Andrzej Zapałowski: Podstawą bezpieczeństwa Polski są własne zdolności obronne

Zapalowski_AndrzejGeopolityka.net: Katastrofa samolotu pasażerskiego Boeing 777-200ER linii lotniczych Malaysia Airlines (lot MH-17) z 17 lipca br. wywołała falę oburzenia i umiędzynarodowiła konflikt na Ukrainie. Trwają spekulacje, czy było to przypadkowe zestrzelenie (choć wielu ekspertów wyklucza takie prawdopodobieństwo z przyczyn technicznych), czy celowe działanie. W czyim interesie mogłaby być śmierć 298 pasażerów cywilnego samolotu?

Dr Andrzej Zapałowski:  Komplikacje związane z określeniem jednoznacznej przyczyny tej tragedii, polegają, z jednej strony na dezinformacji związanej z wojną informacyjną toczoną przez strony konfliktu i państwa im sprzyjające, a z drugiej na braku jednoznacznych danych pochodzących ze źródeł rozpoznania wywiadowczego i kontroli lotów. Nie ulega wątpliwości, że separatystom, jak również wspomagającej ich Rosji nie zależało na strąceniu tego samolotu ze względów wizerunkowych. Ewentualne zestrzelenie samolotu przez powstańców donieckich mogło nastąpić wyłącznie poprzez pomyłkę. Atak na samolot przez Rosjan wykluczam, gdyż posiadali oni pełne dane dotyczące lotu tego samolotu i taka decyzja byłaby samobójstwem politycznym. Pozostaje tu bardzo niejasna kwestia roli Ukrainy lub wewnętrznych środowisk w tym państwie, działających na rzecz zaostrzenia konfliktu na wschodzie. Zastanawiająca jest rola cywilnych kontrolerów ruchu lotniczego i dowództwa ukraińskiego lotnictwa wojskowego o kierowaniu samolotów pasażerskich nad strefą walk. Była to skrajna nieodpowiedzialność rządu w Kijowie, albo zamierzone działanie. Kolejnym elementem jest prawdopodobny udział lotnictwa wojskowego Ukrainy w „eskorcie” wspomnianego samolotu. Jeżeli te fakty znalazły by swoje potwierdzenie, oznaczałoby to zasłanianie się przed zestrzeleniem wspomnianego samolotu myśliwskiego samolotem pasażerskim w locie mającym za na celu wykonanie zadania bojowego. Oznaczałoby to świadome narażenie pasażerów lotu cywilnego na niebezpieczeństwo. Ostatnia w końcu hipoteza to prowokacja strony ukraińskiej. Mamy tu do czynienia z dwoma przypadkami. Jeden to prowokacja Sił Zbrojnych Ukrainy, a drugi to prowokacja ze strony środowisk skrajnie nacjonalistycznych mających na celu doprowadzenie do eskalacji konfliktu i jego większe umiędzynarodowienie.

Jakie mogą być możliwe dalsze scenariusze rozwoju sytuacji na Ukrainie?

