemie. Wskazany rezultat nie musi być zgodny z intencjami państw, które go wytwarzają. Utrzymanie równowagi sił w systemie może być celem jednego lub kilku mocarstw – lub też nie. Zgodnie z teorią zrównoważony układ sił powstaje wyniku zderzenia interesów aktorów status quo z aktorami rewizjonistycznymi np. Związku Delijskiego i Ligii Peloponeskiej, koalicji Habsburgów (kontrreformacji) i koalicji Francji (reformacji) , Trójporozumienia i Trójprzymierza, Państw Osi i Wielkiej Koalicji Antyfaszystowskiej, NATO i Układu Warszawskiego. We wszystkich tych sytuacjach nie wszystkie państwa dążyły do utrzymania balance of power i nie wszystkie też postawiły sobie za cel dominacji nad światem, pomimo tego rezultatem tych konfrontacji lub jedynie rywalizacji była w ostateczności określona równowaga sił.       

Niestety wielu badaczy i teoretyków stosunków międzynarodowych, a być może nawet większość zwolenników koncepcji balance of power uznaje, że poszczególne państwa dążą do utrzymania zrównoważonego systemu. Faktem jest, że w przypadku dwubiegunowej dystrybucji potencjału w systemie, tylko dwa mocarstwa działają w pojedynkę, gdzie jak wyżej wskazaliśmy uzupełniamy naszą teorię wewnętrznym wysiłkiem równoważenia, ale wciąż nie oznacza to, że celem ich polityki jest równowaga sił. Według naszego historycznego zapisu jedynie w czasie wojny peloponeskiej wystąpiłaby taka sytuacja, gdzie Ateny poradziłyby sobie bez Związku Delijskiego, a Sparta bez Ligii Peloponeskiej lub w czasie zimnej wojny, gdzie USA obyłoby się bez NATO, a Związek Sowiecki bez Układu Warszawskiego. Choć zarówno Ateny (mocarstwo morskie), jak i Związek Sowiecki (mocarstwo lądowe) pragnęły zdobycia status quo hegemona w systemie. Inne z wymienionych przypadków historycznych dotyczą wielobiegunowości. Tam działanie w pojedynkę jest wykluczone np. hiszpańskie Niderlandy w XVI w. nie mogły same wystąpić przeciwko Francji, tak jak Szwecja i Dania nie mogły samodzielnie rozprawić się z księstwami niemieckimi lub miastami-państwami Italii Północnej. Zatem państwa nie dążą do równowagi sił i nie wszystkie mogą działać samodzielnie – z wyjątkiem dwubiegunowości.

Spróbujmy rozwiązać ten teoretyczny problem. David Hume w eseju Of the balance of power uważa równowagę sił za powszechną i oczywistą regułę. Wręcz stwierdza, że to jest niemożliwe, aby opisywana idea mogła umknąć wiedzy już starożytnych mężów stanu, i że wciąż ma ona przemożny wpływ na doświadczonych politycznie książąt i polityków.[18] Innymi słowy równowaga sił jest uznana za trwałą zasadę rozsądnej polityki. Być może to jest prawdą, że poszanowanie równowagi sił leży na sercu każdego mądrego przywódcy, ale to oznacza, że państwa muszą przestrzegać tej maksymy, jeśli chcą utrzymać jakiś balans między sobą. Do podobnych wniosków dochodzi Henry Kissinger, który uzależnia raison d’état (rację stanu) od oceny stosunku sił. Według niego oszacowanie balance of power wymaga od przywódców doświadczenia połączonego z intuicją oraz ciągłego dostosowywania się do okoliczności. Problem ten staje się jeszcze trudniejszy, ponieważ równowagę sił można obliczyć jedynie teoretycznie, a nie praktycznie. W końcu warunkiem funkcjonowania równowagi sił jest zestrojenie własnych kalkulacji z kalkulacjami innych państw. Kissinger podaje nawet przykłady siedemnastowiecznych przywódców, którzy spełniali te intelektualne wymogi m.in. byli to Richelieu, Wilhelm Orański i Pitt.[19]

 

