Andrzej Zapałowski: Nacjonalizm ukraiński w Polsce – trend czy zaplanowana polityka?

nacjonalizm_ukrainadr Andrzej Zapałowski

Problematyczny jest dziś dialog z Ukrainą w kwestii przyjęcia przez ten kraj prawdy o ludobójstwie, którego dokonali ukraińscy nacjonaliści na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Ukraińskie środowiska partyjne wysokiego szczebla dążą m.in. do zamazania tej prawdy w imię celów politycznych, wyrażanych obecnie w stosunkach z sąsiadami, które sięgają do fundamentalnych założeń Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Problem dotyczy wizji celów i metod, które zasadniczo nie są akceptowalne współcześnie w kręgach cywilizacji łacińskiej.

Inną kwestią jest tocząca się w Polsce dyskusja na tematy bieżącej polityki międzynarodowej i zagadnień historycznych ze środowiskami, które reprezentują obywateli polskich narodowości ukraińskiej. Pomimo upływu ponad 25 lat od czasu odzyskania przez nasz kraj suwerenności, poza publicystką, nie podejmowano poważniejszych badań dotyczących roli mniejszości ukraińskiej i niektórych organizacji ją reprezentujących (głównie Związku Ukraińców w Polsce) w kreowaniu napięć, w tym także na styku stosunków państwowych pomiędzy Polską a Ukrainą. 

Sprawa jest istotna, bo na Ukrainie nie widać generowania konfliktów przez mniejszość polską. Poznanie tego stanu rzeczy jest także niezwykle ważne dla strategii polityki naszego kraju w stosunku do określonych środowisk. Artykuł jest próbą analizy tego zagadnienia z perspektywy polskiej i odnosi się do okresu po roku 1990. Temat wymaga pogłębionych badań. Tekst jest próbą odpowiedzi na pytanie czy nacjonalizm ukraiński ma inne cele, niż utrzymanie języka i kultury mniejszości ukraińskiej w Polsce.

Nie ulega wątpliwości, że w demokratycznym kraju mniejszości narodowe powinny czuć się bezpiecznie, a państwo powinno im pomagać w kultywowaniu języka, tradycji i kultury. Przeważająca grupa mniejszości w Polsce jest usatysfakcjonowana stopniem dotychczasowego wsparcia. Pomimo uzyskania nowych praw i subwencji państwa należy się zastanowić czy pewne wydarzenia i napięcia na tle narodowościowym miały swoje podstawy w polskim nacjonalizmie, czy też w działalności określonych ośrodków mniejszości narodowych, których cele rzeczywiste znacznie wykraczały poza zabezpieczenie możliwości kultywowania tradycji. Przełomowym okazał się rok 1989. Zmiany ustrojowe jakie wówczas nastąpiły wpłynęły także na nowe podejście do mniejszości narodowych w Polsce. Krajowe elity uznały, że w kwestii pomocy i wsparcia dla mniejszości narodowych nie ma zasady wzajemności. Z czasem doprowadziło to do wyjątkowej asymetrii w zakresie statusu mniejszości polskiej w krajach sąsiednich a mniejszości narodowych w Polsce, na korzyść tych ostatnich.

Populacja mniejszości ukraińskiej w Polsce

Jeszcze na początku lat 90. XX w. społeczność ukraińską w Polsce szacowano na około 250-350 tys. osób . Liczby te miały świadczyć o dużej potrzebie wsparcia materialnego, m.in. w formie zwrotu lub przekazania nieruchomości, które by po ich zagospodarowaniu tworzyły podstawy materialne i organizacyjne do działań mniejszości. Dziś pokazanie faktycznej liczby obywateli polskich czujących się Ukraińcami byłoby niekorzystne propagandowo dla tej społeczności. W 1995 r. sami Ukraińcy oceniali, że na terenie tylko byłego województwa przemyskiego mieszka ich około 10 do 20 tys. osób. Jako główne skupiska wskazywano Przemyśl, Jarosław i wieś Kalników. Swoją aktywność wyrażali w działalności przemyskiego oddziału Związku Ukraińców w Polsce, który posiadał wówczas 11 kół i zrzeszał 800 osób (m.in.: Przemyśl, Jarosław, Kalników, Kłokowice, Młodowice, Chotyniec, Zapałów i Hrebenne). Przy oddziale funkcjonowały również organizacje: „Płast”, Związek Ukrainek, Towarzystwo Lekarskie, Towarzystwo Nauczycieli, Towarzystwo Naukowe i Towarzystwo „Narodnyj Dim”.

Dopiero spis powszechny w 2002 r. wykazał, że przez dziesięć lat manipulowano danymi dotyczącymi populacji tej mniejszości, w tym ekspertyzami dla Sejmu RP. Wspomniany wykaz ujawnił, że na Podkarpaciu mieszkało 2 103 837 osób, a narodowość polską wykazało 98,8% z nich. Narodowość niepolską deklarowało jedynie 0,3% osób, a nieustaloną – 0,9%. Narodowość ukraińską na Podkarpaciu reprezentowało niecałe 11% społeczności Ukraińców w Polsce! We wspomnianym spisie narodowość ukraińską wskazały 27 172 osoby posiadające obywatelstwo polskie . Oznacza to, że na Podkarpaciu mieszkało około 3 tys. Ukraińców będących obywatelami polskimi. Stało to w drastycznej sprzeczności z wcześniejszymi deklaracjami ich liczebności, tym bardziej że nowe województwo podkarpackie stanowiło obszar ponad trzy razy większy od dawnego przemyskiego.
Z kolei w spisie powszechnym z 2011 r. narodowość ukraińską podało 38400 osób, w tym jako jedyną 27600. Z tej liczby na Podkarpaciu mieszkało 8,1% społeczności ukraińskiej, czyli ponownie poniżej 3 tys. osób.