A.Z.: Zasadniczo jedno jest pewne, w razie niezgody Kijowa na federalizację państwa, wojna niezależnie od jej formy będzie trwała latami. Oczywiście nie mówię tu o rozstrzygnięciu na froncie w rejonie Doniecka. Zasadniczo podziały pomiędzy stronami wewnętrznej wojny domowej, poprzez setki ofiar cywilnych na tyle się pogłębiły, ze bez stałej „okupacji” tego obszaru przez Ukrainę nie będzie tam spokoju. Sama zaś okupacja wiąże się ze stałym utrzymywaniem dużych garnizonów wojskowych, wyposażonych w najnowszą technikę wojskową i maksymalnie spenetrowanie przez służby specjalne Ukrainy, na co to państwo nie będzie miało środków. Doprowadzi to do przeniesienia wojny domowej, już nie w formie regularnych walk, ale działań typowo terrorystycznych na cały obszar państwa, powodując jego trwałą destabilizację. To będzie coś w rodzaju Ulsteru, ale z tą różnicą, iż na kilkakrotnie większą skalę. Obrazki w mediach światowych o kolejnym ataku terrorystycznym na Ukrainie będą taką samą normalnością jak kolejna bomba w Iraku czy Palestynie. Oczywiście istnieje także inna wersja tej wojny. Mianowicie separatyści mogą otrzymać tak duże wsparcie sprzętowe i osobowe, iż nie tylko utrzymają Donbas, ale także będą prowadzić ofensywę wgłębi kraju. Potencjał na takie działania jest duży. W Odessie, Charkowie, Zaporożu czy Dniepropietrowsku tysiące potencjalnych separatystów czeka na rozkaz i broń. Takiemu scenariuszowi będzie sprzyjać katastrofa ekonomiczna państwa oraz wzrost nastrojów antyrządowych. Inna kwestią są nastroje separatystyczne na Zakarpaciu, które będą się nasilały wespół z problemem wewnętrznym w sąsiedniej Mołdawii. Nie należy wykluczyć także interwencji Rosji. Istnieją ku temu dwie zasadnicze przesłanki. Pierwsza to groźba faktycznego upadku Noworosji i przez to kompromitacja władzy na Kremlu, a z drugiej strony doprowadzenie Moskwy poprzez nałożone sankcje do sytuacji, że nie będzie miała „już nic więcej” do stracenia.

W tym roku w naszym kraju hucznie obchodzono „25-lecie wolności”. Jak z tej perspektywy ocenia Pan polską politykę wschodnią, jej założenia, cele, wizje i wreszcie efektywność w ostatnim ćwierćwieczu?

A.Z.: Polska polityka wschodnia po 1989 roku to działanie elit, dla których nie istniała nawet częściowa,  narodowa, samodzielna  polityka zagraniczna. Lata dziewięćdziesiąte to zmaganie się „nowej” ekipy  prozachodniej w MSZ z kadrą postsowiecką. I jedna i druga nie widziała Polski jako, nawet ograniczonego gracza w Europie Środkowej.  W końcu tej dekady wygrała opcja prozachodnia, gdzie interesy „protektorów” tej gry przysłoniły polskie interesy na wschodzie. Oczywiście powoływano się i ciągle powołuje na Giedroycia i jego wybiórcze tezy oraz publikacje, jednocześnie nie pamiętając, że był on jednym z ideologów Polski mocarstwowej. Obecnie, już w XXI wieku wielu polityków trzyma się kurczowo idei wspierania państw, które powstały na gruzach I Rzeczypospolitej, nie widząc przy tym ich koniunkturalizmu w odniesieniu do Polski, a nawet wprost zwalczania polskich interesów na Wschodzie.  Nawet białoruska opozycja jest doktrynalnie antypolska, nie mówiąc o skrajnych nacjonalistach ukraińskich czy też litewskich będących u władzy. Oczywiście ta postawa Polski jest bardzo na rękę Stanom Zjednoczonym i Niemcom realizującym na Wschodzie swoje interesy.

Jak z perspektywy kilku miesięcy ocenia Pan porozumienie z 21 lutego wynegocjowane z Wiktorem Janukowyczem przez Radosława Sikorskiego?

A.Z.: To „jednodniowe” porozumienie było typowym manewrem politycznym, będącym przykrywką do zamachu stanu na Ukrainie. Bardzo negatywnie oceniam działania Janukowicza, ale przenoszenie działań operacyjnych, które były realizowane podczas Północnoafrykańskiej Wiosny Ludów z 2011 roku, na grunt Ukrainy było błędem. Ukraina to zasadniczo dwa społeczeństwa, z których jedno ma stałego protektora w postaci Rosji. To się w całości państwa nie mogło udać i z tego zdawali sprawę sobie organizatorzy tego puczu. W końcu nie oni poniosą konsekwencję tego manewru politycznego, ale społeczeństwo tego kraju. Spróbować zawsze było warto. W odniesieniu do wspomnianego porozumienia złamano zasady, co zapewne przeniesie się na grunt nowych, przyszłych porozumień.