Powyższe myślenie, że balance of power wyjaśnia przyczynę rezultatu jest także wyraźnie widoczne w pierwszej z czterech definicji Morgenthau’a. Według niego równowaga sił to polityka, której celem jest utrzymanie określonego stanu rzeczy. Na przykład celem polityki Richelieu było utrzymanie rozdrobnienia Niemiec, aby nie doszło do przewagi Habsburgów w Europie. Niestety, tego typu rozumowanie staje się tautologią. Jeśli równowaga sił ma być utrzymana, to musi być celem polityki państw, jeśli równowagi sił nie udaje się wytworzyć, można dojść do wniosku, że założenie teorii jest błędne. Choć wielu państwom i przywódcom często nie udawało się osiągnąć tego celu. Morgenthau ostatecznie dokonuje urzeczowienia (reifikacji) koncepcji balance of power, staje się ona dla niego regułą, a więc państwa pojedynczo lub w grupach zawsze dążą do równowagi sił, której celem jest stabilność systemu międzynarodowego.   

Według Waltza takie rozumowanie prowadzi do radykalnego zniekształcenia teorii, nie tylko dlatego, że zakłada się, iż ktoś chce i działa na rzecz balansu sił, ale także, że wnioskuje się o regułach na podstawie rezultatów, a następnie nielogicznie uznaje się, iż ów reguły tworzą trwałe regularności zachowań państw w systemie. Powtórzmy dla przypomnienia reguły w teorii to bezustannie powtarzające się prawa, które jesteśmy w stanie zaobserwować, ale one niczego nie wyjaśniają, stanowią jedynie punkt wyjścia do przedstawienia logicznego poznania. Zatem jeśli źle zidentyfikujemy prawa nigdy nie poznamy prawdy. 

Opisany tok myślenia, który krytykuje Waltz, przekształca skutek w nieuniknioną przyczynę. W dodatku ujętą pod postacią powtarzających się schematów w polityce międzynarodowej. W efekcie odnajdujemy w literaturze przedmiotu tautologiczne twierdzenia, że „władcy we własnym interesie pozwalali, by kierowała nimi równowaga sił”[20], „równowaga sił może ograniczyć aspiracje państw do potęgi […] gdy same poddadzą się one ograniczeniom i zaakceptują system równowagi sił jako wspólną ramę dla swych działań”[21], „państwa” są „[…] jednomyślne w mądrej polityce utrzymywania pomiędzy sobą na ile się da wyrównanej równowagi sił.”[22], „równowaga sił i polityka zmierzająca do jej utrzymania jest nie tylko nieodłącznym, lecz również niezbędnym stabilizatorem w społeczności złożonej z suwerennych państw […]”[23]  

We wszystkich tych cytatach celem polityki poszczególnych państw lub ich sojuszy była równowaga sił, co więcej Morgenthau odnajduje empiryczne potwierdzenie powyższej regularności w polityce międzynarodowej. Gdy wojny napoleońskie zbliżały się w Europie do końca, celem mocarstw sojuszniczych było położenie kresu nieszczęściom Starego Kontynentu i zapewnienie mu pokoju przez sprawiedliwy rozkład sił między państwami europejskimi – czyli nowa równowaga sił. Podobna sytuacja wystąpiła, kiedy były powoływane koalicje walczące z Niemcami i Japonią, ich celem znowu było zagwarantowanie niezależności aktorów za pomocą nowej równowagi sił. W końcu sojusze dwustronne i wielostronne zawierane przez państwa zachodnie pod koniec lat 40. XX w. także zmierzały do zahamowania imperialistycznej ekspansji Związku Sowieckiego i utworzenia nowej równowagi sił.[24]

Pojmowanie koncepcji politycznej balance of power przez Morgenthau’a i Kissinger’a prowadzi do ujmowania równoważenia wyłącznie w kategoriach celu polityki zagranicznej państwa x lub y bądź ich grupy. W nauce o stosunkach międzynarodowych nie jest to podejście systemowe, ale redukcjonistyczne (poziom państwa), nie jest to też podejście naukowe, ale klasyczne (walka o potęgę). 

