Andrzej Zapałowski: Więcej powściągliwości w relacjach z Ukrainą

Zapalowski_AndrzejZ dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

25 lat stosunków dyplomatycznych z Ukrainą. Czy można powiedzieć, że cechuje je wzajemność, która jest podstawą wszelkich relacji, a przynajmniej powinna być?

– W stosunkach międzynarodowych obowiązuje – jako jedna z podstawowych zasad – zasada wzajemności i wyważonej gry interesów. Przez ostatnie lata mamy do czynienia głównie z jednostronnymi gestami ze strony Polski względem Ukrainy. Dotyczy to m.in. obszarów: polityki, gospodarki, wsparcia militarnego czy działań względem mniejszości ukraińskiej w Polsce. Jeżeli się przyjrzeć wszystkim wspomnianym obszarom, to ze strony naszego partnera mamy głównie oczekiwania wobec Polski.

Jak wyglądają relacje między Polską a Ukrainą?

– W tych relacjach strategia ze strony Polski jest głównie oparta na wspieraniu Ukrainy jako „państwa buforowego” pomiędzy Polską a Rosją. W naszej polityce wspieramy Ukrainę na arenie międzynarodowej, ale niestety ze strony Warszawy brakuje jasno wyartykułowanych oczekiwań wobec Kijowa. Przy tym musimy pamiętać, iż Ukraina jest państwem upadającym pod względem ekonomicznym. Nasza jednowymiarowa polityka jest nastawiona na wspieranie rządzącego układu oligarchicznego i polega na dość specyficznym podejściu czy wręcz tolerowaniu antyrosyjskich nacjonalistów ukraińskich. Należy jednak pamiętać, iż oligarchowie są bardzo pragmatyczni. Jeżeli okaże się, iż szala oczekiwań społecznych zacznie się przesuwać w stronę porozumienia z Rosją, tak jak w Mołdawii czy Bułgarii, to oni znajdą się na czele tej politycznej „wolty”. Polska „cały czas stoi przy Ukrainie”.

Co zyskujemy na tzw. strategicznym partnerstwie z Ukrainą, a co tracimy?

– Co zyskujemy?… Wydaje się, iż na razie niewiele, poza złudzeniem udziału w grze o wpływy w tym państwie. Natomiast każdy ekonomista zajmujący się tym obszarem wskaże bez problemu, co tracimy. Jeżeli spojrzymy na ciągle malejącą wymianę handlową, na brak obecności polskich firm w tym państwie, na koszty polityczne i gospodarcze konfliktu z Rosją o Ukrainę, ale też na możliwe obarczenie przez społeczeństwo ukraińskie m.in. Polski za wspieranie tego, co się dzieje w tym państwie przez ostatnie lata, to może się okazać, iż straciliśmy realne wpływy u obu stron konfliktu wewnętrznego na Ukrainie. 

Jak to jest, z jednej strony podczas wizyty prezydenta Poroszenki z ust polskich polityków padły deklaracje, że niepodległość Ukrainy i wspieranie jej dążeń do członkostwa w UE jest polską racją stanu, a z drugiej strony ks. abp Mieczysław Mokrzycki mówi, że we Lwowie Kościołowi rzymskokatolickiemu nie zwrócono żadnej świątyni?

– Zgadza się. Polska racja stanu jest formułowana jednostronnie przez Polskę i ta deklaracja nie znajduje rzeczywistego odzwierciedlenia w efektach, gestach, a nawet symbolach po drugiej stronie. Ukraiński układ oligarchiczny na czele z Poroszenką jest – jak wspomniałem – pragmatyczny. Jeżeli ktoś daje coś za darmo i chwali się tym publicznie, to nie pozostaje nic innego jak brać pełnymi garściami. Inaczej sprawa wyglądałaby, gdyby Polska stawiała określone warunki. Proszę zwrócić uwagę, że Niemcy, które blokują większość inicjatyw wobec Ukrainy, są pomimo tego wskazywane przez elity tego państwa jako główny i strategiczny partner do współpracy. I to Niemcy jako pierwsze sprawdzają Ukrainę poprzez współpracę gospodarczą i wpuszczanie tam swojego przemysłu.

Dlaczego kolejnym polskim władzom tak trudno postawić warunek Ukraińcom: owszem, wspieramy wasze dążenia proeuropejskie, ale jednocześnie domagamy się godnego traktowania Polaków na Ukrainie? Z czego to wynika?

– To, o czym pan mówi, powinno być poza wszelką dyskusją. Tymczasem wciąż o tym rozmawiamy, i to od 25 lat. Co więcej, w tym obszarze obserwujemy tylko regres. W ogóle pytania o polską strategię wobec Ukrainy powinny dotyczyć tego, jakie są nasze rzeczywiste szanse na realizację naszych oczekiwań. Musimy – bardzo realnie – brać pod uwagę, iż Ukraina nie ma szans na członkostwo w Unii Europejskiej czy w Sojuszu Północnoatlantyckim. Wygląda na to, iż nasza polityka sprowadza się do tego, aby jak najdłużej utrzymać i wspierać to państwo w konfrontacji z Rosją.