2 lipca tego roku w Berlinie odbyło się spotkanie ministrów spraw zagranicznych Niemiec, Rosji, Francji i Ukrainy w sprawie kryzysu ukraińskiego. Polskiego ministra nie zaproszono. Warto dodać, że niecały miesiąc wcześniej, dokładnie 10 czerwca br. w Sankt Petersburgu odbyło się czwarte spotkanie tzw. Trójkąta Królewieckiego (posiedzenie szefów dyplomacji Polski, Rosji i Niemiec), który – w założeniu – miał wzmacniać pozycję Polski w regionie. Jakie błędy popełnia dyplomacja pod kierownictwem ministra Sikorskiego?

A.Z.: Polska od samego początku konfliktu na Ukrainie próbowała przejąć inicjatywę, nie zwracając przy tym uwagi na fakt, iż  jest to  konflikt regionalny o globalnym zasięgu. To, zaś spowodowało, iż została ona wystawiona przez światowe mocarstwa do zaognienia konfliktu, aby w drugiej fazie po „wyeliminowaniu” radykałów przejść do fazy rozmów nad możliwościami jego rozwiązania. Ambicje Sikorskiego mające na celu uzyskanie międzynarodowych profitów dla siebie, naraziły Polskę na utratę ważnej pozycji w negocjacjach nad zakończeniem tego konfliktu i uzyskaniem dla Polski wpływu na kształtowanie  tego obszaru pod względem gry interesów gospodarczych i politycznych. Sam fakt spotkania w Petersburgu i rozmowa pomiędzy Polską, Niemcami i Rosja nad rozwiązaniem konfliktu na Ukrainie była kontynuacją bardzo dobrej formuły. Niestety  inicjatywa ta nie współgra z interesami Stanów Zjednoczonych, które chcą odegrać zasadniczą role w negocjacjach z Rosją w sprawie Ukrainy. Polska powinna zrozumieć, iż konflikt na Ukrainie można rozstrzygnąć tylko w drodze negocjacji z Rosją. Każda inna opcja, to swoista eliminacja z profitów ewentualnego porozumienia.

Minister Radosław Sikorski w słynnym już nagraniu przyznał, że „polsko-amerykański sojusz to jest nic nie warty, jest wręcz szkodliwy, bo stwarza Polsce fałszywe poczucie bezpieczeństwa”.  Czy Pańskim zdaniem, członkostwo w NATO daje naszemu krajowi realne gwarancje bezpieczeństwa?

A.Z.: Podstawą bezpieczeństwa Polski są własne zdolności obronne! Każda inna opcja to stwarzanie społeczeństwu złudzeń, które mogą prowadzić do zwielokrotnienia zagrożenia. NATO jest bardzo ważnym elementem strategii odstraszania, ale jego skuteczność zasadniczo zależy od wewnętrznych uwarunkowań politycznych państw członkowskich w danej chwili powstania zagrożenia. Dla Polski jest to ważny element bezpieczeństwa, który może zasadniczo je wzmocnić. Jednakże, celem owej polityki kraju jest uczynienie z niego państwa na miarę swoich możliwości niepokonalnego, co zdecydowanie wzmocni naszą pozycję polityczną w świecie. Sikorski w swojej rozmowie nie powiedział nic nowego, same Stany Zjednoczone podkreślają, iż Europa Środkowa to jest obszar ich zainteresowania niższego rzędu.