Zatem, jeśli chodzi o nasze drugie źródło zamieszania w pojmowaniu równowagi sił, gdzie tkwi błąd? Wydaje się, że przyczyny tych ułomności teoretycznych są dwie. Pierwsza, dotyczy szukania związku między przyczynami, a skutkami, druga odnosi się do wywodzenia praw (regularności) na podstawie rezultatów interakcji między państwami. To nieporozumienie można wyjaśnić na podstawie nauk o polityce i ekonomii. Przyjmijmy na potrzeby naszej argumentacji, że aktorzy x¹ i x² dokonują zmowy, czego rezultatem jest rozbiór aktora x³, czy na podstawie tego skutku możemy dojść do wniosku o obserwowalnej regularności rozbiorów państw trzecich przez ich sąsiadów. Nie, ponieważ występuje całe multum przykładów historycznych, które falsyfikują takie prawo. W efekcie wyjaśnianie fałszu prowadzi donikąd. Przywołajmy teraz analogię z dziedziny ekonomii, której użył Waltz. Jeśli konkurencja trwa zbyt długo, a zyski spadną do zera, absurdem byłoby wnioskowanie, że wszystkie firmy dążą do minimalizacji zysku, a teoretycy ekonomii uznają tę obserwację za regułę.[25]

Niestety w nauce o stosunkach międzynarodowych prawa wywiedzione z rezultatów powstałych z interakcji państw są uznawane nie tylko za przyczynę, ale też za warunek trwałości systemu. Jak pisze Waltz „Błędy te pojawiają się często i równie często są wytykane, lecz najwyraźniej bez skutku”.[26] W rzeczywistości reguły, prawa, schematy i regularności wyodrębnione na podstawie zachowań państw, nawet składowych części struktury systemu, nie mogą stanowić żadnych wytycznych – dla poważnych badaczy polityki międzynarodowej – tutaj za takiego uważamy K. N. Waltza.

W efekcie wielu teoretyków w swoich analizach do podejścia systemowego formułuje najróżniejsze warunki powstania i trwania równowagi sił oraz ogólnych wytycznych dla stabilności systemu i światowego pokoju (międzynarodowego bezpieczeństwa). I tak, niektórzy myśliciele domagają się, aby mocarstw w systemie było więcej niż dwa, ponieważ wówczas odstraszanie jest dużo łatwiejsze, gdyż więcej jest państw, które mogą przyłączyć się do konfrontacji z agresywną potęgą. W przeciwieństwie do dwubiegunowości, gdzie nie ma żadnych równoważących partnerów. Oczywiście w strukturze wielobiegunowej balansowanie na początku też może być nieefektywne, choć ostatecznie sojusznicy są w stanie zawiązać szeroką koalicję i pokonać agresora. Tak było m.in. w przypadku Cesarstwa Francji 1815 r., Cesarstwa Niemieckiego 1918 r., Cesarstwa Japonii 1945 r. i III Rzeszy 1945 r., w jakimś sensie również, jeśli chodzi o Związek Sowiecki.[27]

Jeszcze inni badacze domagają się, by czołowe mocarstwo odgrywało rolę tzw. języczka u wagi; m.in. do takiego wniosku dochodzi Kissinger „[…] Wielka Brytania stała się języczkiem u wagi w europejskiej równowadze, najpierw z braku innego wyboru, potem w wyniku świadomej strategii. Gdyby nie uporczywe zobowiązanie Wielkiej Brytanii do odgrywania tej roli, Francja z pewnością uzyskałaby hegemonię w Europie w XVIII i XIX w., Niemcy zaś współcześnie dokonaliby tego samego […]”.[28] Są i tacy badacze, którzy zwracają uwagę na technologię militarną, postulują oni, aby nie zmieniała się ona zbyt radykalnie, albo żeby główne mocarstwa przestrzegały określonych reguł – norm lub zasad prawa międzynarodowego, wypełniały rzetelnie swoje zobowiązania wobec organizacji i instytucji ponadnarodowych, lub odwrotnie stosowały zasady realpolitik i Bóg wie co jeszcze. Jednak balance of power powstaje nawet, jeśli te wszystkie warunki nie zostają spełnione.

