Andrzej Zapałowski: Ukraina między Berlinem i Paryżem a Waszyngtonem

Ukraine-USAZ dr. Andrzejem Zapałowskim, prawnikiem, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Panie Doktorze, wygląda na to, że kilka miesięcy względnego spokoju na Ukrainie to już historia…

– Od początku uważałem i zresztą wiele razy mówiłem, że jest to konflikt zawieszony, a nie zamrożony. Tak naprawdę nic nie wskazywało, aby tzw. porozumienie „Mińsk 2” miało być w miarę trwałe. Rozgraniczenie było na linii ognia, a nie według granic administracyjnych czy też geograficznych, również zasady powrotu Donbasu do Ukrainy na oderwanych od rzeczywistości założeniach, brak reformy konstytucyjnej państwa itp. to wszystko nie wróżyło dobrze na przyszłość. Gdyby rządowi w Kijowie rzeczywiście zależało na pokojowym załatwieniu tego konfliktu, to nie wydawałby pieniędzy z pożyczek na zakupy broni, ale na reformę państwa, które coraz bardziej pogrąża się w kryzysie.

O czym mogą świadczyć ruchy wojsk rosyjskich przy granicy z Ukrainą i ponowne walki we wschodniej Ukrainie?

– Jest to typowa demonstracja siły. Rosjanie wkroczą na Ukrainę w sytuacji, kiedy zostaną do tego zmuszeni, np. w razie pacyfikacji ludności Donbasu przez armię ukraińską, czy też poprzez rzeczywistą blokadę Naddniestrza. Także zaostrzanie sankcji ponad miarę może spowodować to, że Moskwa nie będzie miała nic więcej do stracenia, aby wykonać taki ruch, ale to jest ostateczność. Tak naprawdę to bardziej Ukrainie zależy, aby w sposób ograniczony Rosjanie wkroczyli, bo to pozwoliłoby odwrócić uwagę społeczeństwa od bieżących problemów i skutecznie zablokować rosnący protest przeciw aktualnemu rządowi w Kijowie. 

Poroszenko oskarża Putina o naruszenie rozejmu poprzez atak na Marijankę, z kolei Putin odgryza się, twierdząc, że to wojska ukraińskie sprowokowały separatystów „w celu spotęgowania napięcia”. O co w tym wszystkich chodzi?

– Atak na Marijankę nie był czymś szczególnym w porównaniu do codzienności ostatnich stu dni od porozumienia „Mińsk 2”. Codziennie notowano kilkadziesiąt incydentów, w większości prowokowanych przez stronę ukraińską. Należy podkreślić, że jeżeli miałby to być rzeczywisty, poważny atak, to separatyści posiadają odpowiedni sprzęt i związki taktyczne, które pozwoliłyby przeprowadzić operację na dużą skalę, a nie „bawić” się w incydenty. Proszę też pamiętać o rosnących nastrojach antyrządowych w środowiskach skrajnych nacjonalistów ukraińskich. Tym ludziom trzeba dać cel i zajęcie. W czasie przedłużającego się pokoju jest to niebezpieczne środowisko, także dla samych Ukraińców. 

Czy wzrost napięcia ma związek ze szczytem G7 w Bawarii, z której to grupy Rosja została wykluczona po aneksji Krymu, czy może jest kolejnym krokiem ekspansji Putina?

– Wzrost napięcia jest przede wszystkim wyraźnym głosem mówiącym, iż należy znaleźć rozwiązanie dla obecnego stanu. Przedłużająca się niepewność w samym Donbasie jest problemem dla Moskwy, która stoi przed decyzją czy już uznać te republiki jako niezależne byty, czy może traktować je jako zbuntowaną część Ukrainy. Putin ma inny problem, a mianowicie w pewnych regionach Ukrainy ludzie nie obawiają się ataku Rosjan na te tereny, oni po prostu czekają na Rosjan. Z tej kwestii także zdaje sobie sprawę Zachód, który musi dążyć do pewnych rozstrzygnięć, gdyż pojawiają się kolejne problemy w Europie, choćby nielegalni imigranci.

