Adolf Bocheński: Polska w polityce Stalina

PaRendezvousmięci Jerzego Matusińskiegoredakcja portalu Geopolityka.net

Sancti habeantur legati.

 

Adolf Bocheński

(Przedruk z: „Orzeł Biały”, 18 czerwca 1944, nr 107)

I

Bardzo trudno jest wydawać sądy o żyjącym mężu stanu. Zawsze bowiem istnieje obawa, iż przyszłość przyniesie jakieś nieprzewidziane zdarzenia, które w zupełności zmienią naszą opinię w danym człowieku. Niemniej jednak obecnie już bez większego ryzyka można twierdzić, że Stalin jest znakomitym politykiem i wodzem, mogącym iść w zawody z największymi figurami Europy od lat przeszło stu. Los naszego narodu i państwa zależy w dużej mierze od jego zamiarów w stosunku do nas. Nie należy więc oszczędzać czasu, by móc spenetrować tajniki polityki rosyjskiej i jej zamiary w stosunku do Polski.

Istnieją dwie koncepcje usiłujące wyjaśnić dzisiejsze nastawienie wodza narodu rosyjskiego. Pierwsza, to twierdzenie, iż Stalin właściwie już przestał być ortodoksyjnym komunistą i że realizuje on nie wskazania międzynarodowego komunizmu, ale postulaty rosyjskiej racji stanu. Druga, to twierdzenie, iż rewolucja światowa jest nadal celem polityki Sta-lina i że Rosja jest tylko narzędziem zmierzającym do tego celu.

Aczkolwiek osobiście wydaje się nam, iż druga koncepcja jest słuszniejsza — to jednak, o ile chodzi o sprawę stosunku Polski i Rosji, obie hipotezy prowadzą do podobnych wniosków. W ciągu 27 lat trwania ustroju kolektywistycznego w Rosji, niewątpliwie kraj ten zgromadził ogromny kapitał w postaci — zarówno doświadczeń praktycznych jak i badań teoretycznych, bez którego nie mogłoby się obejść żadne państwo wkraczające na tę samą drogę. Moskwa musiałaby się stać ośrodkiem intelektualnym dla każdego wycinka kuli ziemskiej, który by przyjął ustrój kolektywistyczny. Tak jak w XVI wieku ludzie pragnący znajdować się na poziomie, jeździli na studia do Włoch, jak w XVIII w. jeździli do Francji, a w drugiej połowie XIX w. do Niemiec, tak po wprowadzeniu   kolektywizmu w pewnych częściach czy całości Europy musieliby przez dłuższy czas oglądać się na Moskwę. Otóż starym celem nacjonalizmu rosyjskiego jest Moskwa jako „Trzeci Rzym" po Rzymie Cezarów i Rzymie Papieży — nowy ośrodek Europy i Azji. W interesie nacjonalizmu rosyjskiego jest dziś niewątpliwie rozszerzenie się ustroju kolektywistycznego.

W związku z powyższym twierdzeniem nasuwa się jednak pewna wątpliwość. Gdyby duża część kuli ziemskiej przyjęła dziś ten ustrój, niewątpliwie po pewnym czasie wytworzyłyby się nowe ośrodki, które by mogły zagrozić prymatowi Moskwy. Oczywiście wymagałoby to pewnego czasu, niemniej jednak tego rodzaju ewolucja byłaby niewątpliwa. Kwestia, czy w interesie nacjonalizmu rosyjskiego leżałoby np. skomunizowanie Niemiec, czy też raczej osłabienie tego państwa przez skrajnie parlamentarny ustrój i poddanie pod protektorat, taki jaki faktycznie istniał między rokiem 1815 a 1860. Powtarzamy, że wobec niepewności, jakie cele przeważają w polityce Rosji, nie możemy na pewno twierdzić, że skomunizowanie Niemiec nie leży dziś w zamiarach Stalina. Niemniej dyskusja na ten temat jest w każdym razie możliwa.

Natomiast można z całą pewnością twierdzić, że wprowadzenie ustroju kolektywistycznego w jakimkolwiek państwie położonym między Niemcami i Z.S.R.R. nie mogłoby w żadnym wypadku narażać prymatu Moskwy i równałoby się rozszerzeniu strefy wpływów kulturalnych i politycznych Rosji. Najsilniejszą jednostką narodową na tym obszarze jest niewątpliwie Polska. Otóż nie wydaje się, aby komunizm Polski był, Względnie aby mógł się stać, na tyle silny, aby zagrażać bezwzględnej przewadze Rosji w jakimś zespole łączącym oba narody. Tak więc w interesie międzynarodowego kolektywizmu jak i w interesie rosyjskiej racji stanu zdaje się leżeć skomunizowanie grupy państw leżących między Niemcami i Rosją.