Najlepszy dowód, który świadczy o tym, to historia polityki światowej po 1945 r. Świat nie był stabilny wtedy, jednak był mniej podatny na wielkie wojny niż przed II wojną światową. Główne mocarstwa były zadziwiająco pokojowo nastawione wobec siebie. Choć opisywana sytuacja poważnie odbiegała od wyrażonych wyżej warunków teoretycznych. Ponieważ w okresie zimnej wojny istniały tylko dwa bieguny siły USA i ZSRS (dwubiegunowość), nie istniał żaden języczek u wagi, technologia militarna zmieniała się w sposób szybki, jej siła destrukcji przybrała wręcz ekstremalny rozmiar. W sumie, aż do końca kryzysu kubańskiego w 1962 r., dwa największe mocarstwa w systemie nie przestrzegały prawie żadnych zasad, a i później miały z tym wiele trudności. Pomimo tego pojawiła się jednak jakaś równowaga sił, która pozwoliła uniknąć najgorszego – III wojny światowej (zapewne nuklearnej).

Zatem twierdzenie, iż zestrojenie kalkulacji (przyczyna) własnego państwa z kalkulacjami innych państw stanowi konieczny warunek funkcjonowania równowagi sił (rezultat) jest fałszywe. Kalkulacje, co najwyżej można przypisać do założenia, iż wszystkie państwa w systemie są racjonalne, a więc kalkulują w krótko i długookresowej perspektywie czasowej – i nic poza tym. Polityka oparta na równowadze sił pojawia się zawsze, jeśli spełnione są dwa warunki – i tylko dwa – a) gdy natura systemu międzynarodowego jest anarchiczna i b) gdy tworzące go elementy (państwa) dążą do przetrwania.  

Teoretycy, którzy uparcie chcą udowodnić, że za wytworzeniem rezultatu musi stać ktoś lub wszyscy, uważają że ostateczne wytłumaczenie tkwi w atrybutach wewnętrznych państw, czyli ich charakterystyce. Jeśli jest to prawdą teorie z poziomu państwa (nie systemu) lub jeszcze niższego np. natury ludzkiej, dostarczą wystarczającego wyjaśnienia dla polityki międzynarodowej. A zatem, jeśli równowaga sił jest utrzymywana tylko dzięki temu, że państwa przestrzegają określonych reguł wówczas potrzebujemy odkryć w jaki sposób osiągnąć i zachować kompromis między państwami. W praktyce oznaczałoby to, że np. aby pojawiła się stabilność i pokój w Europie takie kraje, jak Francja, Niemcy, Polska, Ukraina i Rosja musiałyby porozumieć się co do kilku zasad (reguł, regularności). Spróbujmy podać kilka propozycji: 1) wzajemne poszanowanie integralności terytorialnej i suwerenności; 2) wzajemną nieagresję; 3) wzajemną nieinterwencję w politykę wewnętrzną; 4) równość i obopólne korzyści; 5) pokojowe współistnienie. Wydaje się wysoce wątpliwe, aby taki uniwersalizm, kiedykolwiek mógł pojawić się w Europe lub na świecie.

Jeśli, jednak założymy taką sytuację teoria równowagi sił staje się niepotrzebna, skoro zrównoważony układ powstaje w wyniku określonego porozumienia między wybranymi lub wszystkimi państwami. Właściwie teoria, która niczego nie wyjaśnia staje się zbędna. Jeśli państwa ponoszą wysiłek w celu tworzenia lub burzenia równowagi sił dla własnych, dobrych lub złych, celów koncepcja balance of power jest jedynie ramą organizującą subiektywną opowieść o wydarzeniach – i tak zazwyczaj się dzieje. Teoria nagle kończy się, jako zbiór zbędnych kategorii, pojęć, definicji, zmiennych zależnych, niezależnych, interweniujących … etc., które gwałtownie mnożą się, aby uzasadnić wydarzenia nieuwzględnione w pierwotnej wersji. W ostateczności poszukiwanie mocy poznania prawdy przekształca się w głuche dążenie do precyzyjnego opisu. W taką pułapkę wpadł jeden z polskich badaczy D. Kondrakiewicz w pracy „Systemy równowagi sił w stosunkach międzynarodowych”.[29]     