Jeszcze kilka lat temu działacze ukraińscy z Przemyśla oceniali, że w Polsce mieszka około 150 tys. Ukraińców z polskim obywatelstwem, w tym około 10 tys. w samym Przemyślu . Według autora liczba Ukraińców w Przemyślu jest specjalnie zawyżana, aby uzyskać efekt wpływu na lokalne władze. Maksymalnie w samym mieście i okolicy mieszka około 3 tys. Ukraińców. W zespole szkół z ukraińskim językiem nauczania (podstawówka, gimnazjum, liceum) nie ma zazwyczaj więcej niż 200 osób.

Konflikt o kościół i klasztor oo. Karmelitów Bosych w Przemyślu. W rok po czerwcowych wyborach 1989 r. w Przemyślu doszło do pierwszego poważnego konfliktu lokalnej społeczności z przedstawicielami duchowieństwa i Związku Ukraińców w Polsce, którego konsekwencje doprowadziły do umiędzynarodowienia napięć, wówczas już znacznie osłabionych przez upływ czasu pomiędzy oboma narodami. Wspomniane starcie uwypukliło także politykę ukraińskiej diaspory prowadzonej na emigracji, głównie w Kanadzie i USA, w stosunku do niektórych działaczy ukraińskich w Polsce, którzy korzystając z „odwilży” politycznej mieli podjąć się działań mających na celu odzyskanie mienia użytkowanego przed II wojną światową przez grekokatolików, niezależnie od prawa własności do niego. Konflikt ów miał swoją genezę nie tylko w animozjach polsko-ukraińskich w mieście, lecz także był elementem międzynarodowej akcji spadkobierców nacjonalistów ukraińskich z lat 30 i 40. XX w. Stanowił również kolejną fazę odbudowy wśród młodego pokolenia Ukraińców w Polsce idei i celów, które były wpisane w program Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów . Samo położenie kościoła, który górował nad miastem, miało znaczenie symboliczne dla Ukraińców, gdyż miało świadczyć o jego ukraińskości.

Kościół i klasztor zostały ufundowane przez hrabiego Marcina Krasickiego w 1631 r. dla oo. Karmelitów Bosych . Po I rozbiorze Przemyśl znalazł się w składzie monarchii austriackiej. Zgodnie z dekretem Józefa II z 1782 r. znoszącego zakony kontemplacyjne, w 1784 r. nastąpiła jego kasata. Zaborcy likwidowali klasztory, które jako ośrodki kultury, wiary i polskości, stały na przeszkodzie ich celom politycznym. Jednocześnie władze austriackie zaczęły roztaczać opieką społeczność greckokatolicką. W dniu 3 lipca 1784 r. kościół i klasztor przekazano duchowieństwu greckokatolickiemu. Szansa na ich odzyskanie przez oo. Karmelitów Bosych pojawiła się dopiero po zakończeniu II wojny światowej, gdy w 1946 r. zlikwidowano w Polsce Cerkiew greckokatolicką.

Pierwsze publiczne informacje o zamiarze zgłoszenia formalnych roszczeń do kościoła i klasztoru oo. Karmelitów Bosych w Przemyślu ukraińska społeczność miasta zasygnalizowała już w kwietniu 1990 r., podczas posiedzenia Sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych, które odbywało się w Przemyślu . Jednakże początek konfliktu o Karmel wywołał list kardynała Myrosława Lubacziwskiego z 26 września 1990 r., skierowany do generała Zakonu Karmelitów Bosych w Rzymie. Hierarcha greckokatolicki domagał się w nim zwrotu „ich katedry”, tj. przemyskiego kościoła oo. Karmelitów. Informację o zamiarach Lubacziwskiego opublikowano w prasie lokalnej, co wywołało wzburzenie osób związanych z tym kościołem .

Próbę polubownego załatwienia problemu podjął bp Ignacy Tokarczuk, który 27 grudnia 1990 r. wydał oświadczenie: Za najbardziej słuszne i sprawiedliwe rozwiązanie uważam to, które nawiązuje do roku 1784, kiedy cesarz austriacki Józef II zabrał grekokatolikom plac pod budowę nowej katedry […], a zamiast tego oddał im kościół i klasztor Karmelitów po kasacie Zakonu […]. Obecnie władze wojewódzkie i miejskie w Przemyślu gotowe są do oddania placu i udzielenia pozwolenia na budowę świątyni (katedry). Takie rozwiązanie byłoby do przyjęcia przez wszystkich, nikt by nie czuł się pokrzywdzony. Natomiast ja, jako ordynariusz przemyski obrządku łacińskiego, zobowiązuję się do poważnej finansowej pomocy przy tej budowie ze strony mojej diecezji, w której w ciągu ostatnich 25-ciu lat powstało ponad 300 nowych świątyń. Dlatego nie będzie to dla nas sprawa ani trudna, ani ciężka. Tak więc to, że doszło do napięć i konfliktów, które miały swoje konsekwencje w następnych latach, związane było z nieprzejednaną postawą hierarchii greckokatolickiej i ulegającym im niektórym hierarchom polskiego kościoła rzymskokatolickiego.