O ile chodzi o stosunek do Polski, to polityka rosyjska od wieków już oscylowała między dwoma możliwymi rozwiązaniami. Pierwszym rozwiązaniem było połączenie całej Polski z Rosją. Drugim było odebranie Polsce ziem zamieszkałych przez Białorusinów i Ukraińców i ewentualnie również pewnych części Polski etnograficznej. Ideałem dla Rosji było zawsze rozwiązanie pierwsze. Rozwiązanie drugie było natomiast zawsze rezultatem kompromisu z siłami położonymi dalej na zachód od Polski. Polityka rozbiorcza Katarzyny II była właściwie polityką rezygnacji z ambitnych zamiarów wcielenia całej Polski do Rosji. Po zwycięskiej wojnie z Napoleonem, Aleksander I podjął na nowo zamiar zupełnego połączenia obu państw. Trzeba było koalicji pobitej Francji z Anglią i Austrią, aby uratować dla Prus Poznańskie) a dla Austrii ówczesną Galicję. Polityka Rosji w stosunku do Królestwa Kongresowego była przejawem koncepcji drugiej — to jest zachowania dla Rosji tak zwanych wówczas „Ziem zabranych” z pozostawieniem reszty Polski mniej lub więcej własnemu losowi. Najsilniejszym wyrazem tego stanu rzeczy — poza reformami Wielopolskiego, był chwilowy zamiar Rosji ewakuacji Królestwa Kongresowego w okresie powstania styczniowego. Przeświadczenie jednak, że Polska etnograficzna nie zrezygnuje w żadnym wypadku ze swej strefy wpływów na wschodzie, było głównym powodem połowiczności przeprowadzenia tej koncepcji.

Rosja komunistyczna podjęła na nowo program połączenia całości Polski z Rosją. Trzeba niewątpliwie przyznać, iż rozporządza ona o wiele bardziej skutecznymi sposobami opanowywania wrogiego połączeniu ruchu polskiego niż Rosja Aleksandra II czy Mikołaja I. Po nieudanej próbie opanowania całej Polski w roku 1920, mamy w roku 1939 kompromis z Niemcami, oznaczający wymuszony powrót do koncepcji połowicznej, oraz w roku 1944 ponowne dążenie do połączenia całości Polski z Z.S.R.R.

Aleksander I, jak wiadomo, pragnął przez dłuższy czas zwrócić Królestwu Kongresowemu tak zwane „Ziemie zabrane” i w ten sposób uzyskać zgodę Polaków na zjednoczenie obu państw. Istotnie, gdyby cała Polska połączyła się z Rosją, byłoby dość obojętne, dokąd by sięgały granice, które by nie miały żadnego praktycznego znaczenia. Zdaje się więc, że zupełną słuszność mają pisarze, którzy twierdzą, że drogą ścisłego zespolenia Polski z Rosją można by osiągnąć pewne ustępstwa w sprawie .granic. W ten sam sposób można będąc rannym uratować się od odcięcia nogi za cenę utraty życia.

Powtarzamy, że w interesie zarówno nacjonalizmu rosyjskiego jak i komunizmu jest wcielenie całości Polski do Rosji. Musimy się więc liczyć z polityką zmierzającą w tym kierunku. Czynnikiem, który dotychczas uniemożliwiał Rosji realizację ambitnych planów w stosunku do jej słowiańskiej siostrzycy, była obok oporu armii niemieckiej konieczność kompromisu z pewnymi silami leżącymi dalej na zachód. Zasadniczym problemem polityki Rosji w stosunku do Polski jest takie rozegranie partii, które by się spotkało z możliwie najmniejszym sprzeciwem mocarstw zachodnich. Tu przechodzimy do następnego przedmiotu naszych rozważań. Wiedząc jaki jest cel polityki Sowietów, możemy się zastanowić, jakie są środki, które do tego celu będą prowadziły.

II

Pierwszym i najważniejszym warunkiem zrealizowania planów rosyjskich w stosunku do Międzymorza jest jego okupacja wojskowa. Dopóki wojska sowieckie nie zajmą krajów położonych między Niemcami i Rosją — to prawdopodobnie nawet w Jugosławii nie zapanuje samorzutnie ustrój kolektywistyczny wzorowany na Rosji. Spełnienie tego warunku zależy przede wszystkim od powodzenia wojsk sowieckich w walce z Niemcami.