Zajmijmy się teraz trzecią i ostatnią kwestią nieporozumień wokół koncepcji politycznej balance of power. Analizowany teoremat jest krytykowany, gdyż nie objaśnia konkretnej polityki państw. To jest prawda. Teoria balance of power nie odpowie nam na pytanie dlaczego np. prezydent Donald Trump i jego administracja popierała brexit, wycofała się z układu TPP (Trans Pacific Partnership), układu klimatycznego, zerwała porozumienie z islamską republiką Iranu JCOP (Joint Comprehensive Plan of Action) … etc., tak jak teoria grawitacji nie wyjaśni nam, dlaczego spadający listek leci tak, a nie inaczej. Teoria na poziomie systemu międzynarodowego (dużej ogólności) nie może odpowiadać na pytania z poziomu (dużej szczegółowości), jednego czy nawet kliku państw w systemie. Na przykład teoria realizmu ofensywnego nie odpowie nam z dużą dokładnością o motywach, interesach, celach i działaniach państw na wschodniej flance NATO,[30] tutaj należałoby się odnieść do teorii odstraszania.[31] 

Jeszcze większy zamęt wokół teorii równowagi sił wynika z niejasnego rozróżnienia między polityką wewnętrzną i międzynarodową – lub też negowania tego rozróżnienia. Zarówno ci, którzy krytykują przydatność tej dystynkcji, jak i ci którzy proponują wyjaśnienie odnoszące się tylko do interakcji elementów (państw) w strukturze systemu, uważają epistemologię polityki międzynarodowej za wyjaśnienie z dziedziny polityki zagranicznej, a wyjaśnienie z dziedziny polityki zagranicznej za politykę międzynarodową. Są i tacy, którzy łączą oba te problemy przez co mylą obszary badawcze. Zjawisko to jest widoczne np. w Polsce, gdzie prawie wszystkie analizy, o rzekomo pogarszającej się pozycji naszego kraju w systemie np. w Unii Europejskiej lub nawet na świecie są odnajdywane w polityce wewnętrznej, przy czym w ogóle lub bardzo sporadycznie zwraca się uwagę na oddziaływania zewnętrzne, czyli polityki międzynarodowej.[32]

W rzeczywistości, każda teoria uwzględnia niektóre kwestie, a inne pomija, teoria firm nie może uwzględniać teorii rynku i odwrotnie. Podobnie jest z teorią polityki wewnętrznej i międzynarodowej. Powtórzmy jeszcze raz, naukowa teoria równowagi sił dotyczy wyłącznie nieskoordynowanych rezultatów działań państw. Pomimo tego, że zawiera ona założenia dotyczące aktorów m.in. chodzi tutaj o przetrwanie, i że są oni podobni do siebie, to ich nie wyjaśnia, tłumaczy natomiast ograniczenia, które są związane ze wszystkimi państwami. Dzięki czemu równowaga sił dostarcza wielu ważnych wskazówek, co do oczekiwanych reakcji państw – choć dalej ich nie tłumaczy. Wyjaśnienie zależy nie tylko od wskazanych ograniczeń międzynarodowych, ale również od atrybutów wewnętrznych państw. Chcąc odpowiedzieć na pytanie, jaka będzie polityka zagraniczna aktora x lub y nawet pomimo tego iż nie znamy jego wewnętrznych dyspozycji, potrzebujemy nie tylko teorii rynku (polityki międzynarodowej), ale też teorii firm (polityki zagranicznej), które go tworzą.

Zadajmy inne pytanie teoretyczne, na co muszą reagować państwa w systemie? Teoria równowagi sił może udzielić bardzo ogólnej odpowiedzi. Wyjaśnia dlaczego podobnie usytuowani aktorzy zachowują się w przybliżony sposób, choć nieidentyczny. Na przykład dlaczego mocarstwa morskie częściej stosują buckpassing (strategię spychologii) niż mocarstwa lądowe przy zachowaniu określonej dystrybucji siły w systemie. Pomimo tego, że zachowania mocarstw morskich są przybliżone to jednak można w ich reakcjach odnaleźć wiele różnic np. w polityce izolacjonizmu (isolationism) USA lub w polityce wyniosłej izolacji (splendid isolation) Wielkiej Brytanii.