Po ingresie nowego biskupa greckokatolickiego, 15 kwietnia 1991 r., Związek Ukraińców w Polsce wydał oświadczenie, w którym pisał: Kwestia przekazania katedry św. Jana Chrzciciela obrządku greckokatolickiego z całą mocą unaoczniła jednocześnie skalę zaniedbań, jakich dopuszczono się w stosunku do Ukraińskiej Cerkwi greckokatolickiej, jak również w stosunku do całej społeczności ukraińskiej w Polsce […]. W tej sytuacji przekazanie w użytkowanie na pięć lat katedry greckokatolickiej zostało odczytane jako decyzja krzywdząca, bowiem jej przynależność do Cerkwi greckokatolickiej nie kwestionowano ani w okresie tzw. Autonomii Galicyjskiej, ani przez władze państwowe i Kościół rzymskokatolicki w II Rzeczypospolitej, co znalazło swój wyraz w konkordacie z 1925 r.

Powyższe oświadczenie pokazuje, że propozycja dzierżawy na 5 lat kościoła oo. Karmelitów przez stronę ukraińską nie stanowiła celu, a tylko formę jego niby-czasowego objęcia. U strony polskiej propozycja od razu budziła podejrzenia, że dzierżawa doprowadzi faktycznie do przejęcia świątyni. Potwierdzeniem tych podejrzeń jest wypowiedź – już po ingresie nowego biskupa greckokatolickiego i otrzymania nowego kościoła od strony polskiej – działacza Związku Ukraińców w Przemyślu Jarosława Sydora dla gazety „A–Z” (6 V 1991), w której stwierdził, że kościół grekokatolicy posiadali legalnie i powinno go się oddać . Należy nadmienić, że Stolica Apostolska nigdy nie uznała własności i nie ustanowiła w tym obiekcie katedry greckokatolickiej, a jedynie sankcjonowała jej użytkowanie.
W wyniku nacisku hierarchii kościelnej na oo. Karmelitów, by przekazali kościół na 5 lat, przedstawiciele społeczności lokalnej zadecydowali o podjęciu zamkniętych dni skupienia, nazywanych przez prasę „okupacją Karmelu”, aż do skutku w postaci nieprzekazania go w użytkowanie grekokatolikom. Komitet podkreślał, że publiczne oskarżanie o inspiracje ze strony KGB są haniebne . Wtedy po raz pierwszy w stosunku do osób negujących cele środowiska ukraińskiego użyto bezpodstawnych sugestii o agenturalność. Sugestie takowe wysunął później także dyrektor Kancelarii Prezydenta RP Antoni Bielewicz.
Jeszcze w trakcie konfliktu o Karmel bp Jan Martyniak, 14 maja 1991 r., wystąpił do Komisji Majątkowej w Warszawie z wnioskiem o zwrot kilku nieruchomości w Przemyślu. Wcześniej, bo 7 grudnia 1990 r., o zwrot innych nieruchomości zwrócił się do Komisji Majątkowej proboszcz katedralnej parafii greckokatolickiej w Przemyślu ks. Teodor Majkowicz. Stworzyło to atmosferę przejmowania przez Ukraińców części miasta. Po licznych protestach miejscowych wiernych Jan Paweł II postanowił pozostawić kościół i klasztor w rękach oo. Karmelitów.
W trakcie zmagań społeczności Przemyśla o utrzymanie przez oo. Karmelitów ich własności, doszło także do włączenia się polityków z Warszawy, którzy nie rozumiejąc istoty sporu, bezrefleksyjnie popierali środowiska ukraińskie. W związku ze zbliżającymi się wyborami do parlamentu Zarząd Wojewódzki Porozumienia Centrum w Przemyślu, na czele z przewodniczącym Markiem Kuchcińskim, odciął się od Komitetu. Wywołało to protest kilkunastu działaczy PC i zarazem Komitetu wyrażony na piśmie 17 sierpnia 1991 r. . Należy podkreślić, że Zarząd Wojewódzki PC zgodnie ze statutem nie miał prawa kwestionować uchwały zjazdu, który wcześniej takiego poparcia udzielił. Późniejsze zdarzenia pokazały, że próba przekazania kościoła i klasztoru oo. Karmelitów była inspirowana na poziomie międzynarodowym przez część hierarchii rzymskokatolickiej wraz grekokatolicką.
Decyzja Jana Pawła II o definitywnym odrzuceniu możliwości otrzymania kościoła była trudna do zaakceptowania. Trzy miesiące po werdykcie Ojca Świętego, 6 września 1991 r., 37 księży greckokatolickich z całej Polski opublikowało list otwarty, w którym zażądało natychmiastowego: zwrotu dóbr materialnych będących własnością Kościoła greckokatolickiego, a użytkowanych obecnie przez różne instytucje państwowe […]. Napięta sytuacja, jaka powstała w Przemyślu wskutek konfliktu wokół katedry, i obecny negatywny stosunek władz do kwestii majątkowej naszego Kościoła zdecydowanie nie sprzyja dobremu współżyciu naszych społeczności i jest rażącym anachronizmem w demokratycznych procesach, jakie zachodzą w Polsce.

 Zakończenie protestu przez członków Komitetu nie zamknęło wszystkich spraw. Pojawił się nowy problem dotyczący przywrócenia pierwotnego wyglądu kościoła i rozebrania dobudowanej w XIX w. kopuły. Bizantyjska forma górująca nad Przemyślem stała się przedmiotem kolejnego konfliktu, który trwał jeszcze kilka lat i zakończył się przywróceniem wyglądu kościoła z XVII w. Ten symbol ukraińskości kościoła jest do dziś podkreślany w licznych publikacjach i traktowany jako walka ze społecznością ukraińską w Przemyślu, co jest dalekim nieporozumieniem.