Po okupacji tych terytoriów powstałyby obiektywne warunki umożliwiające ich skomunizowanie i przyłączenie ich do Rosji. Trudność w tym okresie pochodzić będzie niewątpliwie ze strony wielkich mocarstw anglosaskich, z którymi Rosja sowiecka będzie musiała bardzo poważnie się liczyć. Jeżeli opinia publiczna wielkich mocarstw anglosaskich zajmie zdecydowane stanowisko przeciw połączeniu państw Międzymorza z Sowietami, jest prawdopodobne, iż Rosja będzie zmuszona do wycofania się z całości lub części tych terytoriów. Polityka rosyjska musi więc być prowadzona w ten sposób, by w maksymalnej mierze oszczędzać opinię anglo-amerykańską.

Sytuacja w lej chwili przedstawia się w ten sposób, że jeżeli Anglicy i Amerykanie prawie jednomyślnie uważają, że ziemie wschodnie Rzeczypospolitej powinny przypaść Rosji, to jednak nie są przygotowani do łatwego przyjęcia myśli o wcieleniu całej Polski do Z.S.R.R. Nie będziemy się tu zastanawiali nad powodami, dla których opinia publiczna zwróciła się przeciw Polsce w sprawie „kresów". Mamy tu do czynienia z tragicznym nieporozumieniem. W Anglii i Ameryce uważa się przeważnie, że większość obywateli naszych ziem wschodnich rzeczywiście pragnie należeć do Rosji. W istocie jest odwrotnie. Winą naszej propagandy cywilnej i naszej śpiącej polityki mniejszościowej jest utrwalenie się tego fałszywego mniemania wśród krajów anglosaskich.

Gdyby jednak Sowiety oświadczyły dziś wyraźnie, że pragną wcielić całą Polskę do Z.S.R.R. i wprowadzić w Polsce ustrój komunistyczny, reakcja byłaby tak silna, iż prawdo podobnie cały zamiar musiałby spełznąć na niczym. Wydaje się właśnie, że ta okoliczność jest kluczem do odcyfrowania polityki Sowietów w stosunku do Polski. Wzorem do tej polityki są niewątpliwie metody wypróbowane w roku 1939 i 1940 w stosunku do państw bałtyckich. Główne wytyczne tej polityki polegają na powolności w działaniu, na stopniowej penetracji i na początkowym zacieraniu różnic między zdecydowanymi zwolennikami unii z Rosją i zwolennikami dobrych stosunków, ale nie unii politycznej i społecznej.

Jak wiadomo, Sowiety nie przyłączyły od razu państw bałtyckich do Z.S.R.R., tylko zadowoliły się początkowo utworzeniem rządów koalicyjnych, złożonych częściowo z wyraźnych komunistów, częściowo z przedstawicieli tak zwanej „demokracji". Kiedy około r. 1930 pierwszy Murzyn wszedł do gabinetu francuskiego, w niemieckich pismach humorystycznych ukazały się karykatury przedstawiające prawdopodobny skład gabinetu francuskiego w najbliższych latach. W roku 1930 widać tam było mnóstwo brodaczy i wąsaczy białych i jednego czarnego. W r. 1935 już połowa była czarna, a druga połowa biała. Wreszcie w roku 1950 miał być już tylko jeden biały wąsacz a cała reszta czarna. Podobną ewolucję przechodzą rządy państw, które mają być wchłonięte przez Z.S.R.R. Metoda ta ma tę dobrą stronę, że w okresie przejściowym ludzie dobrze poinformowani znajdują czas, aby ukryć się odpowiednio, albo po prostu uciec.

Skład osobowy Związku Patriotów w Moskwie zdaje się wskazywać, że i w naszym wypadku marsz. Stalin zamierza zastosować politykę ewolucyjną.

Skład „Patriotów" zdaje się wskazywać, że Sowietom zależy na wyrobieniu przeświadczenia, że nie dążą do wprowadzenia ustroju komunistycznego w Polsce, aczkolwiek rząd przez nich przygotowany ma być Rosji niezmiernie bliski.

Do tego samego celu służy to, co przedostaje się na zewnątrz ze stosunków panujących w dywizjach dowodzonych przez pułk. Berlinga. Podkreślanie elementu religijnego, nabożeństwa kapelanów i t. d. mają na celu wyrobienie w szerokim świecie mniemania, iż nie ma to być armia komunistyczna, ale armia polska, pragnąca przyjaźni z Rosją sowiecką. W ten sposób w opiniach zachodu może się wytworzyć zamęt, który ułatwi powolne pogodzenie się z ewolucją Polski w kierunku unii z Z.S.R.R.