Aby wyjaśnić tę różnicę teoria musiałaby uzasadnić w jaki sposób odmienne wewnętrzne struktury polityczne USA i Wielkiej Brytanii wpływały lub wpływają na ich zewnętrzną politykę i działania. Oczywiście teoria polityki zagranicznej nie pozwoli przewidzieć jej szczegółowej treści, jeśli nie znamy wewnętrznych indykacji obu aktorów, natomiast wskaże tendencje i style prowadzonej polityki, czy jest ona bardziej asertywna lub reaktywna. Pomimo tego, niektórzy i tak będą dalej argumentowali, że poziom państwowy (narodowy) ściśle dotyka problemu międzynarodowego. Nikt temu nie zaprzecza. Właściwie analizowanie bezpieczeństwa narodowego aktora x lub y bez uwzględnienia międzynarodowego kontekstu jest niemożliwe. Jednak musimy pamiętać, że teorie obu tych typów, jeśli są dobrze skonstruowane, kładą nacisk na całkowicie różne aspekty zachowań i rezultatów państw.

Jeśli uznamy, że teoria to ontologia, w której możemy odkryć i dokonać obserwacji powtarzalnych reguł, praw i zasad, a następnie znaleźć sposób, aby je logicznie wyjaśnić, to możemy uznać, że koncepcja polityczna balance of power jest jedynie mikro teorią, która przedstawia pewien rezultat oddziaływań m.in. anarchii, systemu self-help, biegunowości, aktorów. Choć założenia równowagi sił dotyczą motywów i interesów państw (nie jednego państwa), to ich nie wyjaśniają, a jedynie ułatwiają przedstawić ostateczny wynik rozłożenia potęgi w systemie. Oczywiście wszystko to jest ujęte w ramach formacji teoretycznej neorealizmu. Tutaj dochodzimy do najważniejszej różnicy między naukową, a klasyczną definicją równowagi sił – nie walki o potęgę, ale o przetrwanie.[33]

 


[1] A. Brzeskot, Równowaga sił powraca na front, https://mil.link/pl/rownowaga-sil-powraca-na-front/  

[2] K. N. Waltz, Struktura teorii stosunków międzynarodowych, Warszawa 2010, s. 121. Właściwie w nauce o stosunkach międzynarodowych równowaga sił pojawia się wraz z nowożytną strukturą systemu międzynarodowego w 1648 r., po wojnie trzydziestoletniej w Europie. W tym czasie anarchia zastępuje – hierarchię, koordynacja – subordynację, równowaga sił – uniwersalizm. Więcej na ten temat zobacz: A. Gałganek, „Westfalia” jako metafora genezy w nauce o stosunkach międzynarodowych, (red.) M. Pietraś, K. Marzęda, Późnowestfalski ład międzynarodowy, Lublin 2008, s. 23-56.; H. Kissinger, Dyplomacja, Warszawa 2009, szczególnie rozdział III, s. 59-81. 

[3] E. B. Haas, The Balance of Power: Prescription, Concept, or Propaganda, World Politics, Vol. 5, No. 4, Jul., 1953, s. 442-477.

[4] M. Wight, The Balance of Power, (red.) H. Butterfield, M. Wight, Diplomatic Investigations. Essays in the Theory of International Politics, Cambridge-Massachusetts 1966, s. 149-175.

[5] H. J. Morgenthau, Polityka między narodami. Walka o potęgę i pokój, Warszawa 2010, s. 189.

[6] R. L. Schweller, The Balance of Power in World Politics, Oxford Research Encyclopedia of Politics, http://politics.oxfordre.com/view/10.1093/acrefore/9780190228637.001.0001/acrefore-9780190228637-e-119

[7] E. Rhodes, A World Not in the Balance: War, Politics, and Weapons of Mass Destruction, (red.) T. V. Paul, J. J. Wirtz, M. Fortmann, Balance of Power. Theory and Practice in the 21st Century, Stanford 2004, s. 150-176.

[8] E. A. Kołodziej, Bezpieczeństwo międzynarodowe po zimnej wojnie: od globalizacji do regionalizacji, (red.) D. B. Bobrow, E. Haliżak, R. Zięba, Bezpieczeństwo narodowe i międzynarodowe u schyłku XX w., Warszawa 1997, s. 59-60, 65.

[9] A. Brzeskot, Problem bezpieczeństwa w Azji Północno-Wschodniej, praca licencjacka [niepublikowana], Szczecin 2013, s. 52.