Sam spór stał się wskutek działań niektórych hierarchów i działaczy ukraińskich konfliktem międzynarodowym. Na Ukrainie, w ramach planowanych działań zacierania polskiego charakteru świątyń, kościół greckokatolicki w przejętych świątyniach rzymskokatolickich nadbudowywał na dachach bizantyjskie kopuły, m.in. w: Bartatowie k. Gródka Jagiellońskiego, Jabłonowie, Kosowie, Krzywczynie k. Lwowa, Krynicach k. Drohobycza, Krystynopolu, Pustomytach, Równym oraz w kościele oo. Karmelitów w Trembowli i oo. Reformatów we Lwowie.

O wyjątkowej stronniczości władz w Warszawie w tzw. „kwestii przemyskiej” świadczy także fakt, że po przekazaniu grekokatolikom XVII-wiecznego kościoła oo. Jezuitów w Przemyślu szybko zgodzono się na demontaż jego zabytkowego wyposażenia, a nawet – wbrew zapewnieniom Ministra Kultury i Sztuki, że to nie nastąpi – skuto łacińskie napisy na froncie obiektu. Jest to przykład dysproporcji w podejściu państwa polskiego do żądań Ukraińców w naszym kraju, a potrzeb Polaków żyjących na Kresach.

O braku dalekowzrocznej polityki państwa polskiego w stosunku do roszczeniowej postawy Ukraińców w Przemyślu sygnalizowały liczne miejscowe organizacje społeczne i kombatanckie. Jednakże zdominowane przez środowiska liberalne, wywodzące się z głownie Unii Wolności, władze polskie bagatelizowały problem. Brakowało symetrii w położeniach mniejszości narodowych w Polsce i na Ukrainie.

 We wrześniu 1995 r. społeczność skupiona w organizacjach kresowych i patriotycznych wystosowała do władz lokalnych i krajowych „Memoriał w sprawie działań antypolskich nacjonalizmu ukraińskiego w Polsce”. W jego tekście znalazły się stwierdzenia mówiące o potrzebie trzeźwej oceny tej groźnej sytuacji i podjęcia działań zmierzających do ukrócenia poczynań sympatyków banderyzmu w Polsce. Od dwóch dekad ostrzegano, że bagatelizowanie tego problemu będzie miało poważne konsekwencje. Podkreślano, że działania nacjonalistów ukraińskich są wspierane przez zagraniczne agendy. Zwracano także uwagę na działania nacjonalistyczne niektórych duchownych greckokatolickich i przejmowanie nieruchomości w rejonie przygranicznym bez zasady wzajemności za wschodnia granicą. Ponadto wskazano również na powstanie Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego Narodowości Ukraińskiej, skupiającego praktycznie członków UPA w Polsce, oraz wykorzystywanie subwencji dla mniejszości narodowych na finansowanie prasy ukraińskiej popierającej formacje, które w przeszłości sprzyjały separatyzmowi wobec Polski .

Żądania rewindykacyjne środowisk ukraińskich

1. Równocześnie z wystąpieniem Cerkwi greckokatolickiej (używającej wówczas miana bizantyjsko-ukraińskiej) o przejecie kościoła oo. Karmelitów, postulowano o zwrot, a w wielu wypadkach o przejęcie, mnóstwa nieruchomości w byłym województwie przemyskim. Tylko do 1995 r. społeczności ukraińskiej przekazano następujące obiekty: cerkiew z cmentarzem w Nowych Sadach, cerkiew z plebanią w Lesznie, cerkiew w Jarosławiu, cerkiew w Chotyńcu, cerkiew i cmentarz w Łuczycach, budynek Państwowego Domu Dziecka nr 2 w Przemyślu, budynek II Liceum Ogólnokształcącego w Przemyślu, klasztor oo. Bazylianów w Przemyślu, przemyskie kamienice przy ul.: Władycze, Franciszkańskiej, Śnigurskiego, Dąbrowskiego, Rynek 12.

W opisywanym okresie społeczność ukraińska złożyła ponadto roszczenia o kilkadziesiąt innych obiektów, z których wiele otrzymała bezpośrednio lub w formie rekompensaty ziemi rolnej. Do wielu z nich Ukraińcy nie mieli podstaw prawnych, np. żądanie przekazania budynku Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej (przy pl. Czackiego) dla cerkwi greckokatolickiej, która nigdy nie była właścicielem budynku, a tylko jego użytkownikiem. Przekazanie obiektu doprowadziło do wzniesienia nowego budynku Muzeum Narodowego, sfinansowanego przez Skarb Państwa. Dochodzenie w sprawie nieprawidłowości w tej kwestii prowadziła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, ale sprawa z czasem ucichła. Potem jeszcze Cerkiew grekokatolicka doprowadziła do zmiany nazwy ulicy na bpa Jozafata Kocyłowskiego, który walczył przeciwko Polsce w okresie międzywojennym i był niemieckim kolaborantem.

Za szczyt bezczelności działaczy i duchowieństwa ukraińskiego uznaje się wniosek o zwrot budynku przy pl. Dominikańskim 3, w którym mieścił się Urząd Wojewódzki, a obecnie Starostwo Powiatowe w Przemyślu. Gmach był własnością oo. Dominikanów do momentu kasaty klasztoru przez zaborcę austriackiego. Wówczas przez pewien czas mieszkał w nim biskup greckokatolicki, a sam zaborca przekazał budynek na Galicyjski Fundusz Religijny.
Pomimo uzyskania tak wielu obiektów, które według wnioskodawców były niezbędne na cele religijne, powszechnie panuje pogląd, że ta grupa narodowa jest ciągle pokrzywdzona. Według słów metropolity lwowskiego abpa Mieczysława Mokrzyckiego przez 25 lat we Lwowie nie zwrócono społeczności polskiej żadnych obiektów . W wielu zaś przemyskich budynkach kościół greckokatolicki prowadzi działalność gospodarczą, bo uzyskanie tych nieruchomości było z góry zaplanowane na takowe przeznaczenie.