Następnym etapem w wysiłkach zmierzających do tego celu musi być jakaś forma połączenia między legalnym rządem polskim w Londynie, a bezwzględnymi zwolennikami unii polsko-rosyjskiej, a jeżeli by to się nie dało osiągnąć, podważenie w oczach zachodu poczucia, iż nasz rząd legalny istotnie reprezentuje Polskę. Oczywiście bardziej pożądane z punktu widzenia tych planów byłoby jednak uzupełnienie rządu pewnymi zwolennikami Sowietów i następnie powolne oczyszczanie go z elementów burżuazyjnych, stosownie do metod zastosowanych na Bałkanach. O ile chodzi o rząd marszałka Tito, to obserwujemy coś bardzo podobnego. Nie jest to rząd czysto komunistyczny, choć kluczowe stanowiska są w nim opanowane przez komunistów. Po pewnym czasie prawdopodobnie będzie on doprowadzony do jednolitości. Ostatnim aktem pieczętującym cały przebieg tej polityki będzie prawdopodobnie jakaś konstytuanta, odpowiednio spreparowana, która uchwali jednomyślnie przyłączenie jednego państwa do drugiego. Faktycznie będzie ono już wtedy od dawna przeprowadzone.

Nie potrzeba podkreślać, jak trudno by było w razie realizacji takiego planu zorientować się cudzoziemcowi, co się właściwie dzieje. Pozbawienie Polski niepodległości odbywałoby się tak powoli i tak stopniowo, że właściwie nie bardzo wiadomo, kiedy by się należało oburzyć. W rezultacie cały program' mógłby zostać zrealizowany bez większego oporu czynników zachodnich.

Teraz nasuwa się pytanie, w jaki sposób my moglibyśmy utrudnić wykonanie tego planu. Przede wszystkim musimy przeciwdziałać wprowadzeniu zamieszania i zatarciu wyraźnych granic między komunistami – zwolennikami połączenia z Rosją z jednej i prawdziwymi Polakami z drugiej strony. Zatarcie tych granic jest dziś jednym z najgłówniejszych celów polityki sowieckiej. Chodzi tu o anglosaską opinię publiczną, która w razie udania się tego manewru przestanie orientować się w postulatach polskich w niebezpieczeństwach, które Polsce zagrażają. Otóż ustępstwa, które mieliśmy ewentualnie robić Sowietom, tłumaczą ich zwolennicy właśnie koniecznością liczenia się z opinią Zachodu. W istocie uzyskują efekt odwrotny. Jedyny sposób, aby kraje anglosaskie jasno widziały, co się dzieje w Polsce, jest wyraźne odgraniczanie się na każdym kroku od Sowietów i od nielicznych Polaków, którzy są zwolennikami współpracy z nimi. W tym wypadku cel Sowietów, tzn. wcielenie Polski bez żadnych awantur i skandali — mogących wstrząsnąć czyimś sumieniem — nie będzie mógł być spełniony.

Musimy sobie jasno zdawać sprawę, że przyszłość nasza zależy w dużym stopniu od postawy Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Dlatego jest dla nas rzeczą zasadniczej wagi, aby nasi sprzymierzeńcy zdawali sobie sprawę, że wszystkimi siłami staramy się im dopomóc w walce z Niemcami i że twierdzenia sowieckie, jakoby Polacy sprzyjali „faszyzmowi" są zupełnym nonsensem. Walcząc obecnie z Niemcami musimy sobie zdawać sprawę, że walczymy nie tylko o nasze granice zachodnie, ale również o nasz wschód.

Wreszcie, jeżeli pragniemy, aby nasze hasła polityczne znalazły jakiś oddźwięk na gruncie międzynarodowym, musimy je stawiać na płaszczyźnie bardziej uniwersalnej. Interes narodu polskiego jest dla nas czymś niezwykle ważnym i cennym, o wiele mniej jednak dla cudzoziemców, do których się zwracamy. Dla nich znaczenie ma pytanie, czy postulaty narodu polskiego są zgodne z ich interesem, nie zaś czy odpowiadają jego interesowi. Dlatego jest rzeczą niezmiernie ważną, aby broniąc naszych spraw poruszać jednocześnie sprawy bliskich nam narodów, które znajdują się w podobnym albo w jeszcze gorszym położeniu, jak np. państwa bałtyckie i w ogóle państwa Międzymorza. Tego rodzaju zagadnienia dotyczą nie tylko rządu, ale każdego z nas. Niezmiernie prawdziwe jest bowiem powiedzenie, że każdy żołnierz na obczyźnie jest ambasadorem swego kraju.

Źródło: „Orzeł Biały”, 18 czerwca 1944, nr 107.

Grafika: karykatura z dziennika "Evening Standard" z 20.09.1939 r.

Źródło: Wikimedia Commons

Komentarze

komentarze

stat4u