Do czego tak naprawdę dąży Putin. Czy w dalszym ciągu będzie parł do konfrontacji?

– Putin dąży do odzyskania wpływów na całej Ukrainie, no może poza zachodnią jej częścią, i do zneutralizowania, jego zdaniem, nadmiernych wpływów Zachodu w tym państwie. Jego cele są dostosowywane do aktualnych uwarunkowań i możliwości Rosji. Jedno jest pewne − a mianowicie musi trwale odblokować Naddniestrze i przynajmniej zamrozić konflikt w Donbasie. Problemem są tylko granice, które nie satysfakcjonują Moskwy.

Stany Zjednoczone nawołują do utrzymania sankcji wobec Moskwy. To wskazywałoby, że Niemcy i Francja chcą „ulżyć” Putinowi. Czy Amerykanie wchodzą do gry?  

–  Ukraina, zasadniczo, to amerykańska gra. Waszyngtonowi zależy na stworzeniu jak największego pasa oddzielającego Rosję od Niemiec, czyli swoistego kordonu sanitarnego. Pasa, który w miarę trwale uniemożliwiłby współpracę Berlina z Moskwą. Polska jest bezrefleksyjnie proamerykańska, problem tylko w tym, ile się uda wyszarpnąć Ukrainy spod wpływów Moskwy. Niemcy nie mogą wprost popierać Rosji w tym konflikcie, gdyż naraziłyby się na utratę przywództwa w Unii Europejskiej. Dla Francji Ukraina wobec wyzwań Afryki staje się coraz bardziej obszarem peryferyjnym, z którego rakiem chce się wycofać.

Werchowna Rada uchwaliła możliwość przyjęcia na terytorium Ukrainy sił pokojowych. Tymczasem ONZ ani UE jakoś nie palą się specjalnie do misji. Poroszenko chce rękami sił międzynarodowych rozwiązać konflikt…?

– Poroszenko różnymi metodami chce wplątać w ten konflikt maksymalnie dużą ilość państw, w tym oczywiście Polskę. Jednym ze scenariuszy jest skierowanie tam sił pokojowych ONZ, które z założenia od czasu do czasu byłyby ostrzeliwane. Chce także pokazać, iż społeczność międzynarodowa nie zostawia tego państwa samego sobie. Problem Poroszenki polega jednak na tym, że prawie nikt poza takimi państwami jak Litwa nie chce się bardziej wplątywać w tę wojnę. Istnieje także obawa, że siły ONZ mogłyby utknąć na Ukrainie, a to wymusiłoby trwanie tego konfliktu przez lata.

Niebawem Putin udaje się do Włoch, w Watykanie zostanie przyjęty przez Papieża Franciszka. Czy i na ile autorytet Ojca Świętego może wpłynąć na rozwój wydarzeń we wschodniej Ukrainie?

– Papieżowi chodzi o pokój, Putinowi chodzi o przyklepanie status quo, innymi słowy − aneksji Krymu i federalizacji Ukrainy. Te dwa elementy w pewnym sensie są zbieżne. Ponadto Kreml nie chce już zachodniej Ukrainy, a co za tym idzie − daje wolną rękę dla rozwoju na tym terenie Kościoła greckokatolickiego i rzymskokatolickiego. Tak więc jest wiele wspólnych i zbieżnych celów. Dla Putina liczy się autorytet niezależnego, posiadającego ogromny autorytet Papieża. Ponadto Rosja stoi na straży tradycyjnych wartości chrześcijańskich, które są włącznie z chrześcijaństwem niszczone w Europie. Niebagatelną kwestią jest także wsparcie rosyjskie dla chrześcijan w Syrii, którzy są tam prześladowani. Co się zaś tyczy Ukrainy, nie spodziewam się po tej wizycie radykalnych zmian wewnątrz tego kraju, co najwyżej poprzez rząd Włoch zostanie zapewne podjęta próba wpłynięcia na wysokiego przedstawiciela Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Federiki Mogherini w kwestii zmiany polityki Wspólnoty wobec Rosji. Dziękuję za rozmowę.

Źródło: Nasz Dziennik

Komentarze

komentarze

stat4u