[10] S. M. Walt, Who’s Afraid of a Balance of Power?, http://foreignpolicy.com/2017/12/08/whos-afraid-of-a-balance-of-power/           

[11] Używam polskiego wydania tej książki z 2010 r.

[12] J. J. Mearsheimer, The Tragedy of Great Power Politics, New York 2001, s. 30. Z tym poglądem nie wszyscy teoretycy się zgadzają m.in. J. J. Mearsheimer polemizuje z wnioskami Waltza, i stwierdza jednoznacznie, że założenia teoretyczne muszą być realistyczne, inaczej teoria nie będzie w stanie wyjaśnić działania świata społecznego.

[13] K. N. Waltz, Struktura teorii … op.cit., s. 121

[14] Ponadto, istnieją też przeszkody obiektywne w osiągnięciu globalnej hegemonii, chodzi o geografię, projekcję potęgi militarnej oraz takie czynniki, jak nacjonalizm i broń nuklearna.

[15] A. Wendt, Społeczna teoria stosunków międzynarodowych, Warszawa 2008, s. 221-222.

[16] A. F. K. Organski, World Politics, New York 1968, s. 292; K. N. Waltz, Struktura teorii … op.cit., s. 122.

[17] K. N. Waltz, Struktura teorii … op.cit., s. 123.

[18] D. Hume, Of the balance of power, (red.) K. Haakonssen, Political Essays, Cambridge 1994, s. 157-158.

[19] H. Kissinger, Dyplomacja, Warszawa 2009, s. 66.  

[20] H. J. Morgenthau, Polityka między narodami, Warszawa 2010, s. 208.

[21] H. J. Morgenthau, Politics Among Nations, University of Virginia 1997, Sixth Edition, s. 239. W polskiej edycji nie ma 14 rozdziału części IV (Evaluation of the Balance of Power). Orginał cytatu brzmi następująco: „[…] the balance of power could impose its restraints upon the power aspirations of nations […] to restrain themselves by accepting the system balance of power as the common framework of their endeavors.”

[22] H. Kissinger, Dyplomacja, Warszawa 2009, s. 71.; F. H. Hinsley, Power and the Pursuit of Peace. Theory and Practice in the History of Relations between States, Cambridge 1963, s. 63-162.  

[23] H. J. Morgenthau, Polityka … op.cit., s. 189.

[24] Ibidem, s. 207.

[25] K. N. Waltz, Struktura teorii … op.cit., s. 124.

[26] Ibidem.

[27] A. Brzeskot, Biegunowość systemu (polarity of the system), https://mil.link/pl/biegunowosc-systemu-polarity-of-the-system/

[28] H. Kissinger, Dyplomacja … op.cit. s. 78.

[29] D. Kondrakiewicz, Systemy równowagi sił w stosunkach międzynarodowych, Lublin 1999.  

[30] Choć na pewnym poziomie ogólności można taką próbę podjąć. Zobacz więcej: A. Brzeskot, Falsyfikacja działań mocarstw Zachodu na wschodniej flance NATO, http://geopolityka.net/artur-brzeskot-falsyfikacja-dzialan-mocarstw-zachodu-na-wschodniej-flance-nato/ 

[31] J. J. Mearsheimer, Conventional Deterrence, Ithaca and London 1983.

[32] W publicystyce jest bardzo popularna fraza – raczej o pejoratywnej konotacji – na opisanie polskiej polityki zagranicznej: polityka zagraniczna robiona na potrzeby wewnętrzne, to by oznaczało, że celem polityki zagranicznej aktora x lub y nie zawsze powinny być jego potrzeby. Więc czyje, jakiejś frakcji ideologicznej? Sąsiadów? Abstrakcyjnej wspólnoty międzynarodowej? Zapewne ważne jest kto i jak definiuje interesy narodowe. Idealiści czy realiści? W kategoriach idealistycznych czy materialnych?

[33] Na zakończenie tego eseju teoretycznego polecam podrozdział Morgenthau’a: Nauka o pokoju: współczesny utopizm, to znakomita krytyka naukowego studiowania problemów wojny i pokoju. H. J. Morgenthau, Polityka między … op.cit., s. 58-67.

 

 

Komentarze

komentarze

stat4u