Bardzo medialną kwestią była sprawa starań społeczności ukraińskiej o przejecie na własność budynku, w którym mieścił się przemyski oddział Związku Ukraińców w Polsce. Trwająca przez kilkanaście lat akcja propagandowa i lobbystyczna, wspierana przez środowiska nacjonalistów ukraińskich w Kanadzie i na Ukrainie, m.in. przez nacjonalistyczną i faszyzującą partię „Swoboda”, skończyła się dla nich sukcesem. Rada Miejska naciskana przez rząd polski przekazała gmach w centrum miasta, czyli tzw. „Narodnyj Dim”. Strona ukraińska deklarowała wówczas, że władze Lwowa dokonają podobnego gestu i przekażą Dom Polski na własność tamtejszym Polakom. Niestety do dzisiaj tego nie uczyniły. Działacze Związku Ukraińców w Polsce wysuwają zaś ciągle nowe roszczenia w Przemyślu.

Inną formą lekceważenia gestów państwa polskiego przez środowiska ukraińskie były liczne prowokacyjne działania organizatorów wielu imprez kulturalnych czy też wykorzystywanie uroczystości religijnych do promowania symboliki banderowskiej (w postaci sztandarów, znaków, przemówień ziomkostw podkreślających okupacyjny charakter Polski w Przemyślu). Kuriozalnym przykładem jest XIV Festiwal Kultury Ukraińskiej w Przemyślu, który odbył się w czerwcu 1997 r. Jedna z najbliższych współpracownic Jerzego Giedrojcia Anna Strońska w swojej książce napisała, że przybyłego na imprezę premiera Włodzimierza Cimoszewicza Ukraińcy przywitali pieśnią: Żegnajcie połoniny, Polacy je nam zabierają. Przy tej okazji kolportowano również treści jątrzące wzajemne relacje polsko-ukraińskie.

Nielegalne upamiętnienia UPA

Kolejnym elementem skoordynowanych działań środowisk ukraińskich, które uruchomiono w Polsce na początku lat dziewięćdziesiątych było budowanie pomników UPA, przemycanych nielegalnie z Ukrainy. Tylko do 1995 r. na terenie ówczesnego województwa przemyskiego wybudowano takich siedem (m.in. w Monastyrze, Werchracie, Kalnikowie, Małkowicach, Lublińcu Nowym, Rudzie Różanieckiej czy Hruszowicach). Wiele z nich powstało na terenie obiektów zabytkowych, oczywiście bez żadnej zgody władz polskich. Wywołało to burzliwą reakcję mediów oraz licznych stowarzyszeń społecznych. Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Warszawie w styczniu 1995 r. wydała uchwałę w sprawie niezgodnych z polskim prawem upamiętnień ukraińskich. Wyrażała w niej niepokój w związku z brakiem respektowania norm krajowych. Zaznaczała ponadto, że upamiętnienia muszą być powiązane z faktycznymi miejscami pochówku . Jednakże administracja publiczna nie podjęła w tej sprawie konkretnych kroków. Także przyjazd do Przemyśla (18-19 maja 1995 r.) sejmowej komisji ds. mniejszości narodowych nie rozwiązał problemu.

 W tym samym czasie społeczność ukraińska rozpoczęła działania na rzecz pogrzebania członków UPA, którzy atakowali w 1946 r. Birczę oraz działaczy tej formacji z Liszni. Rada Gminy Bircza na swoim posiedzeniu odmówiła pochówku na swoim terenie. Władze polskie podjęły więc decyzję o ich złożeniu na cmentarzu wojskowym w Przemyślu, na którym spoczywali żołnierze armii Petlury, żołnierze „białej” armii rosyjskiej i jeńcy bolszewiccy z wojny 1920 r. Pomimo takiej różnorodności pogrzebanych cmentarz otrzymał nazwę „ukraińskiego”. W trakcie pochówku członków UPA ks. mitrat Stefan Dziubina powiedział: to nie Ukraińcy chcieli budować Ukrainę na polskich ziemiach, ale Polacy Polskę na ukraińskich ziemiach. Taka jest prawda . Słowa te potwierdzały, że napad na Birczę odbywał się, aby oswobodzić ziemie ukraińskie od Polaków. W tygodniku Związku Ukraińców w Polsce Bohdan Huk napisał: I każdy czuje się świadkiem historycznej chwili, odczuwając ten sam ból, który i każdy czuje, i skromną radość, że w ukraińskiej ziemi spoczęli ci, którzy byli solą tej ziemi.

 W 2001 r. w Hruszowicah obok nielegalnie postawionego w 1994 r. pomnika pojawiły się kolejne, również nielegalne, dla poszczególnych członków UPA . Na dodatek Związek Ukraińców w Polsce, finansowany przez budżet państwa, w tym samym roku wydał album o nielegalnych pomnikach UPA w Polsce . Proceder kontynuowano w następnych latach. Doszło do kuriozalnej sytuacji – o ile pomniki UPA w Polsce ciągle trwały, o tyle po wybudowaniu na cmentarzu w Radrużu grobowca poświęconego Polakom i Ukraińcom zamordowanym we wsi, powiatowy nadzór budowlany zgłosił sprawę do prokratury. Emerytowana nauczycielka, inicjatorka wzniesienia nagrobka, była nękana przez kilka lat zanim go zalegalizowano. Jednocześnie na tym samym cmentarzu stał nielegalny pomnik morderców, którym organa państwa polskiego się nie interesowały.