Na Ukrainie jesteśmy świadkami modelowego zastosowania starej koncepcji wojen buntowniczych (ros. miatieżnyje wojny), dobrze opisanej w 1960 r. przez Jewgienija Messnera oraz sowieckiej doktryny narodowościowej. Oprócz tego mamy do czynienia z praktyczną realizacją wielu klasycznych założeń rosyjskich i zachodnich teorii geopolityczno-informacyjnych. Niestety żadne z powyższych czynników nie zostały uwzględnione w żadnej strategii bezpieczeństwa narodowego RP po 2004 r. Co więcej, w „Białej Księgi Bezpieczeństwa Narodowego” z 2013 r. czytamy (strona 103): Zagrożenie w postaci dużego konwencjonalnego konfliktu w tej części Europy jest obecnie bardzo mało prawdopodobne[1]. Jaka jest Pańskim zadaniem przyczyna takiego poziomu  świadomości strategicznej wśród polskich elit?

A.Z.: Biała Księga jest opracowaniem, w którym przebija poprawność polityczna. Bardzo szerokie grono autorów tego dokumentu pokazuje, iż musiał być on „strawny” dla wszystkich. To kolejny dokument, poza Strategią Bezpieczeństwa Narodowego z 2007 roku, który nic istotnego nie wnosi do naszego bezpieczeństwa narodowego. Nie pokazuje on nie tylko dużych zagrożeń konfliktem konwencjonalnych w tej części Europy, ale także zagrożeń wspierania dezintegracji państw tego regionu, w tym Polski przez tworzone, lokalne separatyzmy.  Nie wymieniając z nazwisk wielu dotychczasowych konsultantów, którzy przez lata paraliżowali istotne próby reformy polskiej polityki bezpieczeństwa. Tak ważne ośrodki w zakresie bezpieczeństwa jak  Akademia Obrony Narodowej były traktowane jako miejsca intelektualnej fantazji. Zasadniczo także wielu polityków kierujących segmentami obronności Polski to totalni ignoranci. Można tu chociażby wymienić byłego pacyfistę i szkodnika, który kierował resortem Obrony Narodowej, czyli Bogdana Klicha, czy też obecnego szefa sejmowej Komisji Obrony Narodowej, profesora od robaczków Stefana Niesiołowskiego.

Jak Pan ocenia inicjatywę „Odbudujmy Armię Krajową” i postulat stworzenia w Polsce wojsk terytorialnych na szczeblu każdego powiatu, dziedziczących tradycje AK i zorganizowanych na wzór Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego?

A.Z.: To niezwykle ważna inicjatywa. Po raz kolejny, społeczeństwo widząc miernotę części swoich elit, bierze sprawy obronności we własne ręce. Jeżeli przez kilkanaście lat argumenty podawane przez naukowców z zakresu bezpieczeństwa nie trafiały do rządzących, to  wzięli  się za to społecznicy, którym zależy na dobru swojego państwa. Nie tylko Szwajcaria powinna mieć system obrony powszechnej, a szczególnie właśnie Polska. Mamy tradycje, mamy społeczne przyzwolenie, mamy potencjał zbrojeniowy zapewniający dla tego komponentu Sił Zbrojnych wyposażenie, problem w  tym, że mamy także kompradorskie elity. Ale wierzę iż to właśnie ruch „Odbudujmy AK” przełamie niemoc w tym względzie. Jestem pełen podziwu i będę wspierał działania tych młodych, wspaniałych ludzi.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: dr Leszek Sykulski

***

Andrzej Zapałowski – doktor nauk wojskowych, oficer rezerwy Wojska Polskiego, prawnik, historyk, poseł na Sejm RP III kadencji, w latach 2005-2009 deputowany do Parlamentu Europejskiego. Pełnomocnik rektora Uniwersytetu Rzeszowskiego ds. projektów unijnych. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Członek zarządu Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, przewodniczący Oddziału Rzeszów PTG.

***


[1] Biała Księga Bezpieczeństwa Narodowego, Warszawa 2013, s. 103. Dokument można pobrać ze strony BBN:

http://www.spbn.gov.pl/sbn/biala-ksiega/4630,Biala-Ksiega.html

 

 

Komentarze

komentarze

stat4u