Ale co dalej?…

– Polityka polega na tym, iż po konfrontacji, przesileniu następuje stabilizacja i jest to tylko kwestia czasu, kiedy ten scenariusz zacznie się realizować w przypadku Ukrainy. A zatem pytanie brzmi: jaki my jako Polacy mamy pomysł na ten, wydaje się nieunikniony, etap i jak będzie wówczas wyglądała Ukraina, jaki obierze kierunek? A może będą np. dwa państwa ukraińskie? Przecież tego też nie można wykluczyć. Polska deklaruje, że nigdy nie zgodzi się z rosyjską agresją na Ukrainę, ale czy polityczny świat de facto nie przystał na poczynania Rosji?

Czy w tym machaniu szabelką nie jesteśmy sami przeciwko Rosji i jakie to niesie konsekwencje dla Polski?

– Nasza zgoda bądź jej brak jest tylko taktyczną deklaracją polityczną. Może się bowiem okazać, iż w części lub w większości Ukrainy władzę przejmą środowiska prorosyjskie, co wcale nie jest wykluczone. I co wtedy?… Wówczas te środowiska same, bez naszego poparcia, ułożą sobie relacje z Rosją, w tym również relacje terytorialne. Przecież to już się dzieje, wystarczy tylko wspomnieć Krym, gdzie każde referendum dotyczące przynależności tego obszaru zawsze wygrają Rosjanie.

Prezydenci Polski i Ukrainy pracują nad inicjatywą specjalnego uhonorowania Polaków i Ukraińców, którzy pomagali sobie w czasie II wojny światowej. 

– Sprawa jest prosta. Każde państwo powinno samodzielnie honorować za zasługi swoich obywateli, ale też obywateli innych państw. Taka praktyka jest przyjęta w większości krajów cywilizowanego świata. W przeciwnym wypadku będziemy mieli do czynienia jedynie z polityczną grą i szukaniem na siłę osób pod ściśle określone cele polityczne. Tymczasem nie o politykę tu chodzi.

Z prezydentem Poroszenką spotkał się także prezes Jarosław Kaczyński, który bardzo mocno postawił wątek historyczny, a stanowcze odcięcie się Ukrainy od zbrodni UPA uznał za warunek zarówno zbliżenia z Polską, jak i Europą. Przyznam, że kiedy czytam takie informacje, to zastanawia mnie jedno, a mianowicie, co druga strona na to?…

– To jest komunikat prezesa Jarosława Kaczyńskiego ze spotkania z prezydentem Petrem Poroszenką skierowany bardziej do społeczeństwa polskiego niż nastawiony na realne oczekiwanie zmian w polityce Ukrainy. Poroszenko niejednokrotnie publicznie deklarował swoje wsparcie dla tradycji UPA. W Radzie Najwyższej Ukrainy mamy obecnie większość posłów, którzy tradycję ukraińskiego nacjonalizmu traktują jako fundament państwa. Mam nadzieję, iż słowa prezesa Kaczyńskiego, który jak pan zacytował, a mianowicie, że zdecydowanie postawił wątek historyczny, a stanowcze odcięcie się Ukrainy od zbrodni Ukraińskiej Powstańczej Armii uznał za warunek zarówno zbliżenia z Polską, jak i Europą, są początkiem zmiany dotychczasowej fatalnej polskiej polityki w tym zakresie.

Czy nie robimy z siebie trochę wariata, skoro – jak Pan wspomniał – nie jest tajemnicą, że prezydent Ukrainy wiele razy czcił UPA?

– Ano właśnie. Tak jak przed chwilą podkreślałem, my musimy pamiętać, iż Ukraina jest coraz bardziej niestabilnym społecznie i gospodarczo państwem. My z kolei mamy bardzo ograniczone możliwości wpływania na bieg wypadków w tym kraju. Sytuacja jest dynamiczna i może się okazać, iż wiele właśnie zawieranych porozumień i umów podpisujemy z osobami, które za kilka miesięcy mogą już nie mieć realnego wpływu na politykę tego państwa. W polityce, zwłaszcza w tak niestabilnym państwie jak Ukraina, jest to, można powiedzieć, bardzo prawdopodobne i z tym trzeba się liczyć. I co wówczas?… Jaką mamy na to strategię? Przecież geografii nie zmienimy!

Dziękuję za rozmowę.

 

Artykuł opublikowany na stronie: http://naszdziennik.pl/polska-kraj/171971,wiecej-powsciagliwosci-w-relacjach-z-ukraina.html

 

Komentarze

komentarze

stat4u