Bardzo ciekawy wątek sprawy nielegalnych pomników UPA na Podkarpaciu pokazuje pismo podsekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji z 22 marca 2001 r. To odpowiedź na zapytanie nr 3270 w sprawie legalności upamiętnień członków UPA na terenie woj. podkarpackiego. Wojewoda podkarpacki zlecił wojewódzkiemu inspektorowi nadzoru budowlanego kontrolę i inwentaryzację upamiętnień ukraińskich. Została ona przeprowadzona wyłącznie w trybie ustawy z dnia 7 lipca 1994 r. „Prawo budowlane”. 

W swojej opinii wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego stwierdził, że: 

1. Powstanie pomników na grobach członków UPA było niezgodne z obowiązującą ustawą z dnia 28 marca 1933 r. o grobach i cmentarzach wojennych (Dz.U. RP z 30 maja 1933 r.), a zwłaszcza art. 5 oraz art. 9 tej ustawy, a także z § 2 ust. 1 rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych z 23 października 1936 r. (Dz.U. RP z 7 listopada 1936 r.), które nakładają obowiązek uzyskania przez inwestora zezwolenia wojewody na „wznoszenie pomników i innych urządzeń na cmentarzach i grobach wojennych”. 

2. We wszystkich przypadkach brak jest procedury wynikającej z ustawy z dnia 21 stycznia 1988 r. o Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa (Dz.U. RP nr 2 z 1988 r.) dotyczącej w szczególności art. 3, który mówi o obowiązku wyrażenia opinii o treści upamiętnienia przez Wojewódzki Komitet Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Z posiadanej dokumentacji nie wynika, by opinia taka była wyrażona.

3. Wszystkie obiekty posiadają napisy wyłącznie w języku ukraińskim. Jest to niezgodne z uchwałą nr 1 Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa z 25 stycznia 1995 r. w sprawie niezgodnych z obowiązującymi przepisami prawa upamiętnień ukraińskich na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej zakładającej, że napisy powinny być dwujęzyczne.

4. Upamiętnienia UPA w Chotyńcu, Lesznie i Nowym Dzikowie zostały dokonane po 1 stycznia 1995 r., czyli po wejściu w życie nowej ustawy „Prawo budowlane”. W sprawach dotyczących obiektów małej architektury nakłada ona, zgodnie z art. 30 ust. 1, na inwestora obowiązek zgłoszenia inwestycji organowi nadzoru budowlanego. W przypadku niedopełnienia tego wymogu należy postępować zgodnie z art. 48 cytowanej ustawy, który zakłada wydanie decyzji o nakazie rozbiórki obiektu.

 5. Dotąd nie zostały spełnione warunki, których powinien dopełnić inwestor, aby doprowadzić do zalegalizowania obiektów wybudowanych przed 1 stycznia 1995 r. W związku z tym nie jest obecnie możliwe wydanie decyzji o udzieleniu zgody na ich użytkowanie. 
Biorąc pod uwagę przytoczone powyżej fakty, można stwierdzić, że upamiętnienia wzniesione przed 1 stycznia 1995 r., mimo że nie wymagały pozwolenia na budowę, to jednak nie zostały wzniesione zgodnie z obowiązującym prawem. Odnośnie do pomników wzniesionych po wejściu w życie ustawy „Prawo budowlane” należałoby podjąć procedurę zmierzającą do rozbiórki obiektów, ponieważ powstały z naruszeniem prawa obowiązującego w RP.

 Wicewojewoda podkarpacki Marek Kuchciński otrzymał opinię wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego, lecz nie zajął żadnego stanowiska w sprawie ukraińskich upamiętnień. Opinia wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego została przekazana Wojewódzkiemu Komitetowi Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa do wykorzystania podczas inwentaryzacji upamiętnień ukraińskich. Po zakończeniu tych prac Wojewódzki Komitet Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa przekazał swoją opinię sekretarzowi Rady OPWiM. Tak więc ówczesnemu wicewojewodzie Kuchcińskiemu zawdzięczamy to, że pomniki UPA nadal stoją!
Polityka historyczna na Podkarpaciu

W maju 2006 r. w Pawłokomie prezydenci Lech Kaczyński i Wiktor Juszczenko odsłonili pomnik pomordowanym Ukraińcom w polskiej akcji odwetowej za wcześniejsze zamordowanie kilkunastu Polaków. W uroczystości za zgodą władz polskich z proporcami uczestniczyli członkowie tzw. Bractwa Weteranów UPA. Ustalenia liczby ofiar dokonano nie w oparciu o ekshumację zwłok, ale według danych strony ukraińskiej . Prezydent Lech Kaczyński stwierdził: Pawłokoma stała się dla Ukraińców symbolem tragedii ich narodu. Powyższe uroczystości miały być początkiem dialogu historycznego w stosunkach polsko-ukraińskich, przedstawiającego prawdę o tragedii lat 40. XX w. . Wbrew tym zamiarom stały się tylko przerwanym symbolem dążenia do prawdy, a wszystkie wątpliwości polskich historyków w tej sprawie pominięto milczeniem. Przykładem jest tu chociażby książka Zdzisława Koniecznego Był taki czas , która próbowała wyjaśnić okoliczności zabójstwa Ukraińców.
Obecnie polskie rodziny ofiar z Pawłokomy i sąsiednich wsi na własny koszt ustalają miejsca spoczynku pomordowanych przez nacjonalistów ukraińskich. Wsparcie państwa polskiego w tym względzie jest znikome, a trudności administracyjne się mnożą.

Nauczanie w języku ukraińskim

Od 1 września 1991 r. funkcjonuje w Przemyślu Szkoła Podstawowa nr 17 im. Markiana Szaszkiewicza z nauką języka ukraińskiego, do której w 1994 r. uczęszczało 157 uczniów, a w Kalnikowie prowadzono naukę języka ukraińskiego dla 25 uczniów w formie zajęć dodatkowych. W 1996 r. dla 19 uczniów klasy I zorganizowano Liceum Ogólnokształcące i przeznaczono na ten cel 700 tys. złotych z budżetu Ministerstwa Edukacji Narodowej . Ostatecznie adaptacja budynku dla kilkudziesięciu uczniów kosztowała ponad 2 mln złotych. W 1998 r. subwencja na jednego ucznia w Przemyślu wykosiła 1664 zł, a na ucznia ukraińskiego 2097 zł. Podobnie było w innych latach. Niby nic w tym nadzwyczajnego, ale Ukraińcy są obywatelami polskimi i dotacje w takich wysokościach powodują nierówne traktowanie pod względem poziomu nakładów.

 W tejże Szkole Podstawowej nr 17 w 2010 r. obchodzono uroczystości w dniu powstania UPA, choć oficjalnie pod hasłem: Dzień Nauczyciela Święto Pokrowy – udział młodzieży we mszy w katedrze gr. kat. oraz wyjazd młodzieży na mogiły do Pikulic – Dzień Ukraińskiej Armii 14.10.2010. Do serii skandalicznych wydarzeń w tej placówce zaliczyć należy także wizytowanie jej przez posłów skrajnie nacjonalistycznej partii „Swoboda” z Ukrainy.

Akcja powroty

Genezy akcji możemy szukać już w latach siedemdziesiątych XX w. W Przemyślu ks. Bazyli Hrynyk koordynował w społeczności greckokatolickiej akcją, a czele której stał trzyosobowy komitet, otrzymujący z zagranicy środki wsparcia. Trafiały one do osób prezentujących postawy nacjonalistyczne oraz powracających z ziem zachodnich i północnych . Należy tu podkreślić, że Przemyśl był w latach 70. i 80. ośrodkiem, w którym przygotowywano działania w kierunku ukraińskim. To tu ukraińskie ośrodki nacjonalistyczne z Kanady, Niemiec i USA lokowały działaczy, którzy mieli na Ukrainie wspierać nacjonalistyczną rewolucję po upadku Związku Radzieckiego. To także tłumaczy, dlaczego na początku lat 90. w Przemyślu tak sprawnie przebiegały akcje budowy nielegalnych pomników, roszczeń o otrzymanie nieruchomości oraz akcja przeciwko kościołowi oo. Karmelitów. Osoby, które się osiedlały w mieście lub w województwie przemyskim nie były przypadkowe.

W dniu 15 lipca 2001 r. w Warszawie, podczas obrad Rady Głównej Związku Ukraińców w Polsce, zajęto się problemem powrotów na ziemie rodzinne. Przygotowano określone mechanizmy działania, w tym zaplecze materialne. Sam Piotr Tyma podkreślił konieczność koncepcji finansowania tych działań, głównie tzw. Funduszu Powrotów. W trakcie obrad stwierdzono, że władza polska ma sprzyjać takim działaniom. Postanowiono o utworzeniu w Przemyślu centrum informacyjnego, który ma współpracować z Gorlicami i Sanokiem. W skład grupy roboczej, która miała zająć się tą akcją, wchodzili: Stepan Biłas, Mirosław Werbowyj, Bohdan Drymała, Roman Drozd, Aleksander Kolańczuk, Aleksander Mastej, Jerzy Rejt, Jarosław Sydor i Piotr Tyma. Otrzymali oni zalecenie opracowania zasobów ziemi w rejonie Przemyśla, miejsc pracy dla osiedleńców, stworzenia koncepcji budowy ukraińskiej bazy intelektualnej. Ze strony Ukrainy projekt miały wspierać organizacje ziomkowskie ze Lwowa „Nadsanie” oraz „Łemkowszczyzna”.

W ostatnich latach dopełnieniem tych działań jest projekt, który publicznie ujawnił działacz Związku Ukraińców w Polsce i jednocześnie konsul honorowy Ukrainy w Przemyślu, Aleksander Baczyk. W kwietniu 2014 r. na konferencji gospodarczej w Krasiczynie stwierdził, że Ukraińcy z Ukrainy chcą się masowo osiedlać w Przemyślu i on będzie takim osobom pomagał.


Promocja nacjonalizmu ukraińskiego

Kwestia promocji nacjonalizmu ukraińskiego jest elementem, który towarzyszy wielu wydarzeniom kulturalnym i religijnym. Jednym z przykładów jest uczestniczenie w nich duchownych greckokatolickich. W grudniu 2007 r. w Przemyślu odbyła się uroczystość, na której uhonorowano członków UPA banderowskimi odznaczeniami. Była związana z 65-leciem powstania UPA i stuleciem urodzin Romana Szuchewicza. Uczestniczył w niej funkcjonariusz Straży Granicznej ks. por. Jan Tarapacki i metropolita greckokatolicki w Przemyślu ks. Eugeniusz Popowicz. Syn jednej z radnych z Przemyśla czytał wspomnienia swojego dziadka z UPA.

Przemyśl jest także miejscem, w którym pojawiają się liczne symbole nacjonalistyczne. W czerwcu 2006 r. pojawiły się np. ulotki UNA–UNSO, wzywające do odwiedzania nacjonalistycznych ukraińskich witryn. Sprawa była o tyle prowokująca, że wspomniana organizacja w 1998 r. na Cmentarzu Orląt Lwowskich rozbiła młotami polskie tablice . 
Promocja nacjonalizmu ukraińskiego odbywa się poprzez prezentowanie narodowowyzwoleńczej roli UPA w historii tego kraju oraz poprzez publikowanie treści mających świadczyć o planowanej operacji „Wisła”, która miała na celu doprowadzenie do ostatecznego rozwiązania kwestii ukraińskiej w Polsce . Można powiedzieć, że nacjonaliści ukraińscy widząc poziom odszkodowań uzyskiwanych przez społeczność żydowską, dążą do wykreowania powszechnej winy Polaków i otrzymanie rekompensat na podobnym poziomie dla społeczności ukraińskiej. Jak zauważa Ewa Siemaszko wspomniana działalność publicystyczna na łamach „Naszego Słowa” ma docelowo doprowadzić do uznania operacji „Wisła” za zbrodniczą i bezprawną oraz potępienie jej przez Sejm RP w formie uchwały, zwrotu przesiedlonym majątków pozostawionych na „ojczystej ziemi”, wypłacenie odszkodowań za przesiedlenia, rehabilitacji OUN i UPA oraz pomoc materialną państwa w powrotach. Ukraińcy przyjęli zasadę uświadamiania społeczeństwa polskiego, że: Łemkowszczyzna, Nadsanie, Chełmszczyzna i Podlasie – to ukraińskie ziemie, trzeba zakorzenić i utwierdzać w świadomości i podświadomości Polaków. Oni muszą tę ideę przyjąć, choć jest dla nich bardzo gorzka. Trzeba walczyć wszystkimi dostępnymi legalnymi i pokojowymi sposobami o prawo do rozbudowy ukraińskiego życia na Łemkowszczyźnie, żeby przywrócić jej ukraiński charakter .

Zakończenie
Powyższy tekst jest zaledwie zarysem problemu, który jest związany z wykorzystywaniem przysługującym każdej mniejszości w Polsce prawem do kultywowania swojej kultury i języka. Poprawność polityczna, intelektualny terroryzm stosowany przez pewne media i środowiska powoduje, że wiele osób na wspomniane tematy milczy. Jednocześnie niektórzy działacze mniejszości ukraińskiej wykorzystują politykę państwa polskiego do promowania treści, które mogą w przyszłości wywołać istotne napięcia polsko-ukraińskie. Identyfikowanie się wielu wspomnianych działaczy z postawami faszyzujących nacjonalistów z Ukrainy budzi pewne obawy, co do strategicznych celów przez nich prezentowanych. Milczenie w tym temacie jest grzechem zaniechania i działaniem na rzecz osłabiania bezpieczeństwa państwa. Istnieje pilna potrzeba podjęcia analizy polityki polskiej w tej sprawie w ostatnich latach. Badacze, którzy się będą tym tematem zajmować, muszą się uodpornić na zarzuty o nacjonalizm i wzbudzanie waśni narodowościowych.

Właśnie w ten sposób prowadzona przez niektóre środowiska ukraińskie narracja, doprowadziła w ostatnich do powstania mechanizmów mających na celu zmianę pod ukraińską i nacjonalistyczną interpretację prawdy historycznej. Ostatnia uchwała Sejmu i Senatu RP w sprawie ludobójstwa na Wołyniu jest pierwszym istotnym paraliżem tej polityki. Czytając niektóre numery „Naszego Słowa”, widać wyraźnie, że redakcja sympatyzuje z celami historycznymi Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Nie ulega wątpliwości, że wiele tych prac jest inspirowanych i niejednokrotnie kierowanych z zagranicy. Co ciekawe coraz częściej widać koncentrację tych działań w rejonie południowo-wschodniej granicy państwa polskiego. Środowiska te stosują różne formy wymuszania pewnych decyzji na polskich władzach państwowych i samorządowych. Do najważniejszych z nich należało:

• nagłaśnianie nawet symbolicznych aktów, które mogłyby świadczyć o prześladowaniu mniejszości ukraińskiej (np. incydentalne malowane haseł na ścianach)
• ostre reakcje na politykę historyczną prowadzoną w mediach, która nie zgadzała się z celami Związku Ukraińców w Polsce

• identyfikowanie się z polityką historyczną na Ukrainie, która obecnie jest prowadzona w duchu promocji ukraińskiego nacjonalizmu

• zwalczanie zasady wzajemności w relacjach polsko-ukraińskich na korzyść strony ukraińskiej

• w kwestiach omawiania problemów ukraińskich w mediach i ekspertyzach ograniczenie roli konsultantów do środowisk związanych z katedrami ukrainistyki na polskich uczelniach, które ideowo sympatyzują z ruchem zachodnioukraińskim

• wplątywanie Polski w działania na rzecz Ukrainy, nawet jej kosztem

• formowanie mniejszości ukraińskiej w duchu tradycji OUN i UPA

• identyfikacja duchowieństwa greckokatolickiego w tradycji OUN i UPA

• promowanie osadnictwa na terenach „etnicznie ukraińskich” i próby narzucania w lokalnych

samorządach interesów mniejszości

 • określanie wszystkich osób pokazujących swoiste patologie życia społecznego i narodowego przez Polaków jako agentów Moskwy, co ma powodować ich dyskredytację.

Autor poruszył tylko kilka kwestii z zakresu problematyki funkcjonowania niektórych działaczy ukraińskich w Polsce. Jeżeli ten temat wzbudzi kontrowersje i dyskusje to będzie bardzo dobrze dla wyjaśnienia wielu faktów. Analiza, także naukowa, bazy dokumentacyjnej jest niezbędna także ze względu na bezpieczeństwo państwa, gdyż notowany w ostatnich latach napływ Ukraińców może generować liczne zagrożenia.

 

Źródło: Ewa Koralewska (red.), Zbrodnia wołyńska 1943 r. Prawda i pamięć, Warszawa 2016.

 

 

Komentarze

komentarze

stat4u